Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 24 lipca 2015

Liczba wpisów: 2

abc.atlant
 
- Co tam chłopcy? - spytałam, kiedy pingwiny szturmem wbiegły do pokoju. Byłam już przebrana w czyste rzeczy i właśnie suszyłam włosy.
- Chcemy cię wyciągnąć na wieżę Eiffla. - wypalił Kowalski. - Wyspałaś się, chodźmy.
- Skończę suszyć włosy i pójdziemy. - odparłam.
- Nie możesz wyjść z mokrymi? - spytał Skipper.
- Nie, nie mogę. Chyba nie chcesz żebym się rozchorowała i dostała zapalenie płuc. - pingwinek pokręcił głową i posłusznie poczekał, aż odłożę suszarkę.
- Chodźcie. - powiedziałam w końcu. Zwierzaki wybiegły z hotelu i czekały na mnie na ulicy. Dołączyłam do nich chwilę potem i w piątkę pomaszerowaliśmy chodnikiem.
- Jeju! - Skipper westchnął, stojąc pod wieżą Eiffla.
- Wejdziemy na górę, co nie? - zagadnął Kowalski.
- Na górę? - Skipper spojrzał na mnie.
- Proszę. - przyłączył się Szeregowy. - Będziemy mogli zobaczyć z góry cały Paryż! - zawołał.
- Aha. Aha. - potakiwał Rico. Skipper odciągnął mnie na bok. Nie chciał wchodzić na górę, miał lęk wysokości.
- Mogę poczekać na was na dole? - spytał z nadzieją.
- Skipper, nie zostawię cię tutaj samego. - odparłam.
- A weźmiesz mnie na ręce? - w odpowiedzi posadziłam sobie pingwinka na plecach.
- To co, wchodzimy? - spytałam pozostałej trójki.
- Tam jest winda. Można wjechać na punkt widokowy. - zauważył przytomnie Kowalski.
- O nie, żadnej windy! Wejdziemy po schodach. - zaprotestowałam gwałtownie. Kowalski spojrzał na mnie pytająco. Westchnęłam.
- Powiedzmy, że miałam nieprzyjemne doświadczenie z windami. - powiedziałam. - Idziemy, czy nie? - pingwiny zgodnie pognały po schodach na górę. Zwierzaki szybko się zmęczyły i tylko wlokły się smętnie za mną i za Skipperem, kurczowo uczepionym moich ramion. Szeregowy westchnął ciężko.
- Daleko jeszcze? - jęknął rozpaczliwie.
- Daleko. - odparłam. - Nie marudź.
- Mówiłem, jechać windą.- warknął Kowalski. Wreszcie zmordowane zwierzaki stanęły w punkcie widokowym i od razu dopadły do balustrady. Od razu zapomniały o zmęczeniu i wszystkie naraz wydały okrzyki pełne zachwytu.
- Szefie, Szef musi to zobaczyć! - zawołał Szeregowy, na co Skipper tylko pokręcił głową. Jeszcze mocniej ścisnął w skrzydełkach moja bluzę i z całej siły zacisnął powieki. Pingwinek spojrzał z niepokojem na przywódcę.
- Chodźmy już. - poprosił rozpaczliwie Skipper.
- Już idziemy. - uspokoiłam pingwinka i pogoniłam pozostałych do zejścia z metalowej konstrukcji.
- Zjemy teraz obiad? - spytał Kowalski, któremu już burczało w brzuszku. - Jestem głodny. Pójdziemy zjeść?
- Pójdziemy, pewnie. - odparłam. - Nawet wiem gdzie możemy zjeść coś dobrego. Ciocia Jola była kiedyś Paryżu i polecała mi świetną knajpkę. - chwilę potem pingwiny siedziały przy stoliku w ogródku restauracji, zjadając z apetytem guiche z porami (warzywa z sosem śmietanowo-serowym zapiekane w cieście francuskim). Do tego był świeżo wyciskany sok pomarańczowy. Nawet Skipper, który jeszcze przed chwilą nie mógł nic przełknąć, zaczynał skubać swoją porcję.
- Co teraz? - spytał Kowalski, dopijając sok. - Pójdziemy przejść się po mieście? Chcę kupić coś dla Leny. - wypalił jednym tchem.
- Poczekaj, nie tak szybko. - przystopowałam go. - Myśmy jeszcze nie zjedli, poza tym masz cały tydzień, żeby kupić coś ładnego Lenie. A na jutro planowałam Katedrę Notre Dame i Luwr. - naukowiec zmarkotniał. - Na zakupy pójdziemy pojutrze. - obiecałam, a Kowalski spojrzał na mnie oczkami pełnymi miłości. - Na jeden dzień wystarczy. Jutro, kiedy się wyśpimy będziemy mogli szaleć i do wieczora. Wracamy? - pingwiny przytaknęły. Kiwnęłam głową. - Dobrze. Skipper, spokojnie. - powiedziałam, widząc, że pingwinek o mało nie zakrztusił się guichem. Kiedy zwierzak skończył jeść zgodnie pomaszerowaliśmy chodnikiem w stronę hotelu.
  • awatar SallyLou: Kasia się boi wind, a Skipper wysokości. Ciekawe :D Ach z punktu widokowego to musi być pięknie widać Paryż. Chciałabym kiedyś go zobaczyć
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

