Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 2 lipca 2015

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Kowalski wpół siedział, wpół leżał przy biurku i wpatrywał się w tablice korkową na ścianie. Dyplom za pierwsze miejsce w konkursie chemicznym, drugi też za pierwsze miejsce, z konkursu wynalazczości, notatki na temat jego własnego pierwiastka, z którego był taki dumny, szkic poglądowy lasera młodości, który w końcu nie wypalił i zdjęcie. On i pan Frankowski, zrobione tutaj, w instytucie. Pingwinek westchnął ciężko, odpiął zdjęcie od tablicy i włożył do szuflady. Zbierało mu się na płacz.
- Kowalski…- do gabinetu zajrzał nauczyciel. - Chodź, będziemy się zbierać. - powiedział. Pingwinek zsunął się z krzesła i poszedł za polonistą do auta, po drodze mówiąc innym naukowcom ”do widzenia”.
Pan Frankowski przekręcił kluczyk w stacyjce i wyjechał  z parkingu. Kowalski ułożył się wygodnie na fotelu. Nauczyciel spojrzał na niego.
- Nie jesteś głodny? - spytał, na co pingwinek tylko pokręcił głową. Nie chciał rozmawiać z panem Frankowskim. Z nikim nie chciał rozmawiać. Nauczyciel westchnął. Nie mógł nie zauważyć, ze z Kowalskim dzieje się coś złego. Chciał mu jakoś pomóc, ale nic nie mógł poradzić na milczenie pingwinka.
- Proszę pana, chce mi się do ubikacji. - odezwał się Kowalski po trzech godzinach jazdy.
- Zaraz się zatrzymam. - odpowiedział nauczyciel i chwilę potem zjechał na parking przy stacji benzynowej. Pingwinek wysiadł z auta i podreptał do środka, a kiedy wrócił pan Frankowski czekał na niego przy samochodzie.
- Kowalski. - zagadnął. - Wszystko jest w porządku?
- Tak. - odpowiedział krótko pingwinek.
- Wiesz, że jeśli coś się dzieje możesz mi powiedzieć. Widzę, że jest ci smutno i chcę ci pomóc. To wszystko.  - Kowalski podniósł na niego wzrok.
- Nic mi nie jest. - powiedział i spróbował się uśmiechnąć. To oczywiście nie była prawda.

Kowalski leżał na łóżku obracając w skrzydełkach małą bryłkę złota przemyconą z Eldorado. To w Peru pan Frankowski oświadczył się cioci Joli. Pingwinek westchnął i włożył złoto do małego pudełka. Potrzebował Świerzego powietrza.
- Proszę pana, mogę iść do biblioteki? - spytał Kowalski, zaglądając do salonu.
- Możesz, pewnie. - odpowiedział nauczyciel. - Tylko bądź niedługo. - pingwinek pokiwał Glowa i wybiegł z domu polonisty. Pojęcie świeżego powietrza było mocno przereklamowane, bo na dworze panował niewyobrażalny upał, ale dla Kowalskiego wyrwanie się na chwilę spod opieki pana Frankowskiego było wybawieniem. Do biblioteki nie było daleko, a w dodatku pingwinek dobrze wiedział po co tu przyszedł. Szybko znalazł odpowiednią książkę, uśmiechnął się na komentarz bibliotekarki, że Kowalski jest jej ulubionym czytelnikiem i pomaszerował z powrotem.
- Kowalski, masz ochotę na herbatę? - zagadnął pan Frankowski, kiedy pingwinek wrócił. Kowalski kiwnął głową i poszedł za nauczycielem na taras. Zwierzak jeszcze nigdy nie siedział przy białym metalowym stoliku. Oczywiście wiedział, że pan Frankowski ma taras, bo w ferie bawił się przecież w ogrodzie za domem, ale siedział tu pierwszy raz. Pingwinek otworzył książkę, którą kupił ostatnio dokładnie w miejscu, gdzie skończył czytać i z wypiekami na policzkach wrócił do przerwanej lektury.
- Miałem nadzieję, że zagramy w szachy. - powiedział pan Frankowski, stawiając na stoliku dwie filiżanki z herbatą, a obok kładąc szachownicę.
- Nie mam ochoty, przepraszam. - Kowalski oderwał wzrok od tekstu. - Może później.
- Nic się nie dzieje. - odparł nauczyciel. - Prawdę mówiąc też chętnie poczytam. - dodał i poszedł po książkę.
- A co pan czyta? - zagadnął cichutko pingwinek.
- Taką powieść psychologiczną. - naukowiec uśmiechnął się. Przez chwilę było tak jak dawniej…
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›