Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 21 czerwca 2015

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Cały następny tydzień wypełniony był treningami i zajęciami z panem Chanem. Skipper jeszcze nigdy tak bardzo nie przykładał się do treningów jak teraz. Chciał zrobić dobre wrażenie na nowym nauczycielu.
- Dzisiaj zobaczymy czy czegoś się nauczyłeś przez ten tydzień. - powiedział chan któregoś dnia z kolei. - A jak ty myślisz?
- Właściwie to chyba niczego. - przyznał Skipper. - Cały tydzień szorowałem panu podłogi.
- Mylisz się. - Chan zachował stoicki spokój. - Pokaż mi seiten... Haito... Tate-zuki... Shotei morote-zuki... - pingwinek posłusznie wykonywał chwyty podane przez nauczyciela. Płynnie i miękko, tak jak Chan go uczył. - Tetsui... Oi-zuki... Sanbon-zuki... Seiken jodan-zuki... Shuto... Jun-zuki... Tobi-zuki... Furiuchi... Uraken... Mawashi-zuki... Gyaku-zuki... Shotei... Morote-zuki... Seiken chudan-zuki... Zrób szpagat... A w wyskoku? - Skipper zrobił o co prosił go Chan i miękko wylądował na trawie.
- Dobrze. - mężczyzna pochwalił pingwinka, który uśmiechnął się lekko. Pochwałą od mistrza znaczyła dla Skippera bardzo dużo.
- A teraz walcz! - zawołał chan, przybierając stanowczą pozę. Pingwinek cofnął się o krok.
- Z panem? - spytał spłoszony.
- Tak, ze mną. - Chan zaatakował. Skipper odskoczył zgrabnie robiąc uniki tym razem to on przypuścił atak. Oboje śmiali się wesoło i bardziej to przypominało zabawę niż typowy trening.
- Dzięki tobie poczułem się młodszy o co najmniej dziesięć lat. - powiedział Chan, kiedy oboje siedzieli na werandzie po skończonej lekcji, każde ze szklanką zimnego soku pod ręką.
- Bardzo miło mi się ciebie uczy.
- Dziękuję. - odpowiedział Skipper. Ja też wspaniale spędzam tutaj czas. Jestem pewny, że wygram ten turniej. - Chan nie uśmiechnął się.
- Tobie naprawdę chodzi tylko o wygraną? - spytał.
- Nie. Ale na tym tez mi zależy.

Zadzwonił dzwonek do drzwi i pobiegłam otworzyć.
- Dzień dobry. - przywitałam się, widząc stojącego na progu nauczyciela karate, który uczył Skippera.
- Gdzie jest Skipper? - spytał mężczyzna, nie odpowiadając na przywitanie. - Nie przyszedł na zajęcie, myślałem, że coś się stało.
- A, to pewnie jest u pana Chana. - odpowiedziałam. - Ćwiczą razem do turnieju, to nasz sąsiad.
Skipper ze śmiechem padł na trawę. Bawił się naprawdę świetnie, ale zaczynał być zmęczony.
- Skipper! - usłyszał pingwinek i odwrócił się.
- Pan Richardson. - szepnął, widząc swojego trenera.
- Dlaczego nie przyszedłeś na zajęcia? - Skipper nie odpowiedział. Spuścił głowę zawstydzony.
- Dzień dobry. - odezwał się Chan. - Skipper ćwiczy ze mną do turnieju. Nie ma powodu, aby pan się unosił.
- Nie wtrącaj się dziadku! Widziałem jak ćwiczycie. Karate to nie zabawa. Nauczysz go czegoś więcej niż ja? Szczerze w to wątpię. Karate powinno się ćwiczyć w przygotowanej do tego sali, a nie w ogrodzie. Jeśli Skipper chce wygrać ten turniej musi trenować naprawdę, a nie bawić się ze swoim sąsiadem. Więcej masz się do niego nie zbliżać! - pingwinek słuchał tego wszystkiego ze wstydem, stojąc obok. Pan Richardson wcale nie musiał tak krzyczeć.
- Skipper, idziemy. - powiedział stanowczo trener. Pingwinek podniósł wzrok na pana Chana i posłusznie pobiegł za Richardsonem, ale tego dnia nie mógł się skupić na treningu z nim. Skipper ruszał się sztywno, niemrawo i właściwie tylko machał skrzydłami nie wiedząc co robi. Trener wcale nie był z niego zadowolony.
- Co się z tobą dzieje? - spytał Richardson, kucając przy pingwinku. Skipper tylko pokręcił głową. - Idź do domu, bo widzę, że dzisiaj nic już nie zrobimy. Nie chodź więcej do Chana. Jeśli chcesz poćwiczyć, przyjdź do mnie. Zawsze ci pomogę.
- Dobrze. - pingwinek kiwnął głową. Nie zamierzał słuchać trenera.
  • awatar serpentard210: Ten nauczyciel karate to jakiś debil!!! Pan Chan każe mu sprzątać i są efekty w karate!!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›