Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 3 maja 2015

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Kate - Writes: Na pocieszenie po tych wszystkich przesłuchaniach, najpierw przez policję, potem przez panią psycholog mama wzięła mnie na lody. Na moje ulubione, truskawkowe. W lodziarni siedziałem ze spuszczoną głową i prawdę mówiąc nie chciałem w ogóle na nią patrzeć. W końcu położyła mi dłoń na skrzydle i podniosłem wzrok. Spytała, czy miałbym siłę chodzić po sklepach, a ja kiwnąłem głową z zapałem. Miałem nadzieję, że zaproponuje zakupy, szczerze powiedziawszy. Dokończyłem lody i poszliśmy. No i księgarnia poniosła poważne straty w komiksach, ale za to nieźle się wzbogaciła. Zakupy się przeciągały, a ja zaczynałem robić się głodny i mama zaproponowała, żebyśmy kupili coś do jedzenia i usiedli w parku, na ławce. Poprosiłem o tortillę i chwilę później siedzieliśmy na ławce nie odzywając się do siebie. Zjadałem zapatrzony w ziemię, obok mnie mama chrupała frytki. Było mi dobrze. Czułem bliskość ważnego dla mnie człowieka. Wtedy olśniło mnie, że od dawna nie widziałem harmonijki. Ostatni raz to miałem ją u sióstr zakonnych, a potem to... Pewnie została w klasztorze, bo w szpitalu już jej nie miałem. Szkoda. Bardzo ją lubiłem. W domu, a właściwie to przed domem, czekała na mnie pani psycholog Ewa w towarzystwie policjanta. Przytuliłem się do mamy. Nie zamierzałem nigdzie z nimi iść. Policjant powiedział nam, że skoro nie chcę współpracować, to są zmuszeni zabrać mnie do domu dziecka. Pokręciłem głową przecząco. Usłyszałem jeszcze, że takie są procedury. Zanim się obejrzałem siedziałem w radiowozie. No a gdybym opowiedział o wszystkim, mógłbym zostać? Zapytałem o to, a oni popatrzyli po sobie porozumiewawczo i twierdząco pokiwali głowami.
W salonie, razem z panią psycholog siedzieliśmy już drugą godzinę i czułem, jak krew pulsuje mi w skroniach. Bardzo bałem się tej rozmowy, ale groźba o zabraniu mnie do domu dziecka uświadomiła mi, że dłużej nie da się tego odwlekać. Nie miałem śmiałości poprosić o pomoc mamę. Ostatecznie taka ilość informacji o zachowaniu jej podopiecznego mogłaby niejednego dorosłego przyprawić o zawał, a co dopiero piętnastolatkę. Przez pierwszą godzinę rozmowy z panią psycholog, opowiedziałem ze szczegółami wszystkim, co się wydarzyło. O wszystkim, bez upiększeń i niedomówień. Pani psycholog właściwie przez ten czas milczała, od czasu do czasu pytała o jakieś szczegóły, które moim zdaniem były nieistotne, ale - jak się na końcu okazało - były ważne. Nie czułem się najlepiej, gdy musiałem jej wyjawić, że chciałem popełnić samobójstwo, co stanowiło początek całej sprawy, ale żeby wszystko wyjaśnić, musiałem opowiedzieć wszystko od początku. kilkakrotnie pytałem, czy nie powie pani o tym nikomu, ale z ust pani psycholog nie padły żadne deklaracje. Mimo to z minuty na minutę czułem się coraz pewniej i po półgodzinnej rozmowie cały strach, który czułem jeszcze godzinę wcześniej, uleciał bezpowrotnie. Pewnie dlatego, skończywszy swą opowieść, nie protestowałem, gdy pani psycholog, pod koniec krótkiego podsumowania zaproponowała mi spotkania raz w miesiącu. Sam przyznawałem, że relacje z moją rodziną, przyjaciółmi jakoś zaczynały się psuć. To, co ja zrobiłem, to tylko jedna strona medalu. Każdy z nas popełnia błędy i dobrze, kiedy dochodzi się do wniosku, że czas je naprawić. Oczywiście, jeśli nie skończy się na dobrych chęciach. A ja naprawdę chciałem naprawić to, co narobiłem. Tylko co ja teraz mogłem zrobić? Pani Ewa powiedziała, ze tego sami nie wymyślimy, że niezbędna będzie rozmowa z mamą. Nie chciałem, ale nie miałem żadnego innego pomysłu. Jak dotąd wszystkie były do niczego. Mogłem chyba jakoś pomóc, a zamiast tego... Pani psycholog uśmiechnęła się i przyjaźnie klepnęła mnie po ramieniu. Zamiast tego zrobiłem coś innego, ale najważniejsze jest, że wreszcie zrozumiałem swój błąd i sam zgodziłem się porozmawiać z panią Ewą. Teraz trzeba było zacząć działać.
Skipper
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›