Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 1 kwietnia 2015

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Dzisiaj po raz ostatni przed świętami wybrałem się z panem Frankowskim do Instytutu. Pomimo porządków i przygotowań do Wielkanocy Kasia się zgodziła, żebym jechał. Szef też patrzył na wszystko łaskawszym okiem. Około ósmej wsiadłem do granatowej Kii nauczyciela i pojechaliśmy. Widać było, że polonista ma świetny humor. Szybko zaczęło mi się nudzić, a poza tym, tak jak zwykle za połową drogi poczułem potrzebę skorzystania z ubikacji. "Proszę pana, ja muszę pójść do toalety." powiedziałem już bez skrępowania, przypominając sobie, co było kiedy pierwszy raz jechaliśmy do Instytutu. "Teraz się nie zatrzymam, jesteśmy na autostradzie." usłyszałem w odpowiedzi. Nigdy wcześniej nie jeździliśmy autostradą. Minęło pół godziny i coraz bardziej czułem, że muszę załatwić potrzebę. Skuliłem się na fotelu i wyjrzałem przez okno. To ciągle była ta sama droga szybkiego ruchu. Westchnąłem. Nauczyciel spojrzał na mnie, ale nic  nie powiedział. Zacząłem nerwowo przebierać nogami. Naprawdę musiałem iść do łazienki. Zapatrzyłem się w szybę wypatrując stacji benzynowej, albo chociażby zjazdu na pobocze. "Proszę pana..." jęknąłem. "Wiem, Kowalski, wiem. Zatrzymam się jak tylko będzie gdzie, obiecuję." Znowu odwróciłem się do okna, nerwowo przestępując z nogi na nogę. Moja potrzeba fizjologiczna zaczynała się robić naprawdę nie do zniesienia. Zacząłem się trząść ze zdenerwowania. Po policzkach popłynęły mi łzy. "Kowalski, nie płacz, spokojnie." usłyszałem pana Frankowskiego, ale to sprawiło, że rozpłakałem się jeszcze bardziej. Wreszcie w oddali zauważyłem zjazd w boczną uliczkę. Nie tylko ja. "Mam się zatrzymać?" spytał nauczyciel patrząc na mnie. "Tak." odpowiedziałem przez łzy, pośpiesznie ocierając oczy. Pan Frankowski zjechał na pobocze i musiał mi pomóc wysiąść z samochodu, bo sam nie byłem w stanie. Zaraz za pierwszym krzakiem przykucnąłem i załatwiłem potrzebę. Dotknąłem zaczerwienianego policzka. Znowu, naprawdę muszę się nauczyć nad tym panować. W Instytucie panowała świąteczna atmosfera. Ze swojego gabinetu wyszedł nawet sam dyrektor. Złożył naukowcom życzenia świąteczne, pogratulował dotychczasowych sukcesów i życzył dalszych, a potem otworzył butelkę wina. Dla mnie był sok jeżynowy. Bawiłem się świetnie i nawet udało mi się ubłagać pana Frankowskiego, żebyśmy zostali dłużej niż zwykle i z powrotem wyjechaliśmy dopiero po kolacji, tak, ze w domu byłem późno w nocy, ale nikt się na mnie nie gniewał.
  • awatar Lisa Angels: ... pldrzymuje opinie, że Kowalski pkwinienen iść do lekarza z tym pencherzem...
  • awatar SallyLou: uff przeczytałam i zastanawiam się, dlaczego ten kowalski zawsze ma tyle kłopotów. Ja bym się załamała :)
  • awatar Kate - Writes: @SallyLou: Tyle kłopotów? Nie zauważyłam... :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›