Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 12 czerwca 2015

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
- I jak, gotowi?  do obozu weszła ciocia Jola, niosąc naczynie z wodą. Znalazła krystalicznie czysty górski strumień. - Nie możemy zbyt długo tu przebywać. - przypomniała, choć wszyscy dobrze pamiętali o bandytach, którzy mogli się pojawić lada chwila. Z markotną miną zabrałam się za swoją porcję ryżu. Miałam już dosyć tego ryżu, tak samo zresztą jak i pingwiny, ale nikt nie marudził i nie narzekał.
- Ciekawe ile złota znajdziemy. - podekscytowany Szeregowy skakał dookoła. Kwadrans później znowu byliśmy już na szlaku.
Wędrówka stawała się coraz trudniejsza, a teren coraz bardziej górzysty. Nagle, gdzieś w oddali rozległy się strzały. Schyliłam się odruchowo.
- Co to było? - wystraszony Kowalski przytulił się do mnie.
- To oni. Banda Manuela. - szepnęła ciocia Jola.
- Dlaczego strzelają? - pingwinek z niepokojem obserwował las. Z drzew poderwały się z wrzaskiem papugi.
- Może polują? - ciocia starała się nie wywoływać paniki, ale jednocześnie rozglądała się za droga ucieczki. Nagle z głębi lasu wypadł jakiś człowiek. biegł, ciężko dysząc i słaniając się na nogach. Za nim rozległy się strzały. To jego gonili.
- Na skałę! Już, w tej chwili! - krzyknął do nas głosem pana Frankowskiego, bo to... był pan Frankowski. W szaleńczym tempie zaczęliśmy się wspinać. Zadanie okazało się o wiele trudniejsze, niż się na to zanosiło, a wspinaczka mozolna. Kiedy wreszcie stanęliśmy na szczycie i ukryliśmy się, z napięciem czekaliśmy na to, co się wydarzy. Pan Frankowski, leżąc obok nas obserwował bandę ludzi przebiegającą obok.
- Janusz! - ciocia Jola rzuciła się nauczycielowi w ramiona. - Jak nas tu znalazłeś? -
- Przyjechałem ciebie ratować. - odpowiedział pan Frankowski. - Jola, ja ciebie kocham. - Kowalski zmarkotniał. To spotkanie miało wyglądać zupełnie inaczej. Tym razem to polonista musiał odpowiedzieć na mnóstwo pytań. I to niełatwych.
Wieczorem rozbiliśmy namiot. Pan Frankowski rozpalił ogień, a ciocia Jola przyniosła wodę ze strumienia. Ja pobiegłam szukać jedzenia i wróciłam kwadrans później.
- Znalazłam ziemniaki! - zawołałam, wbiegając do obozowiska z naręczem warzyw.
- Nie wszystkie ziemniaki są jadalne. - odezwał się pan Frankowski. Machnęłam ręką.
- Woda usunie wszelką truciznę. - odparłam. - Mam też sól, więc możemy zrobić całkiem niezłą kolację.
- Zaradną jesteś dziewczyną. - pochwalił nauczyciel.
- Mieszkam przecież sama. - odparłam, wrzucając ziemniaki do wody i zasypując je solą. Nie minęło dużo czasu, a siedzieliśmy przy ognisku zjadając pyszną kolację. Zawsze to jakaś odmiana, a nie znowu ryż.
- Będziemy się powoli kłaść. - powiedziała ciocia Jola. - Idźcie spać. Skoro jutro rano chcemy wcześnie wstać, to musimy się wyspać. - kiwnęłam głową i wczołgałam się do śpiwora. Pingwiny zrobiły to samo. Przy ognisku została ciocia Jola i pan Frankowski.
Obudziłam się w środku nocy. Przekręciłam się na drugi bok i zapatrzyłam w blask ogniska. Przy ogniu ciągle siedziała dwójka dorosłych, teraz całując się namiętnie. Pan Frankowski obejmował ciocię i przytulał ją do siebie. Włosy cioci były w nieładzie, ale ona wyglądała jak najszczęśliwsza kobieta na świecie. I chyba tak też się czuła. Kowalski poruszył się niespokojnie i wygrzebał spod kołdry.
- Kowalski... Wracaj. - szepnęłam, ale pingwinek już nie słyszał. Kowalski wyszedł z namiotu, przeciągając się.
- Ciociu, nie mogę spać. - poskarżył się. Pan Frankowski i ciocia odskoczyli od siebie gwałtownie, a kobieta przygładziła włosy. Pingwinek przekrzywił główkę.
- Chodź do nas Kowalski. - powiedział nauczyciel. Ośmielony pingwinek podbiegł do ogniska i władował się panu Frankowskiemu na kolana, chociaż wiedział, że nie powinien. Ciocia Jola nie zdążyła mu zwrócić uwagi, nauczyciel pokręcił głową, dając do zrozumienia, że nic się nie stało, a Kowalski znowu usnął.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›