Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 5 czerwca 2015

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Pingwiny siedziały w samolotowych fotelach, nie odzywając się do siebie, a ja nie próbowałam zaczynać rozmowy. Za bardzo były przejęte wyprawą ratunkową, żeby rozmawiać o czymkolwiek.Szeregowemu zamykały się oczka, a w końcu zasnął, Rico nudził się na fotelu obok, Kowalski wyglądał przez okno na chmury, Abigail oglądała sufit, Skipperowi też chciało się spać, ale on nie zamierzał się tak łatwo poddawać. Obok nas stanęła stewardesa.
- Coś do picia? - spytała. Pokręciłam głową.
- Ja dziękuję. - odpowiedziałam.
- Proszę kawę. - odezwał się Skipper.
- Cappuccino? Latte macchiato? Espresso?
- Zwykłą, czarną. Bez cukru. - kobieta włożyła mu w skrzydła parujący, jednorazowy kubek. Pingwinek podziękował i upił spory łyk kawy. Dobra, mocna.
- Nie chcesz się przespać? - zagadnęłam Skippera, na co pingwinek pokręcił głową. - Wiesz, że kawa to nie jest rozwiązanie. Wcześniej czy później i tak będziesz musiał pospać. - pingwinek kiwnął głową.
- Wiem. - odpowiedział. - Ale chcę odwlec ten moment, jak tylko się da. Nie chcę, żeby znowu mi się to śniło. - Kowalski odwrócił się od okna. Prawdę mówiąc zaczynał potrzebować ubikacji, ale nie chciał korzystać z toalety w samochodzie. Poza tym, gdyby teraz wstał, cała uwaga skupiłaby się na nim, a tego wolał uniknąć. Nie chciał być w centrum uwagi. Już po kilku minutach Kowalski stwierdził, że nie będzie kolorowo. Zaczął nerwowo przebierać nogami. Nie było wyjścia, musiał trzymać. O tym, żeby poprosić, żebym poszła z nim do ubikacji, nie pomyślał. Pęcherz pingwinka zaczął dawać mu wyraźne znaki, że Kowalski powinien pójśc do toalety. A naukowiec, dodatkowo zestresowany podróżą, bał się odezwać. Coraz bardziej chciało mu się do ubikacji, a po kolejnych dwudziestu minutach stwierdził, że sytuacja robi się naprawdę niewesoła. Kowalski uzmysłowił sobie, że nie mas szans na wytrzymanie do końca lotu. Kolejne pół godziny było dla pingwinka torturą. Potrzeba fizjologiczna stawała się nie do wytrzymania. Kowalski wiercił się nerwowo na fotelu, ale jakoś się trzymał. Powolutku przestawał skupiać się na locie i myślał tylko o swojej nieszczęsnej potrzebie do ubikacji. Nie wiedział co robić. Bo przecież nie wytrzyma. Poczuł ukłucie w podbrzuszu i nerwowo przygryzł koniuszek skrzydła. Kowalski pochylił się w przód. Jak to możliwe, że jeszcze nikt się nie zorientował, że chce mu się do toalety? Kiedy skończy się ten lot? Kowalski starał się myśleć o zupełnie innych sprawach. Nawet mu się udawało, ale w pewnym momencie poczuł, że już nie dociera do niego to, co się dzieje dookoła, a to groziło niebezpieczeństwem. Był już na skraju wytrzymałości. W oczach pingwinka stanęły łzy. siedział skulony, trzymając się za podbrzusze. Naprawdę za chwilę nie wytrzyma. Kowalski znowu zaczął wypatrywać lądu. Samolot z prędkością niemal tysiąca kilometrów na godzinę wciąż szybował nad bezkresnym Atlantykiem. Wreszcie gdzieś na horyzoncie pojawiło się wąskie i cienkie pasmo, które rosło z każdą chwilą. Pingwinek jęknął. Nareszcie... Naprawdę, strasznie mu się chciało. Skipper uniósł się w fotelu.
- Ameryka. - szepnął. Z mieszaniną radości i niepokoju obserwował, jak cienka kreska lądu robi się coraz grubsza, aż w końcu błękit oceanu przeszedł w morze zieleni zwartej dżungli porastającej wschodnie równiny.
Lądowanie w Limie odbyło się bez zakłóceń. Kowalski, ledwie żywy, wysiadł z samolotu i rozejrzał się po hali lotniska, szukając wzrokiem ubikacji. Była. Na końcu korytarza.
- Kowalski... - przykucnęłam obok pingwinka. - Tobie się nie chce do toalety? Bo widzę, że coś jest nie tak. - Kowalski spojrzał na mnie. Jego dyskretne ruchy skrzydłem w kierunku podbrzusza mówiły same za siebie: "Muszę do ubikacji!"
- No... Chce mi się. Jak nie pójdę teraz do toalety, to źle się to skończy. - pingwinek wbił wzrok w podłogę. - Ja już dłużej nie wytrzymam.- po policzkach popłynęły mu łzy.
- To biegnij do ubikacji, a ja w tym czasie odbiorę bagaż, dobrze? - pingwinek kiwnął głową i oddalił się korytarzem. Przy każdym kroku czuł, że przepełniony pęcherz domaga się opróżnienia. jeszcze tego brakuje, żeby nie zdążył do ubikacji. w połowie drogi musiał przystanąć. Załzawionymi oczkami spojrzał w stronę drzwi do toalety i ostatni odcinek przebiegł sprintem, na co jego pęcherz zareagował w dość bolesny sposób, ale do katastrofy na szczęście nie doszło. Pingwinek zamknął się w kabinie i wreszcie załatwił nagląca potrzebę. Odetchnął z ulgą.
  • awatar Pozytywna32: Jaki śliczny rysunek. Zapraszam do mnie. Może coś skomentujesz ? Jeśli ci się spodoba śmiało obserwuj :)
  • awatar Kiedyś będzie nas więcej...: Haha, w sumie zabawna sytuacja, wyobrażam sobie jak Kowalskiemu musiał dłużyć się ten lot do Peru :D
  • awatar Abstrakcyjny blog: Haha śmieszny rozdział a zwłaszcza kowalski rozbawił mnie do łez :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›