Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 14 maja 2015

Liczba wpisów: 3

abc.atlant
 
Obejrzałam ostatnio dwa kultowe anime. Przed wami recenzja pierwszego z nich: Hoshi O Ou Kodomo.
Nastoletnia Asuna mieszka w prowincjonalnym miasteczku w sercu gór. To wzorowa uczennica i córka, ale nie może powiedzieć, że jest szczęśliwa. Ojciec od dłuższego czasu nie żyje, zapracowana matka rzadko bywa w domu i mimo iż szkolni znajomi dziewczynki są mili, nie posiada ona bliskich przyjaciół. Dlatego większość czasu spędza samotnie w kryjówce przy urwisku, na którym często przesiaduje, słuchając radyjka własnej roboty. Pewnego razu dzięki tajemniczemu kamieniowi – pamiątce po ojcu, Asuna wychwytuje niezwykłą i smutną pieśń, która nie jest podobna do żadnej innej, jaką kiedykolwiek zdarzyło jej się słyszeć. Niestety nigdy się nie powtarza, choć dziewczynka czeka z utęsknieniem na znajomą melodię. Pewnego dnia na drodze Asuny staje za to dziwny potwór nie z tego świata i w ostatniej chwili ratuje ją przed nim tajemniczy chłopak, Shun, który posiada taki sam kamień jak Asuna. Skąd przybył i kim jest?
Hoshi_wo_Ou_Kodomo_600_1221603.jpg

Po pierwsze i najważniejsze: tu dostajemy obietnicę niecodziennej przygody, a nie spokojnie płynące kolejne dni w nieco inaczej przedstawionej rzeczywistości. Słusznie kojarzy się to niektórym fanom z familijnym kinem, jakie funduje widzom Studio Ghibli, gdyż omawiany film i dzieła Hayao Miyazakiego mają sporo punktów wspólnych. Na horyzoncie czai się podróż przez niesamowicie barwną krainę, która skrywa wiele obiecujących tajemnic. W tym celu autor odwołał się do mitów mniej i bardziej popularnych. Wykorzystano je w kreacji świata przedstawionego, w którym już na pierwszy rzut oka widać ogromne pokłady potencjału.
Hoshi_wo_Ou_Kodomo_600_918984.jpg

W wędrówce towarzyszymy nastoletniej Asunie, która rusza w niepewną i niebezpieczną podróż… nie bardzo wiadomo, po co. Owszem, już na wstępie widać, że jest osobą zagubioną, której brakuje pewności siebie i jasno wytyczonego celu w życiu. To bardzo cicha i spokojna, a przy tym strasznie samotna dziewczynka, korzystająca z pierwszej okazji, by przerwać szarą rutynę codzienności. W błądzeniu dzielnie towarzyszy jej spotkany po drodze młodszy brat Shuna, Shin. Chłopak ma podobne wątpliwości i również nie za bardzo wie, co robić, więc szuka sensu, udając się na kolejną misję, która połączy go z główną bohaterką. No dobrze, oboje są zagubieni, względnie sympatyczni… i tak właściwie niesamowicie nijacy. Brak im wyrazistości, która jakoś wyróżniłaby ich z kolorowego tła. I nie chodzi mi tu o przejaskrawienie i przesadę, ale o jakiekolwiek śladu charakteru. Z fabuły dowiadujemy się, co ich dręczy, ale podane jest to w sposób, który uniemożliwia jakiekolwiek zaangażowanie się w ich losy.
Hoshi_wo_Ou_Kodomo_600_918934.jpg

Jedyny jasny punkt stanowi drugi towarzysz podróży i tymczasowy zastępca wychowawcy Asuny, Ryuuji Morisaki. Jest to przede wszystkim człowiek dorosły i chociaż również ma swoje słabości, posiada coś, czego brakuje pozostałej dwójce protagonistów – jasno wyznaczony cel, który stara się osiągnąć za wszelką cenę i zrobi prawie wszystko, by ta wyprawa się powiodła. Jego motywy są może nieco schematyczne, ale przynajmniej wystarczająco konkretne, by popychać fabułę do przodu. Poznajemy również innych mieszkańców rodzinnego miasteczka Asuny, jak i tych zamieszkujących krainę, którą dziewczynka przemierza. Są to jednak tylko niezbyt wyraziści statyści, czasem udzielający bohaterom potrzebnych wskazówek, ale częściej służący za obowiązkowy element tła. Ich zachowanie nie wyróżnia się jakoś szczególnie ani pozytywnie, ani negatywnie.
Hoshi_wo_Ou_Kodomo_600_917743.jpg

