Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 23 lipca 2015

Liczba wpisów: 2

abc.atlant
 
Pingwiny siedziały w samolotowych fotelach. Skipper z niecierpliwością wyglądał przez okno, wypatrując lądu, Rico właśnie opowiadał coś z ożywieniem Kowalskiemu. Pingwinek całkowicie go ignorował, zaczytany w nowej książce - której przez cały tydzień spędzony w Grecji nie miał czasu nawet wyjąć z torby - ze słuchawkami na uszach. Ja też czytałam.
- Muszę pójśc do toalety. - Szeregowy pociągnął mnie za rękaw. Wstałam z miejsca.
- To chodź. - powiedziałam, biorąc go za skrzydło.
- Też pójdę - stwierdził Skipper, odklejając się od okna. Oboje skorzystali z ubikacji i wróciliśmy na swoje miejsca. Szeregowy przysiadł się do Kowalskiego.
- Co czytasz? - spytał, chcąc porozmawiać.
- Nic, co by cię zainteresowało. - odparł Kowalski.
- Dlaczego? - zdziwił się pingwinek.
- Bo to horror. - Kowalski zdjął słuchawki. - A ty jesteś dzieciak i nie wolno ci czytać takich rzeczy.
- Ha! A wcale, że nieprawda! Nie jestem dzieciak! - Szeregowy mimowolnie podniósł głos.
- Nie krzycz. - odezwałam się ze swojego fotela. - Kowalski ma rację. Dzieciak jesteś. - Szeregowy zrobił obrażoną minę i odwrócił się do mnie plecami.
- Coś do picia kochaneczki? - zagadnęła stewardesa, stając obok. - A może do jedzenia?
- Proszę kawę, cappuccino. - odezwał się Skipper. - I pączka. - stewardesa włożyła mu w skrzydła kubek i szczypcami podała ciastko. Pingwinek podziękował.
- Nie pijesz już czarnej? - spytałam.
- Piję. - odparł Skipper. - Ale sporadycznie. Miałaś rację, sen, nawet koszmarny, jest lepszy niż ciągłe picie kawy i przysypianie w dzień. - uśmiechnęłam się. - A pójdziemy od razu do miasta? - spytał pingwinek, zjadając pączka.
- Tak od razu to nie, ale obiecuję, że jeszcze dzisiaj pójdziemy. Cieszysz się skarbie?
- Cieszę! We Francji też śpię z tobą. - Kowalski posłał przywódcy nieokreślone spojrzenie.
- Co będziemy teraz robić? - spytał Kowalski, zaraz po przylocie, marząc o urokliwych paryskich uliczkach, pysznych bagietkach i croissantach nie mniej niż jego Szef.
- Pospacerujemy trochę, pójdziemy zobaczyć wieżę Eiffla i wypijemy pyszną kawę. Kto jest za? - spytał Skipper.
- Powoli, nie tak szybko. - odpowiedziałam. - Pójdziemy do hotelu, zakwaterujemy się w pokoju, a pójdziemy po południu. - powiedziałam. - Zgoda? - odebrałam bagaże i razem z pingwinami skierowaliśmy się do wyjścia z lotniska. Przed postojem taksówek wiłą się długa kolejka. Wreszcie nadjechało kilka samochodów i wsiedliśmy do jednego z nich. Przejazd do hotelu nie zajął nam dużo czasu i niedługo potem mogliśmy się rozlokować w pokoju. Westchnęłam, rzuciłam torbę na podłogę i usiadłam na łóżku. Pokój był stylizowany na antyczny. Stały w nim dwa łóżka, szafka nocna i stolik. Ściany pokrywała tapeta w drobne różyczki. Skipper zajrzał do łazienki. W środku było akurat tyle miejsca, żeby zmieściła się tam kabina prysznicowa, umywalka i toaleta.
- Trochę mało miejsca, ale zawsze to własna przestrzeń. - ocenił. - Co robimy?
- Ja odpoczywam do obiadu, a ty rób co chcesz. - odpowiedziałam, zdejmując buty i położyłam się na łóżku. Musiałam odespać lot samolotem.
- Możemy pójśc do kawiarenki na kawę? - spytał Kowalski. - Znikniemy ci z oczu i przy okazji coś zjemy.
- Tak, a potem będziecie biegać do łazienki. - odparłam. - Dobra, idźcie. - zgodziłam się. Kowalski i Skipper przybili sobie piątkę i całą czwórką wybiegli z hotelu. Chłopcy skierowali się do kawiarenki obok. Zamówili po eklerce i kubku kawy, dla Szeregowego kakao i usiedli przy stoliku na świeżym powietrzu. Skipper rozglądał się z zachwytem dookoła. Jeszcze nigdzie nie zauważył ludzi w beretach. Ta moda widocznie przeminęła. Pingwinek chciał już iść obejrzeć miasto. Kowalski dopił kawę.
- Idziemy budzić Kasię. - powiedział. - Chodźcie.
  • awatar SallyLou: No i koniec pobytu w Grecji. Aż szkoda, ale Francja chyba zła nie będzie. Uwielbiam te docinki pingwinów - "Dzieciak jesteś". Biedny Szeregowy musiał być bardzo urażony :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

