Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 22 czerwca 2015

Liczba wpisów: 2

abc.atlant
 
- Wróciłeś. - stwierdził Chan, kiedy zobaczył Skippera na progu. - Wiedziałem, że wrócisz.
- Pan nauczy mnie więcej niż Richardson. - odpowiedział pingwinek. - Co dzisiaj?
- Nauczymy się kierowania cię instynktem. - Chan przewiązał oczy Skippera chustką. - Polegaj na innych swoich zmysłach. Ale przede wszystkim... słuchaj. - pingwinek przybrał pozę bojową czekając na atak, ale nic takiego nie nastąpiło. Nie widział Chana, nie słyszał go i nie wiedział co ma robić. Zupełnie stracił orientację w terenie. Skipper poczuł uderzenie w plecy i zarył dziobem w ziemi. Błyskawicznie podniósł się i zerwał chustkę z oczu. Z gałęzi drzewa zwisał płócienny worek wypełniony czymś miękkim, ale ciężkim. Skrzydło pingwinka zacisnęło się w pięść.
- To bez sensu. - warknął do Chana.
- Wcale nie bez sensu. Spróbujmy jeszcze raz. - Skipper westchnął, ale dał sobie z powrotem zawiązać chustkę. Tym razem udało mu się w porę uchylić.
- A teraz odpowiedz na atak. - powiedział Chan. Pingwinek pokiwał głową, a słysząc świst powietrza w miejscu skąd tym razem nadleciał worek wyskoczył w górę, ale o kilka sekund za późno. Skipper został popchnięty i z jękiem wylądował na trawie.
- Nic ci nie jest? - spytał chan, widząc, ze pingwinek pociera uderzone skrzydełko. - Lepiej, żeby nic ci się nie stało przed tym turniejem.
- Trochę boli. - przyznał Skipper. - Ale nic mi nie jest. Jeszcze raz. - pingwinek nasunął chustkę na oczy. Tym razem udało mu się trafić w worek. Z każdym kolejnym razem szło mu coraz lepiej, a pod wieczór trudną sztukę kierowania się instynktem miał już opanowaną do perfekcji.
- Przyjdziesz jutro? - spytał Chan, kiedy pingwinek pomagał mu sprzątać po skończonym treningu.
- Tak. - odpowiedział Skipper. - Chcę ćwiczyć.
- W takim razie przyjdź trochę wcześniej. Chciałem cię zabrać na wycieczkę za miasto.

- Dokąd jedziemy? - spytał Skipper, siedząc obok pana Chana w pociągu. Był naprawdę podekscytowany.
- Zobaczysz jak dojedziemy. - odpowiedział niewzruszenie mężczyzna. - Cierpliwości Skipper. - pingwinek uśmiechnął się. Chan po raz pierwszy zwrócił się do niego po imieniu. Następne pół godziny minęło mu na wyglądaniu przez okno.
- Jesteśmy na miejscu. - powiedział Chan, wysiadając z pociągu. - Nie chcesz do łazienki? Przed nami długa droga. - Skipper pokręcił głową. Chciał już iść.
- Nie wiedziałem, ze w Polsce są takie miejsca jak to. - powiedział pingwinek z zachwytem patrząc na wielkie wzgórze. Na samym jego szczycie miał trwać codzienny trening. Ten miał być wyjątkowy. Mozolna wspinaczka zajęła kolejną godzinę i Skipper zmachał się porządnie, zanim stanął na zielonej polance.
- To jakaś świątynia? - spytał, patrząc na niezwykły budynek. - Wygląda jak buddyjska.
- W Polsce też są buddyści. - odparł Chan, wchodząc do środka. - Możesz się napić. - powiedział, wskazując na ogromną misę z wodą w rogu korytarza.
- No, a co będziemy dzisiaj robić? - spytał pingwinek zaspokoiwszy pragnienie.
- Chodź, to ci pokażę. - Chan skierował się w stronę małego tarasu, na którym rosło drzewo. - Dzisiaj zajmiemy się równowagą. - pokazał mu grubą gałąź. - Wejdź tam i stań na jednej nodze. I stój.
- Ale ja mam lęk wysokości. - zaprotestował Skipper.
- Tym lepiej. - pingwinek z westchnieniem zrobił o co go proszono. Musiał zamknąć oczy, żeby nie widzieć przepaści rozciągającej się pod nim.
- Proszę pana! Mogę już zejść? - poprosił rozpaczliwie godzinę później. - Muszę do toalety!
- To pięć minutek przerwy. - zdecydował Chan. Skipper pognał do ubikacji, a po pięciu minutach został wysłany z powrotem na drzewo.
- Zrób salto w tył. - polecił Chan. Pingwinek wykonał polecenie, ale przy lądowaniu zachwiał się i padł na czworaka, kurczowo łapiąc się gałęzi. Zsunął się z drzewa wystraszony i uczepił się nogawki Chana.
- Niech mi pan nie każe więcej tego robić! - poprosił.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›