Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 23 kwietnia 2015

Liczba wpisów: 2

abc.atlant
 
Kate - Writes: Z dnia na dzień czułem się coraz lepiej. nie byłem już tak słaby jak na początku, jak zaraz po powrocie do domu. Codziennie przychodziła do mnie pani Ola. Robiła mi zastrzyki, a ja musiałem to znosić, kazała brać witaminy i mówiła, że ze mną coraz lepiej. Któregoś dnia, kiedy czułem się już naprawdę dobrze do domu przyszli dwaj funkcjonariusze policji, powiedzieli, ze chcą ze mną porozmawiać. Niechętnie, ale mama się zgodziła. co miała robić? Wyprosić ich za drzwi? Zamknęli się ze mną w salonie i wypytywali co się ze mną działo, kiedy dwa razy uciekłem. Uparcie milczałem. Nie chciałem im nic powiedzieć, bo w końcu, co ich to obchodziło? Odpowiadałem tylko półsłówkami, na te pytania, na które mogłem odpowiedzieć. Cała reszta to były tylko i wyłącznie moje wspomnienia. Wspomnienia, które nigdy nie miały ujrzeć światła dziennego. Czego oni chcieli? to nie była historyjka, którą wszyscy opowiadają sobie ze śmiechem przy obiedzie. To był dramat. Mój osobisty, ale zawsze. Szczerze żałowałem, że kiedykolwiek uciekłem. Dopiero ostatnio zrozumiałem, że mama tak naprawdę bardzo mnie kocha, że nie jestem jej wcale obojętny. W końcu, kiedy zaczęli krzyczeć zniecierpliwieni moim milczeniem, po policzkach popłynęły mi łzy. Nie chciałem tego pamiętać, a tych dwóch wyraźnie sobie tego życzyło. Do pokoju od razu przybiegła mam, wzięła mnie na kolana, a im powiedziała, że może na dzisiaj już wystarczy. Jeden z nich, ten starszy odpowiedział, że będą tu siedzieć, dopóki nie dowiedzą się wszystkiego. Wtedy naprawdę się zdenerwowała. Powiedziała im, że dużo przeszedłem, że mam prawo do odpoczynku, a jeżeli nie jestem gotowy na składanie jakichkolwiek zeznań, to trzeba to uszanować. W tym czasie ja telepałem się u niej na kolanach, mocno do niej przytulony. Chciałem, żeby wszyscy zostawili mnie w spokoju, żeby policjanci wreszcie sobie poszli. I poszli sobie, mówiąc, że następnego dnia przyjdą z panią psycholog. Na co mama odpowiedziała, że chyba sobie żartują, bo ja psychologa na pewno nie potrzebuję. Nie potrzebowałem. Tej babie też nie zamierzałem nic powiedzieć. I pomimo protestów i przekonywań następnego dnia zjawili się z panią psycholog Ewą. Usiadła ze mną w salonie, a policjantom kazała pilnować, żeby nikt nam nie przeszkadzał. I wypytała. Tak samo jak oni. Złożyłem skrzydła na piersi i odwróciłem głowę, dalej uparcie milczałem, choć nie wiedziałem jak długo tak pociągnę. Jeśli zamierzają przyjeżdżać tu codziennie to w końcu pęknę. Pani psycholog westchnęła i spytała czy w  obecności mamy powiem cokolwiek. Pokręciłem głową. Nic ci nie powiem. Nie próbuj znowu pytać. Jeszcze raz ciężko westchnęła i wyszła zostawiając mnie w pokoju samego. słyszałem jak dyskutuje o czymś z policjantami w korytarzu. Nie słyszałem dokładnie, ale kiedy przyłożyłem ucho do drzwi usłyszałem krzyk mamy, ze mnie nie odda. O co chodziło? Miałem ochotę tam do nich wyjść. Nie wiem co się ze mną działo. Do oczu znowu napłynęły mi łzy. Chciałem, żeby mnie przytuliła i powiedziała, że będzie dobrze, ale z tego co działo się w korytarzu wywnioskowałem, ze wcale nie będzie dobrze. Potem przenieśli się na dwór. Pobiegłem za nimi. Mama stała na werandzie i płakała, a funkcjonariusze z panią psycholog właśnie wsiadali do radiowozu. Jeden z nich jeszcze powiedział jej, że płacz nic nie da. Wtedy mnie zobaczyli. Pani psycholog wysiadła z auta i powiedziała mi, że że skoro mama nie daje sobie ze mną rady, to będą musieli mnie zabrać do domu dziecka. Jak to sobie nie radzi? Przecież to ja uciekłem, to wszystko była moja wina... Policjant (ten młodszy) chciał mnie złapać, ale przemknąłem mu pod nogami i pognałem przed siebie chodnikiem. Po policzkach leciały mi łzy, nic nie wiedziałem i kiedy przebiegałem przez ulice poczułem uderzenie w plecy i wylądowałem na asfalcie. Potrącił mnie samochód. Wysiadł z niego młody mężczyzna i spytał czy nic mi nie jest. Był bardzo zdenerwowany. Wszystko mnie bolało, ale nic poza tym. Pozbierałem się i znowu pobiegłem przed siebie. Nie chciałem uciekać gdzieś daleko, tylko, żeby policja mnie nie znalazła. Kiedy dobiegłem do pacu zabaw, wpadłem między drzewa i przez las pobiegłem z powrotem do domu. Mama chodziła po ogrodzie wołając mnie rozpaczliwie. Zawołałem ją i przeciskając się przez dziurę w ogrodzeniu rzuciłem się jej na ręce. Nie wiedziałem, że przed domem ciągle stoi radiowóz. Uczepiłem się kurczowo jej nogawki dżinsów, kiedy tylko ich zobaczyłem. Bałem się. Drżałem ze strachu, nie mogłem przestać płakać. Powiedzieli mi, że nie ma innego wyjścia. No chyba, że opowiem im dlaczego uciekłem. Pokręciłem głową, na co oni "Pójdziesz z nami". Znowu pokręciłem głową. Nigdzie z nimi nie pójdę. Tylko co miałem robić? Po raz kolejny znalazłem się w beznadziejnej sytuacji.
Skipper
  • awatar SallyLou: Biedak, trudne ma życie niestety. Ale żeby od razu zabierać do domu dziecka? Będę czekać niecierpliwie jak ta akcja dalej się potoczy :)
  • awatar JJ: Trudne sprawy...! Moim zdaniem Skipper powinien się ogarnąć, potem ogarnąć drużynę, Ricko wyrzyga dynamit/pałki i będą wysadzać/pałować ^^ No w końcu to Pingwiny z Madagaskaru, oni nie poddają się bez walki :D Jak zwykle czekam (nie)cierpliwie na następne ^^
  • awatar Kate - Writes: @SallyLou: Na razie się nie potoczy, bo nie mam pomysłów, ani nastroju na nowy rozdział. Choć biorąc pod uwagę to jak się czuję pomysły powinny mi się cisnąć na bieżąco.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›