Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 3 czerwca 2015

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
- Nie możemy jej powiedzieć. Załamie się...
- Dziś w nocy Abigail. Dziś w nocy...
- Kocham cię mamo. - pingwinek pocałował śpiąca dziewczynę w policzek... Samolot wystartował... Kopnięcie w plecy powaliło go na ziemię. Potem kopnięcie w brzuch. I znowu w plecy. Któryś z nich znalazł kij. Pierwsze uderzenie. W głowę. Kolejne spadło na kark. Ciężki Duński but przygniótł go do ziemi. Odkaszlnął zbierającą się w dziobie krew. Już się nie podniesie. Jeden z żołnierzy wyjął zza pazuchy scyzoryk. Przejechał nim po skrzydle pingwinka. Znowu zakaszlał. Za chwilę udusi się własną krwią. Kolejne kopnięcie. W brzuch. I znowu kijem. Czego chcą? gdyby chcieli go zabić, już by to zrobili. Dostał w głowę. Krew zalała mu oczy. nie mógł ich otrzeć, skrzydła odmawiały mu posłuszeństwa. Zawlekli go do duńskiego namiotu. Dłoń któregoś z nich zacisnęła mu się na szyi. Próbował jeszcze walczyć, ale w końcu skrzydła zawisły mu swobodnie wzdłuż ciała. Wtedy go puścili. Spadł na ziemię i już nie miał siły się podnieść. Odkaszlnął tylko krew... Przyszli po niego następnego dnia. Postawili na nogi i wyprowadzili z namiotu. Błysk Amerykańskiej odznaki. Znajome biało-granatowe barwy.
- Co wy tu robicie? Kowalski... to samobójstwo.
- Odbijamy pana Szefie. Nie damy pana zabić.
- Jeśli myślałeś, że pozwolę co zginąć, to się grubo myliłeś...
Zobaczył go w tłumie. Swojego największego wroga...
- Hans, zabiją cię. Zaraz tu będą moi ludzie...
- A moi zabiją ciebie. Uciekaj, ratuj się. Może chociaż tobie się uda. - ścisnął go za skrzydło.
- Nie ma mowy. Razem to zaczęliśmy...
- ...i razem skończymy. - odwzajemnił uścisk. Dwa strzały jednocześnie. Dwie kule lecące w tą samą stronę...
- Manfredi? Johnson! Przecież wy...
- Ćśś... Nie popełnij tego samego błędu. Chcę byś żył.
- Manfredi...
- Ty masz dla kogo żyć. Spójrz na Abigail. Nie przeżyje, jeśli ty umrzesz. Ona umrze z tęsknoty za tobą.
- Manfredi, co robisz? Czekaj! - Skipper poderwał się z łóżka z płaczem. Przed oczami stanął mu Manfredi, zakatowany przez Duńczyków na wojnie.
- Mamo! - krzyknął wystraszony pingwinek.
- Jestem. - odpowiedziałam, mocno go przytulając. - Znowu ten sam koszmar? - Skipper pokiwał głową.
- Ostatni raz śnił mi się w święta Bożego Narodzenia. - wykrztusił. - Nie chcę o tym myśleć. I tak długo był spokój. - ciągle przytulaj ac wystraszonego pingwinka, przejechałam wierzchem dłoni po prześcieradle. Mokre. Ze Skipperem ciągle uczepionym mojej piżamy poszłam do kuchni i jedną ręką zaparzyłam mu melisy na uspokojenie.
- Pij. - powiedziałam, siadając na krześle i podając mu kubek. Pingwinek objął skrzydłami ciepłe naczynie i upił łyk melisy. Pomogło. Powoli się uspokajał.
Kowalski obudził się słysząc dzwonek swojej komórki. Kto mógł dzwonić o tej porze? Pingwinek zwlókł się z łóżka i odebrał.
- Słucham? - odezwał się nieprzytomnie. W aparacie rozległy się suche trzaski, a oddali usłyszał jakby zbliżające się groźne okrzyki. Kowalski rozbudził się do końca.
- Ratunku! - spomiędzy zakłóceń przedarł się czyjś głos.
- Ciocia Jola? - odezwał się pingwinek. Wydawało mu się, że to właśnie jej głos usłyszał. Znów rozległy się krzyki, a potem ten sam głos, co wcześniej, odezwał się do słuchawki.
- Pomóżcie mi! Jestem w pułapce. Wezwijcie Janusza i... - głos zawisł w próżni. Było za to słychać czyjeś kroki.
- Ciociu! - zawołał Kowalski. - Jesteś tam jeszcze? Gdzie jesteś?
- W Peru... Odkryłam coś... - jak na złość nastąpiły zakłócenia. - Manuskrypt... ana... Przepowiednia Synów Słońca... miałam rację... Akakor...! Aaa! - rozległ się nagle przerażony krzyk cioci Joli. Po nim nastąpiły wrzaski, seria z karabinu i niemiłosierny jazgot. Pingwinek słyszał jęk cioci Joli i jej płacz. Potem wszystko ucichło. Umysł Kowalskiego pracował na najwyższych obrotach. Wydarzyło się coś strasznego.
Położyłam Skippera w swoim łóżku, a jego prześcieradło zwinęłam i razem z poszewką na kołdrę i na poduszkę zaniosłam do pralki. Wcześniej obiecałam pingwinkowi, że nie powiem chłopakom o... no właśnie. Kiedy wychodziłam z łazienki drogę zastąpił mi Kowalski.
- Ciocia Jola potrzebuje pomocy! - zawołał ze łzami w oczach.
  • awatar Seiti: Dochodzę do wniosku, że jesteś sadystką. Tyle przemocy te pingwiny doświadczają... kocham to!(niekoniecznie torturowanie zwierząt, ale jak spojrzę na nich jak na ludzi to jest ok)
  • awatar JJ: Biedny Skipp... Dania nigdy nie da mu spokoju :( A, no i oczywiście ciekawe co się stało z ciocią Jolą... miła z niej kobitka :) Czekam na następne ^^
  • awatar Art et la Vie: Najpierw koszmarny sen, potem ten dramatyczny telefon cioci Joli. Ja nie wiem jak Skipper wytrzymuje psychicznie to wszystko ;) Ale co się dokładnie wydarzyło w Peru?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›