Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 1 lipca 2015

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
- Wstawaj Kowalski. - usłyszał gdzieś daleko pingwinek i nieprzytomnie przewrócił się na drugi bok. Chciał jeszcze pospać. - Kowalski...
- Jeszcze pięć minutek. - wymamrotał naukowiec.
- Kowalski, nie ma czasu na spanie. - pingwinek otworzył oczka, ale zaraz znowu je zamknął. Był jeszcze śpiący. - Pośpisz w samochodzie. - Kowalski usiadł na łóżku. Jakim samochodzie? Nikt w domu nie ma prawa jazdy. Dopiero po chwili dotarło do niego, że osobą, która próbuje go dobudzić jest pan Frankowski, a on nie śpi w swoim łóżku.
- No, nareszcie. Chodź, bo śniadanie już stoi na stole.
- Która godzina? - Kowalski ziewnął szeroko.
- Po piątej. - odpowiedział nauczyciel. - Mamy przecież jechać do Instytutu. - przypomniał. Pingwinek kiwnął głową, w tempie ekspresowym pochłonął bułkę z twarożkiem, pomidorem i szczypiorkiem i wypił herbatę. Pójdzie jeszcze do łazienki i może jechać.
Kowalski siedział na fotelu pasażera wpatrując się w widok za oknem. Zaczynały mu się zamykać oczka. Był naprawdę śpiący, głowa opadała mu na piersi. W końcu oczka całkiem mu się zamknęły i pingwinek usnął.
Obudził się cztery godziny później. Kowalski przeciągnął się i rozprostował zdrętwiałe nóżki.
- Nie chce ci się do ubikacji? - spytał pan Frankowski.
- Nie. - pingwinek pokręcił głową. Rzeczywiście mu się nie chciało, choć była to tylko kwestia czasu.
- W razie coś powiedz. - dodał nauczyciel. - Stanę gdzieś.
- Dobrze. - odpowiedział Kowalski wyglądając przez okno. Dwadzieścia minut później pęcherz pingwinka zaczął coś tam sygnalizować, ale mnie była to jeszcze pilna sprawa, wiec zwierzak siedział na swoim miejscu bez słowa.
- Kowalski, na pewno nie musisz pójśc do toalety? - odezwał się nauczyciel. - Teraz przez jakiś czas nie będzie się gdzie zatrzymać. - Kowalski przełknął ślinę. Do Instytutu zostało jakieś pół godziny drogi. Wytrzyma.
- Na pewno. - odpowiedział. Jakiś czas później pełny pęcherz zaczął się dawać pingwinkowi we znaki i Kowalski pożałował, ze nie poprosił o postój.
- Daleko jeszcze? - zagadnął.
- Nie, już prawie jesteśmy. - odpowiedział pan Frankowski. - Coś się stało? - Kowalski poczuł ukłucie w podbrzuszu i przestąpił z nogi na nogę.
- Nie, w porządku. - odpowiedział, choć wcale w porządku nie było. Potrzeba do ubikacji dawała o sobie znać. Wreszcie pan Frankowski zaparkował przed Instytutem i pingwinek wysiadł z samochodu. Nie czekając na nauczyciela podreptał do środka i pierwsze co zrobił, to było pójście do toalety. potem mógł już się zająć eksperymentami chemicznymi.
- Dzień dobry. - Kowalski przywitał się z panią Sznuk.
- Cześć. - odpowiedziała kobieta, zdejmując rękawiczkę i pogładziła pingwinka po główce.
- Pan Bielecki jest? - spytał Kowalski.
- Nie, nie ma. Będzie dopiero wieczorem. Przepraszam cię, ale jestem troszeczkę zajęta.
- Jasne. - pingwinek westchnął i poszedł do swojego gabinetu. Pierwszy raz nikt w Instytucie nie miał dla niego czasu. Kowalski nie wiedział co ma ze sobą zrobić. Pokręcił się chwilę na obrotowym fotelu, naszkicował na kartce kilka banalnych projektów, ale tak naprawdę chciał, żeby ktoś się nim zajął.
- Kowalski, zjesz obiad? - spytał pan Frankowski, wchodząc do gabinetu. Pingwinek podniósł wzrok. Minęło już tyle czasu? - Jest ryba, chodź zjedz. - Kowalski posłusznie zsuną się z krzesła, i ze smutną minką poszedł za nauczycielem na stołówkę.
- No jesteś, siadaj. - powiedziała pani Sznuk, widząc pingwinka. - Zostawiliśmy ci największy kawałek. - Kowalski usiadł przy stole i wziął się za jedzenie.
- Coś się stało? - odezwała się znowu kobieta, widząc, ze pingwinek jest nie w humorze.
- Odkąd przyjechałem, nikt nie ma dla mnie czasu. - pożalił się Kowalski, złożył sztućce na talerzu, i zostawiając niedokończony obiad, powlókł się do siebie.
- Przepraszam za niego. - powiedział pan Frankowski. - Od kilku dni chodzi markotny.
  • awatar serpentard210: Pingwin i ryby nie dokończył? To podejrzane. Choć ją nie nawidzę ryb.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›