Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 14 lipca 2015

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
- Ciocia Jola! - zawołał Szeregowy, kiedy zaparkowaliśmy pod domem cioci. Kobieta machała do nas z werandy.
- Cześć! - powiedziała ciocia Jola, biorąc pingwinka na ręce i pocałowała pana Frankowskiego w policzek.
- Cześć ciociu. - przytuliłam się do kobiety i wzięłam od niej Szeregowego.
- Co na obiad? - wybełkotał Rico, za co traciłam go nogą. Całkowity brak taktu i wyczucia. No, ale to Rico.
- Ach, bo wy jesteście głodni. Dzisiaj nic specjalnego, zwykła zapiekanka. Jutro przecież wesele, będzie mnóstwo jedzenia. A gdzie Kowalski? Jeszcze się ze mną nie przywitał. - ciocia uściskała skippera. Rozejrzałam się. Rzeczywiście, pingwinek zniknął.
- Czy on w ogóle wysiadł z nami z samochodu? - spytał pan Frankowski. Postawiłam Szeregowego na ziemi i otworzyłam drzwi od samochodu. Kowalski ciągle siedział na fotelu, ze spuszczoną głową. W oczach lśniły mu łzy. Był jednocześnie smutny i wściekły.
- Co się stało? - spytałam, biorąc go na ręce. Pingwinek wtulił się w moje ramie i rozpłakał.
- Kowalski, nie przywitasz się ze mną? - odezwała się ciocia. Pingwinek pokręcił głową przecząco.
- Coś nie w humorze dzisiaj. - wyjaśniłam, tuląc zwierzaka do siebie. - Chodźmy na obiad.
Kowalski usiadł obok mnie przy stole i zajął się swoją porcją zapiekanki, która swoją drogą była naprawdę pyszna. Rico wycisnął na swój talerz pół butelki ketchupu i dopiero wtedy zabrał się za konsumpcję, Skipper dojadał już dokładkę, a Szeregowy dawno odszedł od stołu i pobiegł się bawić.
- Ty jesteś Lena, prawda? - odezwała się ciocia Jola, patrząc na dziewczynę. - Siostra Abigail.
- Tak. - odpowiedziała Lena. - Miło panią poznać.
- Mnie też. I jeszcze jedno, mów do mnie ciociu, jak wszyscy. - dziewczyna kiwnęła głową. Skipper odsunął od siebie pusty talerz.
- Chodź, Kowalski, dokończymy rozmowę. - powiedział, widząc, ze przyjaciel też kończy jeść. - I niech nikt nam nie przeszkadza. - zastrzegł. - to będzie poważna, męska rozmowa. - pingwinek zaciągnął naukowca do ogrodu i oboje usiedli na trawie.
- Czemu boisz się przyznać, kiedy chce ci się do ubikacji, co? - spytał Skipper. - Kiedyś tak nie miałeś. - Kowalski zarumienił się.
- Wstydzę się... Nie chcę, żebyśmy z mojego powodu musieli się zatrzymywać. Sam nie wiem. - westchnął. - A Szef jak zwykle prosto z mostu. - Skipper pokręcił głową z rezygnacją.
- Przecież Kasi się nie wstydzisz. Cioci Joli przecież też nie. Naprawdę wolisz trzymać do ostatniej chwili i czekać na cud? - Kowalski pokręcił przecząco głową. - No widzisz. A pan Frankowski? On przecież też zrozumie i w razie potrzeby się zatrzyma. Tylko nie bój się poprosić. Czego się boisz? - naukowiec spojrzał na przywódcę.
- Nie wiem. Tego, że nie będzie się gdzie zatrzymać, albo... Nie, naprawdę nie wiem. Ale jak tak siedzę i jak to Szef określił "czekam na cud", to w pewnym momencie czuję, że za chwilę nie wyrobię, że nie wytrzymam. Dopiero wtedy zaczynam panikować i proszę o postój. Tylko, że wtedy trzeba się zatrzymywać natychmiast, żeby nie doszło do nieszczęścia. - Skipper spojrzał na przyjaciela  i odsunął się od niego odrobinkę.
- Gdzie tu jest sens? - spytał. - Boisz się, a nawet nie wiesz czego. Tu się naprawdę nie ma czego wstydzić. Musisz pójść do toalety, mówisz i po sprawie, tak?
- Aha. - Kowalski kiwnął głową. - Szef jest pierwszą osobą, której się z tego zwierzyłem.
- Obiecasz mi, że nie będziesz z tym czekać? - przyjaciel spojrzał na przywódcę i pokręcił głową przecząco. - Dobra, to inaczej... to jest rozkaz, żołnierzu! - Kowalski westchnął, ale posłusznie zasalutował. Skipper poklepał przyjaciela po ramieniu.
  • awatar SallyLou: No Skipper zabrał się za Kowalskiego. Ale ten pęcherz to faktycznie u niego poważny problem. Może by do lekarza z tym poszedł...
  • awatar Kill Em With Kindness: Zajebisty rozdział :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›