Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 29 czerwca 2015

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
- A ja go kochałam! - jęknęłam przez łzy. Obok mnie, na łóżku siedział Skipper, uczepiony mojego ramienia. Jeszcze nigdy nie widział mnie w takim stanie. Przed chwilą skończyłam mu się żalić i teraz chciałam tylko płakać. Pingwinek przytulił mnie.
- Już dobrze. Nie ma co płakać z powodu takiego palanta. - powiedział. - Jest mnóstwo innych facetów. - gwałtownym ruchem otarłam łzy.
- Masz rację. - powiedziałam. - Olać Piotra. Idziemy na zakupy, chodź. - poderwałam się z łóżka. - Przebiorę się tylko i wezmę torbę.
Chwilę potem byłam już przebrana w dżinsy i czerwoną koszulkę, a włosy miałam związane w dwa kucyki. Zadzwonił dzwonek do drzwi i pobiegłam otworzyć.
- Dzień dobry. - przywitałam się z panem Frankowskim - Pan do Kowalskiego?
- Chciałem spytać,czy mogę go porwać na ostatni tydzień roku szkolnego. - uśmiechnął się  nauczyciel.
- Może pan, pewnie. - odpowiedziałam. - I Kowalski się ucieszy, i my sobie od niego odpoczniemy. - roześmiałam się. - Wyszedł gdzieś z Leną, powinien zaraz być. Zapraszam na herbatę. - kwadrans później do domu wrócił Kowalski.
- Dzień dobry. - przywitał się pingwinek, wchodząc do kuchni.
- Pan do ciebie, Kowalski. - powiedziałam. - Chcesz spędzić z panem ostatni tydzień roku szkolnego? - Kowalskiemu zaświeciły się oczka.
- Chcę! - zawołał z udawanym entuzjazmem.
- To idź się spakować. - pingwinek pognał do swojego pokoju po rzeczy, które chciał wziąć ze sobą.
- Jestem gotowy! - zawołał chwilę potem.
- To idziemy. - pan Frankowski wstał z krzesła i wziął od pingwinka torbę. Przyklęknęłam obok Kowalskiego i wsunęłam mu w skrzydło banknot pięćdziesięciozłotowy.
- Nie wydaj od razu. - szepnęłam mu na ucho. Kowalski uśmiechnął się lekko, pocałował mnie w policzek i jeszcze pomachał, kiedy razem z nauczycielem oddalał się chodnikiem. Pingwinek wysunął skrzydło z dłoni pana Frankowskiego. Powoli rzedła mu mina. Po zaręczynach z ciocią Jolą polonista stał się dla niego kimś obcym. Nie był już tym samym nauczycielem.

Kowalski siedział w pokoju gościnnym na wersalce, ponuro wpatrując się w dywan. Nie chciał tu być, ale głupio było odmówić. Przed chwilą pan Frankowski przyniósł mu czystą pościel, a na podłodze wciąż stała nierozpakowana torba. Pingwinek nie miał na to siły. Westchnął i położył się na złożonej kołdrze. Kiedy do pokoju zajrzał nauczyciel, Kowalski spał, zmęczony upałem, panującym na zewnątrz.
Pingwinek obudził się w porze obiadowej i pomaszerował do kuchni, zwabiony smakowitym zapachem.
- Przespałeś się? - zagadnął pan Frankowski, kątem oka widząc Kowalskiego wchodzącego do kuchni. Pingwinek kiwnął głowa, siadając na krześle. nie zamienił jeszcze ani jednego słowa z nauczycielem. Chwilę potem wylądował przed nim talerz spaghetti z sosem pomidorowym i parmezanem startym na tarce o drobnych oczkach. Bez wahania złapał za widelec i zabrał się za jedzenie. To było pyszne...
- Masz jakieś plany na jutro? - odezwał się znowu nauczyciel, siadając obok niego z identyczną porcją spaghetti. Kowalski pokręcił głową przecząco.
- Nie. - odpowiedział cichutko.
- Pójdziesz ze mną po zakupy? - pingwinek zrobił zbolałą minę, ale zgodził się. I tak nie miał nic do roboty. - A pojutrze pojedziemy do Instytutu, co ty na to?
- Dobrze. - powiedział Kowalski, odsuwając od siebie talerz i zsunął się z krzesła. Nie miał ochoty na żadne wycieczki, anie wspólne zakupy. Chciał wrócić do domu. Od początku zdawał sobie sprawę z tego, że już nic nie będzie takie jak dawniej, a po ślubie jego ulubiony nauczyciel już nie będzie tym, kim kiedyś był. W życiu pingwinka miała nastąpić wielka zmiana, a on nijak nie umiał sobie z tym poradzić. Kowalski wdrapał się na parapet w salonie. Po policzkach popłynęły mu łzy.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›