Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 4 maja 2015

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Kate - Writes: Włóczyłem się bez celu po domu. Czułem, że wydarzenia ostatnich dni wyssały ze mnie wszystkie siły. Rozmowa z panią psycholog była bardzo trudnym przeżyciem. Początkowo nie chciałem nic mówić, ale gdy zacząłem opowiadać wszystko poszło gładko. Nie przebierałem w słowach, przyznaję, że nawet trochę obgadałem Kowalskiego, a że nie przebierałem w słowach pani psycholog aż dwa razy musiała mi zwracać uwagę. Potem już poleciało... Były momenty, że w oczach lśniły mi łzy, ale pani psycholog jakoś mnie uspokoiła. Nie chciałem na razie rozmawiać z mamą. Po rozmowie wybiegłem na dwór, a kiedy wróciłem z dwugodzinnego spaceru na policzkach jeszcze miałem mokre ślady łez. Właściwie to każdy z nas, ja, Kowalski, Abigail, mama, na swój sposób rozumiał i przeżywał to, co się wydarzyło. Znowu miałem ochotę się zabić... Znowu przez Kowalskiego. Chyba nigdy nie wyleczę się z tej zazdrości o niego, ale po tym co się stało wtedy zupełnie zmienił mi się tok myślenia. Wchodząc do domu po spacerze usłyszałem huk, Kowalski zleciał z ostatniego schodka i grzmotnął dziobem o wykładzinę w korytarzu. W jednej chwili mama znalazła się przy nim, pomogła wstać i jeszcze go przytuliła szepcząc kojące słówka. Patrzyłem na to stojąc w drzwiach wejściowych, a do oczu znowu napływały mi łzy. Podniosła głowę, kiedy pociągnąłem nosem, trochę za głośno. Pociągnęła mnie za skrzydło do siebie i też przytuliła. Kowalski z uśmiechem wyciągnął do mnie skrzydło. Uścisnąłem je, chociaż wykrzywienie dzioba w uśmiechu dużo mnie kosztowało. Między nami znowu wszystko było w porządku. Ale najpiękniejsze było popołudnie.
Siedzieliśmy z mamą w kuchni nad resztkami obiadu. Żadne z nas nie miało ochoty wstać od stołu, a mama po raz pierwszy nie zerwała się po posiłku, żeby od razu pozmywać. Byliśmy obok siebie i tak właśnie było nam dobrze. Czekaliśmy na coś, co powinno się wydarzyć, ale nie poganialiśmy czasu, który jakby płyną spokojnie obok nas. Mama podniosła wzrok i spojrzała na czubek mojej głowy pochylonej nisko nad stołem. Po raz pierwszy od dawna nie czułem żalu. Do nikogo już nie czułem żalu, nawet do siebie, chciałem to jedynie powiedzieć na głos i choć nie miałem odwagi, odezwałem się wreszcie, bojąc się, że mama sobie pójdzie. Nie rozumiałem, nikogo nie rozumiałem. Liczyłem się dla siebie tylko ja sam, tylko moje uczucia były przez ten czas ważne. Pogubiłem się w tym wszystkim, nie umiałem poważnie spojrzeć na swoje życie i  na wszelki wypadek wolałem o tym nie myśleć, tak było mi wygodniej... Mama spojrzała na mnie i zauważyłem nieśmiały uśmiech na jej twarzy. Uśmiech. Dawno go nie widziałem. Nie byłem wobec niej w porządku. Znowu spuściłem głowę. Nie wiedziałem jak to wyrazić, ale wiedziałem, że ją zraniłem, choć robiłem to przecież nieświadomie. A ona mi zawsze wybaczała. Nie doceniałem tego. Nawet nie potrafiłem tego zobaczyć. Wydawało mi się, że jestem sam, że mnie nikt nie kocha, a przecież ona mnie kochała, prawda? Tak bardzo pragnąłem miłości... Nie myślałem o mamie... Było mi tak przykro. Mama wyciągnęła rękę, żeby dotknąć mojego skrzydła. Poruszyłem się niespokojnie, ale nie uciekłem od jej dotyku. Nie miała do mnie żalu, powiedziała mi o tym. Może gdybym wcześniej zrozumiał, że nie można nikogo zmusić do kochania, nie cierpiałbym tak bardzo? A jednak mnie kochała, pomimo tego wszystkiego, co jej zrobiłem. Wreszcie zrozumiałem to, co powinienem sobie dawno uświadomić. Przecież ona też była bardzo nieszczęśliwa. Pogubiłem to, co było naprawdę ważne; nie zauważyłem, że tak ich krzywdzę. Ich wszystkich. Opowiadali mi jak Abigail o mało co nie wpadła przeze, mnie w depresje, jak prawie wpadła pod samochód, jak Kowalski został zaatakowany pod sklepem i dużo więcej. Najwięcej o tym jak się czuli, kiedy widzieli mnie w szpitalu. W pewnym momencie oni sami też chcieli popełnić samobójstwo. Abigail i Kowalski. Wtedy zaczęliśmy się śmiać i nazwaliśmy siebie Niedoszłymi Samobójcami, chociaż to nie było nic śmiesznego. Otrząsnąłem się z zamyślenia. Mamo... Przepraszam, obiecuję ci... Kocham cię! I już nigdy więcej nie ucieknę. znowu opuściłem głowę i poczułem, jak pod powiekami znowu zbierają mi się łzy. Ostatnio naprawdę często płakałem. Do wybuchu szlochu nie doszło bo zamknąłem oczy. Nie mogliśmy wcześniej ze sobą rozmawiać. Dlatego nie mogliśmy się porozumieć. Robiłem to, co miliony ludzi; mówiłem o sobie do siebie, zamiast do tej drugiej osoby. Tak było najprościej, tylko, że w ten sposób nie rozwiąże się przecież żadnego problemu. Świat jest pełen monologujących nieszczęśliwców, którym jest źle. Nauczyłem się czegoś bardzo ważnego. I zacząłem nowe życie. Ale miałem jeszcze prośbę...
Mamusiu, przytul mnie...
Skipper
  • awatar SallyLou: Ech niezaprzeczalnie znowu doprowadziłaś mnie do łez. Tak się cieszę, że u Skippera jest lepiej ( zaczynam żyć twoją historią :P)
  • awatar Lisa Angels: To takie szczęśliwe zakończenie tych całych problemów. cieszę się, że doszli do porozumienia.
  • awatar Kiedyś będzie nas więcej...: No tak tak, zazdrość to jedna z cięższych chorób ale bywa uleczalna :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›