Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 19 kwietnia 2015

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Kate - Writes: Chciałem zobaczyć przyjaciół, ale jeśli mój stan miałby przerazić moich najbliższych, wolałem uniknąć spotkania. Któregoś dnia, wieczorem, mama przyszła do mnie z butelką wody mineralnej i świeżymi limonkami, dokładnie wiedziała, czego mi trzeba. Ustawiła moje łóżko pod najbardziej wygodnym kątem, dopilnowała, żebym miał w zasięgu skrzydła przycisk wzywający pielęgniarkę, czujnie sprawdziła poziom płynu w kroplówce. Język miałem wyschnięty na wiór, dlatego woda mineralna z sokiem smakowała jak ambrozja. Kolejnym nieocenionym darem była - to trochę dziwne - owcza skóra. Miękkie runo podłożone pod plecy... Uwielbiałem się do niego przytulać. Dzień później wrócił straszny ból w klatce piersiowej. Zrobiło mi się niedobrze. Wokół mnie stał krąg zatroskanych pielęgniarek. Na ile oceniłbyś poziom bólu w skali od jednego do dziesięciu? Piekielne kłucie w piersi. Omal nie zemdlałem, ale nie chciałem zrobić z siebie idioty. Zdecydowałem się na umiarkowaną szóstkę. Pielęgniarki spojrzały po sobie. Aż tyle? Za bardzo cierpiałem, żeby odpowiedzieć. Ból to sprawa subiektywna, Jeżeli uważałem, że osiągnął szósty stopień, to tak było. Pielęgniarki czasami rozmawiały, jakby nie było mnie w pokoju. Mówiły "on", co dawało sposobność podsłuchania, na ile poważny jest mój stan. Uznały, że nie ma się o co martwić i dały mi zastrzyk. A raczej próbowały dać. Wyrywałem im się z histerycznym krzykiem, dopóki nie przyszła mama. Wzięła mnie za skrzydło, a pielęgniarkę, która chciała mi wbić igłę w tyłek zjechała z góry na dół. Jeśli już ktoś miałby mi robić zastrzyki t tylko Mary, moja ulubiona pielęgniarka. Wreszcie się pojawiła, zrobiła swoje, tak delikatnie, że nic nie poczułem, a potem wygładziła mi pościel i życzyła dobrej nocy. Ta kobieta była aniołem. Następnego dnia, który to już z kolei, mama powiedziała, że wszystko dobrze i za niedługo wrócę do domu. Ucieszyłem się. Tego samego dnia pozbawiono mnie rurek, które pomagały mi oddychać, teraz mogłem to robić samodzielnie i kazano chodzić. Wolałbym jednak leżeć w łóżku. A tak musiałem kuśtykać do ubikacji zgięty wpół. mało tego, teraz musiałem stawić czoło nowemu wyzwaniu - siedzeniu. Przycupnięcie na krześle stojącym przy łóżku wydaje się proste, trudno to nazwać ćwiczeniem fizycznym. I w dodatku dobrze robi, jeśli wierzyć pielęgniarkom. Otwiera płuca i sprawia, ze krew dociera tam, gdzie powinna. od twardego krzesła rozbolała mnie kość ogonowa. spojrzałem tęsknie na łóżko. Okazało się, ze dwadzieścia minut siedzenia przekracza moje możliwości. Po paru chwilach zawołałem pielęgniarkę i poprosiłem, żeby pomogła mi się położyć. Wykonywałem też ćwiczenia skrzydeł, które fizjoterapeuta kazał mi robić dziesięć razy dziennie. ale stanie przy ścianie i przesuwanie po niej skrzydłem graniczyło z cudem. Do tej pory powstrzymywałem się od płaczu. Czy coś się ze mną działo? Mama przyniosła mi nagranie ze szkolnego koncertu, Ewka jej przysłała. Zgodziłem się obejrzeć, ale kiedy solista zaczął "Prywatną Madonnę", poczułem ściskanie w gardle. Ta piosenka przypominała mi o bólu, który towarzyszył mi kiedy uciekłem z domu, kiedy