Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 10 maja 2015

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Szef był dzisiaj na boisku, trenował piłkę nożną do zawodów. Wprawdzie one pod koniec czerwca dopiero, ale on się uparł i żadna siła nie zdoła mu nic wybić z głowy. Nie powinien był dzisiaj iść na boisko. Do domu wrócił zakrwawiony, zapłakany i mocno wystraszony. Jacyś kolesie napadli go po skończonej grze, kiedy był sam na placu. Chcieli grać trzech na jednego, nie muszę chyba mówić, że Szef się zgodził. Co on sobie myślał? Z góry było wiadomo, że nie ma szans. Nie dość, że tamte chłopaki wygrały (co było z góry wiadome), to jeszcze skopały, pobiły i zostawiły Szefa na trawie w palącym słońcu. Jeszcze przez jakiś czas nie mógł się podnieść, ale w końcu wstał z trudem i powlókł się do domu. Kasia zorientowała się, że przyszedł, bo usłyszała odgłos zamykanych drzwi. Siedzieliśmy akurat przed telewizorem. "Skipper, to ty?" zapytała, a kiedy nie było odpowiedzi, oboje wyszliśmy do korytarza. Stanąłem w miejscu wystraszony. Szef ledwo trzymał się na nogach, piórka miał zakrwawione, a po policzkach spływały łzy pomieszane z krwią. Przytulił się do Kasi plamiąc jej koszulkę, a ona poprosiła, żeby poszedł z nią do łazienki, bo trzeba się nim zająć. "Nie" zaprotestował cichutko przywódca. "Najpierw daj mi wody." Pobiegłem po szklankę z wodą, którą Szef pochłonął w kilku łykach (jakoś dziwnie to zabrzmiało), a potem Kasia wzięła go do łazienki. Zaplamioną koszulkę wrzuciła do pralki i w samym podkoszulku zajęła się Skipperem. Umyła go dokładnie, nie zwracając uwagi na jego piski i próby wyrwania się, trzeba było przecież zobaczyć skąd krwawi. Prawe skrzydło miał zmasakrowane i to było widać bez mycia, poza tym znalazła spora ranę z tyłu głowy i rozcięty łuk brwiowy. Stąd tyle tej krwi. Skrzydło zabandażowała, a dookoła głowy zrobiła mu opatrunek i położyła do łóżka. Siedziała przy nim dopóki nie zasnął. W nocy Szef obudził się z krzykiem i ze łzami w oczach, ale nie dało się z niego wyciągnąć nic a nic, nie chciał opowiadać, co mu się śniło. Kasia musiała go wziąć do siebie, dopiero wtedy się uspokoił. Nie dziwię mu się. Gdyby to mi przytrafiło się coś takiego, też bym się ta zachowywał i na pewno też bym płakał.
  • awatar Seiti: Och, Skipper... uparciuch jeden.
  • awatar JJ: Skipper jak zawsze uparty. Świetna nocia, czekam na następną *.*
  • awatar boubouiagge: Klasyczny Skipper... Zawsze musi udowodnić że jest lepszy ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›