abc.atlant
 
Byłem przedwczoraj z Kasią w kinie na "Manglehornie". Strasznie chciałem obejrzeć ten film na wielkim ekranie i prosiłem Kasię jak tylko umiałem, błagałem, chodziłem za nią, nawet się rozpłakałem. No bo to było takie niesprawiedliwe, z Szeregowym poszła na te jego głupie jednorożce, Szefowi i Rico niemalże siłą wcisnęła pieniądze na bilety na "Terminatora", byle tylko pozbyć się ich z domu, a ja? Mnie nie chciała wziąć. W końcu udało mi się ją namówić, przyszła do mnie do pokoju i powiedziała, żebym się szykował, bo zaraz idziemy do kina. Film był po prostu niesamowity, o miłości i tęsknocie. Angelo Manglehorn nigdy nie pogodził się z utratą kobity, która była miłością jego życia. Żył samotnie, pogrążony we wspomnieniach, większą bliskość czując do swojego kota niż do ludzi, których spotyka na co dzień. Raz w tygodniu Manglehorn odwiedza lokalny bank, w którym pracuje intrygująca go kobieta. Para samotników nawiązuje nić porozumienia, ale gdy dzielący ich dystans zaczyna maleć, Manglehorn niespodziewanie znajduje się na emocjonalnym rozdrożu. Moim zdaniem grający w tym filmie główną rolę Al Pacino był naprawdę cudowny jako samotny mężczyzna. Przez cały seans kurczowo trzymałem się Kasi ramienia i miotały mną różne emocje, a po filmie ledwo trzymałem się na nogach. Nic dziwnego, seans zaczął się o dwudziestej i trwał dwie godziny, więc do domu wróciliśmy dopiero po dwudziestej drugiej. Miałem jeszcze dosyć siły, żeby pójść do toalety, potem Kasi musiała mnie wziąć na ręce. Już kiedy szliśmy przez miasto trochę przysypiałem, a w autobusie usnąłem całkiem. Nawet nie wiedziałem kiedy. Obudziłem się dopiero rano następnego dnia. Macie migawkę z filmu, to właśnie Manghehorn z kotem.
Manglehorn cat.png
  • awatar Setton: Super! :D
  • awatar Wypijmy ! ^^: Świetny blog ;3 + Zapraszam do mnie w wolnej chwili. Miłego dnia ! ^^
  • awatar SallyLou: I rozdział i recenzja w jednym :) Bosko. Al Pacino z kotem - pasują do siebie :P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›