abc.atlant
 
Jak nie zakochać się w Minionkach? To takie urocze stworzenia, które "wiecznie zła pragnąc, wiecznie czynią dobro", a do tego rozbrajają swoim nierozgarnięciem i naiwnością. Wiele osób – szczególnie dzieci uwielbiające slapsticowe żarty – uznało sceny z ich udziałem w "Jak ukraść księżyc" za najzabawniejsze momenty animacji. I tak zaczęła się gorączka na Minionki, z której – z oczywistych względów – wykiełkował samodzielny film z pigułkokształtnymi potworkami. Ponieważ i mnie dosięgła ta gorączka, tym bardziej czuję się zażenowana tym, co zobaczyłam.
7811377-minionki-900-486.jpg

Jak na prequel przystało, animacja zaczyna się od krótkiej historii ewolucji Minionków. Twórcy tłumaczą, jak doszło do tego, że tytułowi bohaterowie postanowili służyć najbardziej przerażającym kreaturom i najgroźniejszym złoczyńcom na Ziemi. Następnie z kilku zabawnych sekwencji dowiadujemy się, jak Minionki niechcący unicestwiały swoich kolejnych złych panów. W tych krótkich formach stworki są takie, jakimi pokochali je widzowie. Dalsza część bajki to opowieść o tym, jak tytułowi bohaterowie postanawiają wyruszyć w świat na poszukiwanie nowego przywódcy. W ten sposób trafiają do Ameryki, gdzie poznają słynną mistrzynię zła Scarlett O'Haracz. Z ochotą zaczynają jej służyć. Im dłużej ciągnie się ta historia, tym Minionki robią się coraz bardziej nieznośne.
5555dd5a47c72_o.jpg

Rzecz w tym, że w krótkich scenach ich hałaśliwość i nadpobudliwość jest ujmująca. Robią sobie złośliwe dowcipy, biją się po głowach i rechoczą z byle powodu. Skoro jednak nie ma tu niczego, co na chwilę mogłoby dać wytchnienie od niewyszukanego (często wręcz niesmacznego) poczucia humoru, pozostaje wyłączyć się ze śledzenia zdarzeń na ekranie. Co – na marginesie – nie przyniesie żadnej straty. Fabuła animacji opiera się na cieniutkim koncepcie, który został dodatkowo rozwodniony wieloma przydługimi scenami-dygresjami, by uzyskać czas pełnego metrażu. W efekcie jest nudno, głośno i o niczym.
hqdefault.jpg

To, co w największym stopniu różni jednak "Minionki" od "Jak ukraść księżyc", to główny zły bohater. W odróżnieniu od Gru Scarlett O'Haracz jest autentycznie bezwzględną, zepsutą i ogarniętą chęcią władzy osobą. Kiedy więc zaczyna walczyć z Minionkami, sięga po najokrutniejsze metody i włącza w tę rozgrywkę najokropniejsze postaci z przerażającym klaunem i mimem odpalającym piłę mechaniczną na czele. Nietrudno sobie wyobrazić, jak na takie atrakcje będą reagowały dzieci, które w zamian nie dostaną żadnej pocieszającej lekcji. W "Minionkach" nie ma bowiem morału. Ani słowa o przyjaźni (jak np. w "Pingwinach z Madagaskaru",no wiem, musiałam wspomnieć), ani o tym, że dobro zwycięża ("Jak ukraść księżyc" ). Bohaterom nie przyświeca też żaden cel – stawiają czoła O'Haracz tylko dlatego, że to ona atakuje ich pierwsza. Ich zwycięstwo nie prowadzi więc do niczego.
movies-13.jpg

Mile zaskakuje jedynie zakończenie. Daje nadzieję, że seria wróci jeszcze na właściwe tory. Ale na to przyjdzie nam pewnie trochę poczekać.
  • awatar SallyLou: Minionki! :D Najlepsze jednak były w "Jak ukraść księżyc"
  • awatar Aloha Movie: Minionki,uwielbiam je :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›