Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 13 lipca 2015

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
I znowu jesteśmy trochę do tyłu, ale kto by się przejmował.

- Chłopcy, jesteście spakowani? - zawołałam z kuchni. - Wiecie, że zaraz ma być po nas pan Frankowski.
- Jesteśmy gotowi już od dawna. - powiedział Skipper, zaglądając do pomieszczenia. - Abigail i Lena też powinny zaraz być. A ty nie zapomnij sukienki.
- Nie zapomnę. - odparłam. - Wesele cioci Joli i pana Frankowskiego to jedna z najważniejszych chwil w ich życiu. Byłoby głupio gdybym zapomniała sukienki.
- Dzień dobry! - zawołała Abigail, wchodząc do domu. - Jesteśmy gotowe! Kiedy jedziemy?
- Jak tylko przyjedzie pan Frankowski... - wyjrzałam przez okno. - ...który już jest. Dobra, zbieramy się. - pingwiny wybiegły z domu, a ja zajrzałam jeszcze do Kowalskiego. Pingwinek ciągle siedział u siebie.
- Chodź, jedziemy. - powiedziałam. Kowalski powoli zwlókł się z łóżka. Wyglądał jakby szedł na ścięcie. Pingwinek przywitał się z panem Frankowskim i usiadł w aucie, obok Leny. dziewczyna pocałowała pingwinka w policzek, a on uśmiechnął się słabo. Nauczyciel wyjechał z podjazdu przed domem. Pingwiny zajęły się sobą. Skipper i Abigail szeptali do siebie czułe słówka mocno się do siebie przytulając, Kowalski i Lena trzymali się za skrzydła rozmawiając ze sobą i chrupiąc ciastka.
- Co mam robić? - spytał Szeregowy, zerkając na Rico, wyglądającego przez okno.
- Już ci się nudzi? - spytał pan Frankowski. - Może powyglądaj przez okno? - pingwinek skrzywił się.
- Możemy zagrać w jakąś grę. - zaproponowała Lena. - Czas szybciej nam minie.
- To co, statki? - odezwał się Skipper.
- E-e. - Rico pokręcił głową. - Randka marzeń!
- Wolę państwa-miasta. - odparł Kowalski.
- Państwa-miasta to dobry pomysł, będziemy mogli zagrać wszyscy. - powiedziała Abigail. - Ma ktoś kartki?
- Ja mam. - odezwałam się z przedniego fotela i podałam do tyłu zeszyt i cztery długopisy. - Więcej nie będzie.
- Trzymajcie. - pan Frankowski podał pingwinom długopis i ołówek.
- Stop! - krzyknął Kowalski. po raz kolejny był pierwszy.
- Państwo na W? - odezwał się Skipper?
- Włochy, Wenezuela, Węgry... - wyliczył pingwinek. - Miasto - Waszyngton, imię - Wacław, roślina - wanilia, zwierzę - waleń i przedmiot - wahadło.
- Po raz kolejny zgarnąłeś wszystkie punkty. - powiedziała z niedowierzaniem Abigail. Kowalski uśmiechnął się triumfalnie. Ewidentnie wygrywał. Przy kolejnej rundzie pingwinek poczuł potrzebę do toalety. Nie mógł myśleć racjonalnie z pełnym pęcherzem. Poruszył się niespokojnie.
- Stop! - zawołała Abigail. - Kowalski, państwo.
- Nie mam. - odparł pingwinek kręcąc głową.
- A ja mam! - Skipper wpisał sobie punkty.
- Nie chcę już grać. - powiedział Kowalski, podając swoją kartkę Lenie. - Podzielcie się moimi punktami. - pingwinek stanął przy oknie. to nie była jeszcze pilna sprawa, ale chciało mu się dosyć, dosyć. Kowalski westchnął. Poprosiłby o postój, gdyby nie dziewczyny. Najzwyczajniej w świece wstydził się Leny.  Starał się zachowywać naturalnie, ale co jakiś czas przestępował z nogi na nogę. Skipper dyskretnie zerknął na przyjaciela. Już wiedział co się święci. Pęcherz Kowalskiego przypomniał o sobie w dość bolesny sposób, a skrzydło pingwinka mimowolnie powędrowało w stronę podbrzusza. Minęło dwadzieścia minut i pingwinkowi coraz bardziej chciało się do toalety. Było coraz gorzej, ale Kowalski jakoś się trzymał. Na policzki wypłynął mu rumieniec. Czuł, że nie jest w stanie już długo wytrzymać.
- Muszę do toalety. - Kowalski usłyszał swojego Szefa.
- Wytrzymasz do stacji benzynowej? - spytał pan Frankowski na co Skipper pokręcił głową. Po policzkach Kowalskiego popłynęły łzy, on też nie wytrzyma. Nauczyciel zjechał na pobocze.
- Kowalski, idziecie? - spytał Skipper, wysiadając z auta. Nie czekając na odpowiedź pomógł przyjacielowi wysiąść z samochodu i pociągnął go za skrzydło. Kowalski poszedł za nim, czując, że przy każdym kroku pęcherz domaga się opróżnienia.
- Szefie... - odezwał się pingwinek.
- Co ci odbija? - spytał Skipper. - Czemu nie powiedziałeś wcześniej? Nie będę za każdym razem cię ratować. - Kowalski przykucnął za krzakiem. - Leny nie musisz się wstydzić. Jak musisz do ubikacji, to mówisz i tyle. Krótki komunikat.
- Dlaczego Szef mi to mówi? - Kowalski wziął od niego chusteczkę. - Bo kiedyś wstydziłem się pana Janusza?
- Bo wiem, ze nikt inny ci tego nie wytłumaczy. I zapamiętaj sobie, że ratuję cię po raz ostatni.
  • awatar serpentard210: Skiper zawsze pomoże :)
  • awatar Setton: Świetne! :D
  • awatar SallyLou: Wakacyjne rozdziały, to lubię najbardziej :D Pomysł Rico, by zagrali w "Randkę marzeń"... Śmiać mi się chciało jak sobie to wyobraziłam. Szef spieszy na ratunek Kowalskiemu i jego pęcherzowi. Prawdziwy przywódca :P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›