Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 18 lipca 2015

Liczba wpisów: 2

abc.atlant
 
- Wow! - westchnął Skipper, kiedy wreszcie dotarliśmy do Grecji. rozejrzał się wokół, chcąc zobaczyć najwięcej jak tylko się da. Białe domki zbudowane na skałach rzeczywiście były urocze.
- Poczekaj aż zobaczysz nasze mieszkanie. - powiedziałam. Pingwinek podniósł na mnie wzrok.
- Mamy dla siebie cały domek? - zapytał.
- Pani Zarkadakis była tak miła. - odpowiedziałam.
- To chodźmy! - zawołał podekscytowany Skipper.
- Pan przodem kapitanie. To ten z niebieskimi okiennicami, na samej górze, widzisz? - pingwinek z zapałem pokiwał głową i pognał po schodach na wzgórze. My poszliśmy za nim. Po odebraniu kluczy od pani Zarkadakis, która już na nas czekała mogliśmy wreszcie odpocząć po męczącej podróży.
- Pójdziemy na plażę? - spytał Skipper kiedy tylko weszliśmy do domku.
- Poczekaj, chciałam się przebrać i wziąć prysznic. Poza tym nie wiem czy wiesz, ale według lokalnego czasu jest już po dziewiętnastej. Pójdziemy jutro, dobrze? - spojrzałam na niepocieszonego pingwinka.
- Ale zachód słońca... - jęknął Skipper.
- Masz cały tydzień, żeby go zobaczyć. - odparłam i rozejrzałam się po domku. Pokój był mały, ale ładny. Dwa łóżka i szafka nocna. W kuchni był stół z krzesłami i kilka szafek, a w łazience prysznic i umywalka.
- Tylko tydzień? - po minie pingwinka wnioskowałam, że trochę się rozczarował.
- No przecież potem jedziemy do Paryża, Szanghaju i Nowego Jorku. wiem, ze to tylko niewielka namiastka twoich marzeń, ale...
- Żartujesz?! - przerwał mi Skipper. - Dzięki! Ale ja chcę spać z tobą. - Kowalski spojrzał na mnie. on też chciał spać ze mną w łóżku.
- Oczywiście, że ty ze mną. - odparłam, a pingwinek pocałował mnie w policzek. Był zachwycony. Jeszcze nigdy nie cieszył się tak bardzo.

Kiedy rano się obudziłam, Skipper był już do końca rozbudzony i siedział obok mnie, czytając komiks.
- Idziemy na plażę? - spytał, widząc, że już nie śpię. Roześmiałam się.
- Najpierw wypadałoby zjeść śniadanie. A poza tym chłopcy jeszcze śpią. - Skipper pokazał mi gestem, żebym chwilę poczekała i chwilę potem zerwał z kolegów kołdrę.
- Wstawać, szkoda lata! - zawołał. Szeregowy jęknął, wsuwając głowę pod poduszkę, a Kowalski zamrugał nieprzytomnie.
- Przecież są wakacje. - zauważył.
- Szeeefiee... - poparł go Rico. Skipper uśmiechnął się.
- Tutaj nie ma, że Szefie. - powiedział stanowczo Skipper. - wstawać mi, raz raz! Idziemy na plażę.
- bez śniadania? - Kowalski w półśnie zwlókł się z łóżka. - Ja nie chcę. Jestem głodny.
- Zjemy śniadanie. - powiedziałam, wychodząc z łazienki, już ubrana w sukienkę, ze szczotką do włosów w ręce. - W barze, na dole. - chwilę potem chłopcy byli już z grubsza ogarnięci i mogliśmy iść. Na początek poszliśmy coś zjeść. W menu były drożdżówki podobne do francuskich. Skipper nieufnie oglądał ze wszystkich stron swojego rogalika z brązowym cukrem.
- Co to jest? - spytał w końcu. - To się da jeść?
- Spróbuj, bo jest naprawdę dobre. - zachęciłam. Pingwinek, ciągle nie dając się przekonać, niepewnie liznął cukier, a potem odgryzł kawałek drożdżówki odkrywając w środku konfiturę morelową.
- Można jeszcze jednego? - spytał Szeregowy, oblizując skrzydła z konfitury. - Chcę jeszcze.
- Ja też! - zawołał Rico.
- Też bym jeszcze zjadł. - przyznał Kowalski. Kiwnęłam głową, podeszłam do baru i wróciłam z talerzem pełnym ciepłych rogalików.
- Skipper, a tobie smakuje? - spytałam. Pingwinek przełknął to, co miał w dziobie i pokiwał głową.
- Pyszne. - powiedział. - Grecy mają naprawdę dobre wyczucie smaku. Ciekaw jestem co będzie na obiad.
- To twoje wakacje. Ty zdecyduj. - powiedziałam.

PS Cudem dobrnęłam do końca tego rozdziału. Za błędy, których na pewno jest tam pełno od razu przepraszam, ale mój mózg został wywrócony na lewą stronę i zamieniony w papkę. Głównie przez panujący na zewnątrz upał i trochę za sprawą filmu obejrzanego w kinie. Jutro wyjdziemy ze Skipperem na plażę. Na razie...
 

abc.atlant
 
7692393.3.jpg

Tak, byłam w kinie o czym wspomniałam już wcześniej. Dorastanie bywa trudne, także dla Riley. Jak każdym z nas, bohaterką kierują uczucia: Radość, Strach, Gniew, Odraza i Smutek. Kiedy dziewczyna jest zmuszona porzucić swoje dotychczasowe życie na środkowym zachodzie USA, ponieważ jej ojciec dostał pracę w San Francisco, usiłuje dostosować się do nowej sytuacji. Chociaż Radość, najważniejsze uczucie, robi wszystko, by utrzymać pozytywną atmosferę, Riley nie jest łatwo odnaleźć się w nowym mieście, domu i szkole…
Niby bajka dla dzieci, ale film bardzo mi się podobał, najbardziej Radocha (zostawiam wielką literą, bo w tym przypadku to przecież imię). A na końcu kiedy była taka smutna scena to o mało się nie rozpłakałam. I to był taki zaskok, boja nigdy nie płaczę na filmach, a tu proszę. Szczegółową recenzję dodam jutro, tak samo jak pogląd od strony fikcyjnej + oczywiście jeszcze rozdział. Nastawcie się na trochę czytania. Miłego wieczoru...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›