Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 12 kwietnia 2015

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Po półgodzinie takiego czekania Skipper zaczął gorączkowo kombinować. Czuł, ze nie jest dobrze. Fizjologia dała o sobie znać ze zdwojoną siłą. A w dodatku nie ma jak i gdzie załatwić naglącej potrzeby. Winda dalej nie chciała ruszyć. Nie dałby rady przykucnąć i załatwić tego w rogu windy. Nie pozwalała mu duma, a poza tym było mu tak strasznie wstyd. Pingwinek resztkami woli starał się wytrzymać jeszcze chwilę. Skrzydła zaczynały mu drżeć. Pingwinkiem wstrząsnął pierwszy spazm szlochu, a po policzkach popłynęły mu łzy. Podniosłam się i mocno go przytuliłam.
- Bardzo ci się chce do ubikacji? - spytałam, a w przerwie między napadami płaczu Skipper kiwnął głową.
- Jeszcze troszkę. - starałam się go pocieszyć. Po kolejnym kwadransie pingwinek rozpłakał się na dobre. Naprawdę nie mógł już dłużej wytrzymać. I jeszcze to nieznośne kłucie w podbrzuszu i pęcherz domagający się natychmiastowego opróżnienia.
- Ja już nie wytrzymam! - wyrzucił, łapiąc się kurczowo rękawa mojej bluzy. Nie wiedziałam co na to odpowiedzieć. Widząc minę Skippera czułam, że za chwilę dojdzie do katastrofy. Pingwinek gorączkowo przestępował z nogi na nogę, podskakiwał w miejscu i sam już nie wiedział, co jeszcze mógłby robić. Po policzkach nieustannie płynęły mu łzy, naprawdę był już na skraju wytrzymałości.
- Skipper... - zaczęłam, ale pingwinek nawet nie zwrócił na mnie uwagi nadal wtulony w mój rękaw. Tego było już dla niego za wiele, stało się. Skipper zaczerwienił się gwałtownie, kiedy na podłodze windy pojawiła się kałuża, a ja odwróciłam wzrok tak samo zawstydzona jak pingwinek. Zwierzak nie mógł przestać szlochać.
- Skipper, no już. - powiedziałam łagodnie biorąc go w ramiona. - Nic się nie dzieje, zdarza się. To nie twoja wina, mogliśmy iść schodami. - pingwinek wyjął mi z kieszeni paczkę chusteczek i wytarł sobie oczy, nadal roztrzęsiony. W tym samym momencie winda wreszcie ruszyła, o pięć minut za późno... Na parterze czekał konserwator, który nas uratował.
- Nic wam nie jest? - spytał.
- Nie, nic. - rzuciłam, wściekła na wszystkich konserwatorów i na wszystkie windy świata i pociągnęłam zapłakanego Skippera za skrzydło, do ubikacji. W toalecie posadziłam go na krawędzi umywalki i wytarłam mu oczy, w których znowu zaczęły zbierać się łzy.
- Już nie płacz, hej. Nic się nie stało. - powtórzyłam. - Pójdziemy na hamburgera? - spytałam. - Chodź, należy ci się. Nie płacz już. Gdyby ktoś ściągnął nas wcześniej na dół nic by się nie stało. Nigdy więcej nie wejdę do windy.

- Długo wam zeszło. - powiedziała ciocia Jola, kiedy wreszcie wróciliśmy do domu.
- Tak, mieliśmy niemiła przygodę. - rzuciłam. - zacięliśmy się w windzie. - pominęłam fakt, że stało się to, co się stało. Nie zamierzałam nikomu o tym powiedzieć, a poza tym obiecałam to Skipperowi.
- To miło. - odpowiedziała ciocia w zamyśleniu.
- Czy ty mnie w ogóle słuchasz?
- Tak, oczywiście. Myślałam tylko o waszym poloniście. Jak on się nazywa? Janusz Frankowski?
- Ciociu, czy ty się zakochałaś? W tym wieku?
- A CO? Myślisz pewnie, że jestem na to za stara.
- Nie, skąd. Skipper, łap! - zawołałam, rzucając pingwinkowi opakowanie "Pocky Sticks", które kupiłam mu na pocieszenie po nieszczęściu w windzie. Skipper natychmiast zniknął mi z oczu.
- Zrobimy na obiad nadziewane pomidory. - ciocia zmieniła temat. - A na poniedziałek lasagne. - dodała pomagając mi rozpakowywać zakupy.
- Ciociu, to jest pyszne. - powiedziała Abigail, kiedy kończyliśmy jeść obiad. - Dasz mi przepis?
- Dam ci, oczywiście. - odpowiedziała kobieta zbierając talerze. - Weź sobie mój zeszyt z przepisami i przepisz.
- Dzięki! - zawołała Abigail zrywając się od stołu. Skipper wybiegł z kuchni zaraz po niej.
- Co się dzieje z Szefem? - spytał mnie Szeregowy. Czyli zauważył dziwne zachowanie Skippera. Pingwinkowi dalej było wstyd.
- Pewnie ma zły dzień. - zmyśliłam na poczekaniu, przypominając sobie zdarzenie w windzie. - Nie przejmuj się. - dodałam.
Bardzo szybko zrobiło się późno i pingwiny przyszły powiedzieć mi "Dobranoc". Kowalski leżał już w łóżku, obok Hansa, kiedy za oknem zagrzmiało. Pingwinek poderwał się z łóżka gwałtownie.
- Boisz się? - spytał leżący obok Hans.
- Nie śpisz? - zadziwił się Kowalski.
- Nie. A ty nie odpowiedziałeś na moje pytanie.
- Nie boję się. - odpowiedział pingwinek i skulił się pod kołdrą. Tak naprawdę był przerażony. Nie cierpiał burzy. Błysnęło, a chwilę potem rozległ się kolejny grzmot. Kowalski zadrżał, a po policzkach popłynęły mu łzy. Nie chciał, żeby Hans zobaczył, jak bardzo się boi. Jeszcze mocniej przytulił się do kocyka, ale to nic nie dało. Kiedy znowu zagrzmiało pingwinek rozpłakał się na dobre.
- Nie powiesz mi chyba, że naprawdę się boisz. - rzucił Hans, ale Kowalski nie zwrócił na niego uwagi. Zatkał sobie uszy skrzydłami i nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że krzyczy, gorączkowo wołając mamę.
- Jestem już Kowalski. - powiedziałam wchodząc do pokoju i zabierając po drodze jego kocyk zniosłam go ze sobą na dół. - Nie trzeba płakać. To tylko burza.
  • awatar SallyLou: Ale przyjemnie się czytało:) Świetny rozdział ci wyszedł. Ale zaskoczyło mnie: ciocia Jola i pan Frankowski? Oj teraz będę niecierpliwie czekać co się dalej wydarzy :D
  • awatar Fantástico Ola ✔: magia XD
  • awatar Agataaleksandra: Bardzo fajnie piszesz. Masz mega talent
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›