Co natomiast nie zawodzi? Oczywiście grafika. Amatorzy dopieszczonej oprawy technicznej po raz kolejny się nie zawiodą, bo Hoshi o Ou Kodomo to przede wszystkim niesamowicie dopracowany obraz. Największe wrażenie robią niezwykle szczegółowe, pomysłowe i barwne krajobrazy Agarthy (polecam poszukać samemu, chociażby w internecie, bo to naprawdę ciekawy motyw), którą przemierzają Asuna i Ryuuji. Zachwyca praktycznie wszystko, gdyż takie tła trafiają się naprawdę rzadko. Czy to budowla, czy rozległa równina, niepozorny potok, czy wreszcie samo niebo – te widoki po prostu porażają kunsztem wykonania. Nieco uproszczone, ale na pewno w miarę realistyczne i charakterystyczne projekty postaci świetnie uzupełniają tę układankę. Animacja? Niesamowicie płynna. A czego się spodziewaliście? Ścieżka dźwiękowa ma się nieźle. Po prostu nieźle. Jest to mieszanka przeróżnych klasycznych utworów, mniej lub bardziej melancholijnych, z przewagą tych spokojnych. Usłyszymy obowiązkowo fortepian, skrzypce oraz kilka innych dobrze znanych instrumentów w przeróżnych kombinacjach. Nie chwytają może one za serce, ale na pewno dobrze wypadają jako składowa tła dla fabuły. Piosenki? Tak, jedna towarzysząca napisom końcowym, przyjemna i spokojna. Jest to Hello Goodbye & Hello w wykonaniu raczej mało znanej Anri Kumaki. W rolach głównych występują natomiast popularni Miyu Irino i Kazuhiko Inoue oraz mniej znana, ale całkiem dobrze radząca sobie Hisako Kanemoto.
Shin_%28Hoshi_Wo_Ou_Kodomo%29_600_348296.jpg

Trudno powiedzieć, komu się ten film spodoba i czy jest to eksperyment, czy nowy trend w twórczości Makoto Shinkaia. Pewne jest, że Hoshi o Ou Kodomo wyróżnia się na tle dotychczasowej twórczości reżysera. Akcja nie jest taka senna, więcej tu dynamiki, a całość mimo dość przygnębiającej tematyki jest nieco lżejsza i jednak bardziej optymistyczna niż reszta dzieł pana Shinkaia. Akcenty przygodowe, trochę tajemnic i wreszcie obiecujący świat przedstawiony. Jednakże wraz z rozwojem fabuły wyraźnie widać, że twórca nie zapomniał o tym, co mieli nieustannie od swojego debiutu, w związku z czym widz dostaje swoistą krzyżówkę sentymentalnego i monotematycznego Shinkaia z barwnym i optymistycznym Miyazakim. Ostateczna ocena będzie w największym stopniu zależeć od stopnia wrażliwości i oczekiwań, jakie się ma wobec tego filmu. Jednych zachwyci subtelność i melancholia, drugich znudzi, a trzeci będą się cieszyć połączeniem przygody z odrobiną refleksji.
Watase_Asuna_600_348294.jpg

W tym wszystkim najbardziej podobała mi się... właśnie nie Asuna, ale pan Morisaki. Podobnie wyobrażałam sobie mojego Janusza Frankowskiego, nauczyciela z mojego opowiadania. Wyglądają podobnie, nawet podobnie się zachowują. Morisaki jest spokojny, cierpliwy, wyrozumiały dla Asuny i przede wszyskim dobrze się nią opiekuje podczas wyprawy do Agharty. No po prostu identyczny pan Janusz. Jedyna różnica między nimi jest taka, że pan Frankowski nie nosi okularów... No dobra, może czasami nosi...
Hoshi_wo_Ou_Kodomo_600_906252.jpg
  • awatar Lisa Angels: Krajobrazy podbiły moje serce, muszę w przyszłości to obejrzeć :D
  • awatar Kate - Writes: @Lisa Angels: Na cda.pl jest fajna wersja Hoshi O Ou Kodomo z polskimi napisami.
  • awatar Lisa Angels: Może w wakacje obejrzę, bo narazie brak czasu ;(
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

