Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 24 czerwca 2015

Liczba wpisów: 2

abc.atlant
 
Skipper, cały trzęsąc się ze zdenerwowania szedł za panem Chanem przez korytarz budynku, gdzie miały odbywać się zawody, jednocześnie co chwilę oglądając się, żeby sprawdzić czy dalej idę za nim. Chłopcy i Abigail już siedzieli na widowni.
- Dasz sobie radę. - powiedziałam, przyklękając obok pingwinka. Skipper przytulił się do mnie mocno. Minę miał naprawdę niewyraźną.
- Chodź już. - powiedział Chan. Pingwinek pomachał mi, oddalając się korytarzem za nauczycielem.
- Muszę pójść do toalety. - odezwał się Skipper.
- Tylko szybko. - odparł Chan, stając przed drzwiami do ubikacji. Kiedy pingwinek wyszedł z łazienki Chan czekał na niego, rozmawiając z organizatorem.
- Walczysz pierwszy. -  powiedział. Skipper nerwowo przełknął ślinę. Chciał wracać do domu.
Pingwinek wyszedł na matę w białym stroju do walki przewiązanym czarnym pasem. Na początku nie chciał go włożyć, ale w końcu za moją namową zgodził się. Naprzeciwko niego stał chłopak z krótko ostrzyżonymi włosami i w takim samym lnianym stroju jaki miał Chan. Skipper ukłonił się nie spuszczając wzroku z przeciwnika. Chłopak zaatakował. Był naprawdę szybki. Wystraszony pingwinek wybiegł za matę i schował się za Chana. Jego przeciwnik zdobył punkt, a do Skippera podbiegł sędzia.
- Nie wolno ci wyjść za matę. - powiedział. - To było tylko ostrzeżenie, następnym razem dyskwalifikacja. Rozumiesz? - pingwinek kiwnął głową i wrócił z powrotem na matę. Chłopak uśmiechnął się do niego drwiąco, na co Skipper zareagował nieco nerwowo, ale chwilę potem przeciwnik leżał na macie.
- Kto zdobędzie następny punkt, wygra rundę. - oznajmił sędzia. Chłopak ruszył na pingwinka, ale on był szybszy. Skipper wyskoczył w górę i pamiętając o tym czego nauczył go Chan, rąbnął przeciwnika w ramię, sam obrywając przy tym w głowę, z pięści. Chłopak zatoczył się w tył i upadł na matę z jękiem.
- Rundę wygrywa Skipper! - zawołał sędzia. Pingwinek zbiegł z maty, ciągle dotykając uderzonego miejsca. W oczach stanęły mu łzy bólu i strachu.
- Dobrze ci poszło. - pochwalił Chan. - Teraz będziesz mógł chwilę odpocząć. Pokaż głowę... nic ci nie będzie. - Skipper oddychał głęboko, próbując uspokoić swoje mocno bijące serce. Zbierało mu się na wymioty. Pingwinek usiadł na ławce, obserwując walkę, toczącą się właśnie na macie. Zaczynał się czuć odrobinę lepiej.
- Cześć. - do Skippera podszedł wysoki, czarnowłosy chłopak w białej koszuli i granatowych spodniach. - Jestem Lucek. Będziesz ze mną walczyć.
- Aha. - pingwinek był przerażony. Po co on tu przyszedł? Ten chłopak.
- Dobrze sobie poradziłeś wcześniej. Ja się do karate nie nadaję.
- Dzięki. - Skipper nie wiedział co powiedzieć.
- Chodźmy, zaraz nasza kolej. - pingwinek powlókł się za Lucjanem na matę. Chłopak uśmiechnął się do niego. Skipper ukłonił się i ośmielony zaatakował. Chwilę potem Lucek leżał na macie, a pingwinek stał mu na plecach. Chan pokazał mu kciuk uniesiony w górę.
- Pierwszy punkt dla Skippera! - ogłosił sędzia. Lucjan zajął swoje miejsce, a pingwinek przybrał pozę bojową, ale tym razem mu nie poszło. Wylądował na podłodze, a Lucek uśmiechnął się z triumfem. Wcale nie był taki zły jak sam twierdził.
- Punkt dla Lucjana! - zawołał sędzia. - Ten zawodnik, który zdobędzie następny punkt, wygra rundę. - Skipper podniósł się z may z nagłym zapałem. nie da się pohańbić. Nie teraz. Nie po to trenował, żeby teraz przegrać. Pingwinek skoczył na Lucka i jednym, szybkim kopnięciem powalił go na matę. Chłopak nie zdążył się obronić.
- Rundę wygrywa Skipper! - ogłosił sędzia. Pingwinek rozejrzał się po widowni, szukając wzrokiem przyjaciół. Siedzieli w jednym z górnych rzędów. Abigail mu pomachała, a on uśmiechnął się do niej. Już się nie bał. Chciał wygrać ten turniej. Chan otoczył Skippera ramieniem i poprowadził na ławkę.
- Dobrze ci idzie. Naprawdę dobrze. - pochwalił pingwinka.
 

abc.atlant
 
Dzisiaj w szkole odbywał się tegoroczny mesz siatkówki pomiędzy nauczycielami, a uczniami trzeciej gimnazjum, kończącymi szkołę. Z tej okazji nauczyciele zamówili sobie nawet nowe stroje do gry. Lubię starszych kolegów i koleżanki, ale nie ukrywam, że kibicowałem panu Frankowskiemu. Mecz był na sali gimnastycznej i ciężko mi było przecisnąć się przez tłum dzieciaków. Pomogła mi Kasia, biorąc mnie na ręce. Wreszcie siadłem na ławce i z wypiekami na policzkach obserwowałem co się dzieje na boisku. Uczniowie robili rozgrzewkę, a przeciwna drużyna zapewne siedziała w kantorku u Tii (jakby ktoś nie był zorientowany, to Tia uczy Kasię wychowania fizycznego). Wreszcie się zaczęło. Tradycyjnie wygrali nauczyciele. Jak długo sięga pamięć nie było jeszcze takiego przypadku, żeby wygrali uczniowie. Po zwycięstwie robione były zdjęcia, a ja pobiegłem pogratulować nauczycielom - przede wszystkim panu Frankowskiemu - wygranej. Polonista wziął mnie na ręce, posadził sobie na ramionach i powiedział, że od teraz jestem maskotką drużyny. Cała reszta jednogłośnie go poparła. Chwilę się jeszcze wygłupialiśmy, głównie z panem Malinowskim, chemikiem, który miał dzisiaj naprawdę dobry humor. Potem pan Frankowski postawił mnie na podłodze, mówiąc, że oni muszą się przebrać, a za szkołą czeka na nas ognisko. Kasia czekała na mnie przy drzwiach wyjściowych. Ognisko rzeczywiście już płonęło na placu z tyłu. Można było upiec sobie kiełbaskę, albo jabłko, były też inne przekąski. Zjadłem dwie kiełbaski, byłem głodny. A panie z kuchni nie szczędziły mi komplementów i pochwał. Jaki to jestem uroczy, jaki grzeczny itd. Dzień był naprawdę udany i jeśli o mnie chodzi, to tak mogłoby być codziennie.
  • awatar gość: Wiem, że możesz nie chcieć odpowiadać na to pytanie, ale gdzie chodzisz do szkoły? Nie wiem, czy to wymyśliłaś, czy to na podstawie faktów, ale w mojej szkole dziś był turniej między uczniami a nauczycielami. Carmelia
  • awatar gość: I też to był mecz siatkówki. Carmelia
  • awatar serpentard210: Kowalski jako maskotka ciekawe. Super rozdzialik
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›