po raz pierwszy trafiłem do szpitala, przez cały ten czas... Po raz pierwszy od dawna wybuchnąłem niepohamowanym szlochem. Nie było to już jednak rozpaczliwe wycie. Łzy płynęły strumieniem przypominającym podziemną rzekę o stałym nurcie. Czas spędzony w szpitalu był jednocześnie gorączkowy i pozbawiony znaczenia. Wiadomość, ze wyjdzie się do domu, mogła oznaczać żałobę, lub szczęście. Perspektywa powrotu i nauczenia się samodzielności, wydawała mi się średnio kusząca. Podczas kolejnych wizyt mama pomagała mi kuśtykać korytarzem. Jeśli czułem się gotowy na szaloną przygodę, jechaliśmy winda na dół. Zapuszczałem się na szpitalny dziedziniec i łapczywie oddychałem świeżym powietrzem. Dni płynęły według ustalonego rytmu - Mary ze śniadaniem, lekarstwa, obchód, mierzenie temperatury i ciśnienia. Zadziwiające, jak człowiek szybko się do tego dostosowuje. Nieustanne kroki na korytarzu skutecznie utrudniały mi sen. Nie było sensu liczyć godzin. Czwarta rano niczym nie różniła się od czwartej po południu - najwyżej brakiem mamy. Ze wszystkich nocnych hałasów najbardziej irytowało mnie jednak niosące się korytarzem chrapanie. Chciało mi się do łazienki. Mary pomogła mi dowlec się do ubikacji. Ciągnąc za sobą kroplówkę, uczepiony fartucha pielęgniarki, szedłem powoli korytarzem. Jeszcze trzy metry, jeszcze dwa, jeszcze metr... Wreszcie dopadłem drzwi łazienki. Mary posadziła mnie na sedesie, potem zamknęła drzwi i powiedziała, żebym w razie problemów zawołał. Zrobiłem swoje, ale gdzie się podziała Mary? nie słyszałem żadnych szelestów ani pokasływania za drzwiami. Pewnie wezwały ją jakieś pielęgniarskie obowiązki. Byłem sam i nagle się przestraszyłem. Fala zawrotów głowy. Wszystko przesłoniła mi mgła. Upadłem na podłogę i ledwie zdążyłem po drodze przycisnąć guzik wzywający pielęgniarkę. Drzwi się otworzyły. Do środka wpadła Maty. Delikatnie wzięła mnie na ręce i posadziła na krawędzi umywalki. Przybiegły też inne pielęgniarki. Słyszałem je. Ona ma anemię. I pewnie się nie wysypia. Znowu ten "on". Dzięki, że mnie powiadomiłyście dziewczyny. Wzięły mnie do pokoju i położyły na łóżku. Przez chwilę trwałem w odrętwieniu. Potem zobaczyłem mamę i poruszyłem się niespokojnie, ale kazała mi leżeć. Powiedziała, ze jutro mnie wypisują. Jak to? Pomimo tego, że właśnie zasłabłem w łazience? Ale o tym już nie myślałem. To były wspaniałe wieści. Tak cudowne,ze kazałem jej powtarzać je trzy razy. Po śniadaniu mama wyciągnęła mnie z łóżka i pomogła pójść po prysznic. Odłączono mi kroplówkę. Mary powiedziała, że w nocy w łazience widziała w moich oczach strach, ale dziś pokonałem pewien etap. Jeden Bóg wiedział o co jej chodziło. Ale wiedziałem, że już jutro będę musiał sobie radzić bez niej. Już jutro.
Skipper
  • awatar Whispers in the dark: Fajne :D
  • awatar SallyLou: Pokręcone te relacje Skipper - Abigail - kowalski, ale jednak strasznie współczuję biednemu Szefowi. Dobrze, że wychodzi już ze szpitala. Zauważyłam, ze ostatnio rozdziały są długie. Cieszy mnie to bardzo, bo kocham czytać o twoich bohaterach :D
  • awatar Agataaleksandra: To jest przepiękne. Tyle uczuć w jednym zdaniu. Tyle emocji na jednej stronie. Talent - to zamalo zeby cie opisac
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›