abc.atlant
 
Wieczorem zwierzaki zasiadły przed telewizorem z chrupkami cebulowymi, chipsami o smaku ostrej papryki chili i sera i cebuli, oraz popcornem.
- Co oglądamy? - spytał Skipper, przeglądając płyty DVD.
- Możemy obejrzeć jednorożce? - poprosił Szeregowy.
- Nuuda! - skomentował Rico.
- Ja ma ochotę na romans. - rzucił Kowalski.
- Chyba sobie żartujesz! - zaprotestowała Abigail. - Lepiej thriller! Mocny film akcji!
- Ja mogę oglądać cokolwiek. - odezwała się Lena. - Ale teraz mam ochotę na kryminał.
- Pamiętacie, że wychodzę? - spytałam, wchodząc do pokoju. - Skipper, trzymaj klucze. Idę, nie chcę się spóźnić do Piotra. Pamiętajcie, że jesteście odpowiedzialni. - Skipper poczekał, aż zamknął się za mną drzwi wejściowe i przyniósł z pokoju płytę z wypożyczalni.
- A może "Corpse Party"? - spytał niewinnie. - Wyszedł drugi sezon na DVD. Włączać?
- Szef pamięta co się działo, kiedy oglądaliśmy to pierwszy raz? - spytał Kowalski.
- Aż za dobrze. - odparł Skipper, ale włożył płytę do odtwarzacza. Szeregowy pobiegł zgasić światło i pingwiny usadowiły się na kanapie. Abigail rozerwała paczkę chipsów. Zaczął się seans.
Godzinę później zwierzaki siedziały mocno wciśnięte w kanapę. Kowalski mechanicznie sięgał do opakowania z chrupkami cebulowymi, Szeregowy chował się za poduszką, Skipper przyciskał skrzydła do oczu jednocześnie starając się nie słuchać odgłosów z filmu, Abigail chrupała chipsy za kanapą, a Lena mocno przytuliła się do Kowalskiego i nie chciała puścić. Tylko Rico wpatrywał się zafascynowany w ekran. Nagle w pokoju zaświeciło się światło i pingwiny zaczęły krzyczeć wystraszone, zbijając się w grupkę.
- To tylko ja. - powiedziałam wchodząc do pokoju. - Wróciłam wcześniej, bo Piotr źle się czuł. Co oglądacie, pewnie jakiś horror? - spytałam zerkając na ekran.
- Corpse Party. - odpowiedział Szeregowy. - Najnowszą część. - Abigail wyjrzała zza kanapy.
- Dobrze, że przyszłaś. - powiedziała drżącym głosem.
- Baliśmy się ducha Moschidy. - wyjaśniła Lena.
- Wystarczy na dziś. - dodałam, wyjmując płytę z odtwarzacza. - Do łóżek. - zwierzaki zwlokły się z kanapy i i posłusznie rozeszły do pokoi.

Kowalski nie mógł zasnąć. Zaraz kiedy wpadł do pokoju, zaciągnął niebieskie zasłony, ale to nie wystarczyło. Teraz siedział przy biurku, przy włączonej lampce nocnej nad powieścią science fiction.
- Mogę wejść? - usłyszał pingwinek od drzwi i odwrócił się gwałtownie. W progu stałą Lena ściskając w skrzydłach poduszkę. Kowalski kiwnął głową.
- Też nie możesz usnąć? - spytał naukowiec, a Lena pokręciła głową przecząco i usiadła na jego łóżku.
- Boję się. - przyznała. Kowalski oderwał się od książki i przysiadł się do niej. Z rozpuszczonymi włosami wyglądała jeszcze bardziej słodko. Pingwinek dotknął jej policzka, ale cofnął skrzydło, kiedy dziewczyna podniosła na niego wzrok.
- Przepraszam. - wykrztusił, czerwieniąc się.
- Nie, nic się nie stało. - odpowiedziała Lena. - Ja... Ja ci się podobam, prawda? - pingwinek zaczerwienił się i odwrócił wzrok. Co miał odpowiedzieć?
- Tak. - przyznał w końcu. - Nie wierzę w miłość od pierwszego wejrzenia, ale dzisiaj przeżyłem coś takiego. - Kowalski westchnął ciężko. Lena położyła mu skrzydło na ramieniu i uśmiechnęła się.
- Ładna jesteś. - powiedział pingwinek.
- dziękuję. - odparła dziewczyna, usiłując stłumić ziewnięcie. - Mogę... Mogę tu spać? - poprosiła.
- Przeniosę się do salonu. - zdecydował Kowalski.
- Nie, ja miałam na myśli, tu, z tobą w pokoju. - sprecyzowała Lena wsuwając się pod kołdrę. W odpowiedzi pingwinek położył się obok niej i wziął dziewczynę za skrzydło.
- Dobranoc. - szepnął. Chwilę potem spali oboje i żadne duchy nie były w stanie ich obudzić.
  • awatar JJ: Awww :3 Co rozdział to słodszy :3 Czekam (nie)cierpliwie na następny. PS. Takie spóźnione pytanie - do jakiego wydawnictwa wysłałaś Niedoszłych?
  • awatar Lisa Angels: Odważna ta Lena, ja bym czegoś takiego nigdy nie dałabym rady owiedzieć... i zazdroszcze kowalskiemu że tak szybko usnął. Wżyciu bym nie usnęła po takim tekście i to jeszcze przy osobie którą lubię. Zbyt dużo emocji itp. To takie słodkie i niewinne :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›