Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 9 marca 2015

Liczba wpisów: 2

abc.atlant
 
Następnego dnia opuściliśmy Australię i promem przepłynęliśmy do Australii. Tutaj było znacznie cieplej. Naszą przygodę z krainą kangurów zaczęliśmy od Góry Kościuszki. Z samego rana ciocia Jola stanęła na górskim parkingu.
- Przygotujcie się, bo ruszamy za piętnaście minut. - powiedziała mieszając sobie kawę. Skipper niepewnie spojrzał na ścianę góry. Nerwowo przełknął ślinę.
- W porządku? - spytałam zakładając plecak. Pingwinek w zamyśleniu pokiwał głową.
- Idziemy! - zawołała ciocia. - Wszyscy gotowi?! - zwierzaki ochoczo pokiwały głowami i zaczęliśmy wspinaczkę. Pingwiny radziły sobie całkiem nieźle. Abigail zwinnie przeskakiwała z jednej półki skalnej na druga, tuż za nią szedł Kowalski, Szeregowy trzymał się skrzydła przyjaciela, Rico zasuwał dzielnie do góry na samym przodzie za ro Skipper utknął z tyłu ze swoim lękiem wysokości.
- Zaczekajcie na mnie! - zawołał w panice, próbując dosięgnąć do następnej skały. Nagle spod nóg osunęły mu się drobne kamyczki, a pingwinek zsunął się co najmniej metr w dół i całym ciałem przywarł do ściany, bojąc się chociażby ruszyć.
- Skipper, wszystko dobrze? - spytałam, schodząc do niego. - Chodź do mnie. - pozwoliłam pingwinkowi wdrapać się do mnie na plecy. Skipper przywarł do mnie całym ciałem i zamknął oczy.
- Trzymasz się? - spytałam, a kiedy poczułam skrzydełko pingwinka na ramieniu poszłam dalej.
Mijała czwarta godzina wspinaczki i do szczytu był już tylko kawałek. Skipper zaczynał się niespokojnie kręcić. Wreszcie po kolejnych trzydziestu minutach stanęliśmy na szczycie i siedliśmy na drewnianej ławeczce, żeby odpocząć. Pingwiny odetchnęły z ulgą, Skipper zsunął mi się z pleców i usiadł obok mocno się do mnie przytulając. Ciocia Jola wyjęła  plecaka kanapki z tuńczykiem.
- Głodni? - spytała. - Pingwiny zgodnie pokiwały głowami i wzięły się za jedzenie. Skipper w milczeniu skubał kanapkę. Wydawało mu się, że za chwile zwymiotuje.
- My pójdziemy do toalety. - powiedziała Abigail i razem z chłopakami pobiegli do "toy-toya" stojącego niedaleko.
- Skipper, ty nie musisz do ubikacji? - spytałam, mając na uwadze to, że pingwinek już od dobrych kilku chwil niespokojnie kręcił się na ławce.
- Muszę, ale sam nie pójdę. - odpowiedział pingwinek zerkając na mnie nerwowo.
- To chodź. - powiedziałam biorąc go za skrzydło. skipper zeskoczył z ławki i mocno uczepiony mojej nogawki poszedł za mną do toalety.
- Do kabiny z tobą nie wejdę. - zastrzegłam, kiedy pingwinek stanął pod drzwiami. - Nie bój się, poczekam. - obiecałam mu.
Schodzenie na dół zajęło nam o wiele mniej czasu i już po dwóch godzinach stanęliśmy na ziemi. Skipper odetchnął z ulgą, kiedy tylko stanął na pewnym gruncie i od razu odzyskał swoją zwykłą pewność siebie. Jego żołądek tez powoli się uspokajał.
- Może macie ochotę coś zjeść? - spytała ciocia jola po powrocie do kampera. - widziałam budkę z fast foodami. Jakieś życzenia?
- Mi hamburgera. - powiedziałam padając na łóżko.
- Mi też. - przyłączył się Skipper.
- Dla mnie tortilla! - zawołał Kowalski podnosząc skrzydło.
- I duży kubełek frytek. - dodała Abigail.
- Ja chce zapiekankę. - powiedział Szeregowy.
- Hot dog! - krzyknął Rico. ciocia zapisała zamówienie na kartce i wyszła, a kiedy piętnaście minut później wróciła wszyscy zgodnie rzuciliśmy się na jedzenie.
- Jakieś plany na wieczór? - spytałam, a pingwiny spojrzały na ciocię błagalnie.
- Nie. - odpowiedziała kobieta. - Za to jutro atakujemy Góry Błękitne. Odpocznijcie i wyśpijcie się, czeka nas długa droga.
 

abc.atlant
 
Wczoraj byłem w Instytucie. Pan Frankowski kupił samochód i pojechaliśmy jego nową Kią (nie wiem jak to się pisze) po drodze zabierając ze sobą pana Bieleckiego. Siedziałem z tyłu, ale nie narzekałem, miałem książkę. Mijała trzecia godzina jazdy i zaczynałem potrzebować toalety. Wstyd mi było prosić o postój przy panu Bieleckim, więc siedziałem cicho. Czułem, że coraz bardziej chce mi się do ubikacji. Skuliłem się na fotelu, kręciłem się niespokojnie, nerwowo przełykałem ślinę za każdym razem kiedy mijaliśmy stację benzynową. Mijała czwarta godzina i zaczynałem zdawać sobie sprawę z tego, że nie wytrzymam do samego Instytutu. Do oczu momentalnie napłynęły mi łzy, serce waliło jak oszalałe, mało tego, zaczynałem się czerwienić. Nie chciałem, żeby doszło do katastrofy, a moja potrzeba fizjologiczna zaczynała się robić naprawdę nie do zniesienia. Siedziałem na fotelu skulony, jednocześnie nerwowo przebierając nogami. Cały się trząsłem, po policzkach spływały mi łzy. Miałem cichą nadzieję, że za chwilę zrobimy postój i będę mógł skorzystać z ubikacji, ale nic takiego nie nastąpiło. Nie mogłem już wytrzymać, rozpłakałem się na dobre. "Kowalski, co się dzieje?" spytał pan Frankowski zerkając w lusterko. "Zatrzyma się pan?" poprosiłem przez łzy. "stacja benzynowa będzie za czterdzieści kilometrów." usłyszałem. "Na poboczu." złożyłem skrzydełka w błagalnym geście. "Ja nie wytrzymam." dodałem rozpaczliwie. Nauczyciel doskonale rozumiał powagę sytuacji, bo kilka sekund później skręcił w las. Jeszcze dobrze się nie zatrzymaliśmy, kiedy jak torpeda wyleciałem na zewnątrz i zaraz za samochodem przykucnąłem. Załatwiłem nagląca potrzebę, otarłem oczy skrzydłem, jeszcze chwilę pooddychałem głęboko i wróciłem do auta. "Kowalski, dobrze wiesz, że o takich rzeczach trzeba mówić wcześniej." powiedział łagodnie polonista. Kiwnąłem głową ze wstydem. "Wiem." odpowiedziałem. Takie upokorzenie. I to jeszcze przy moim ulubionym naukowcu. Najbardziej żenujący moment mojego życia... Pan Bielecki nie odezwał się ani słowem. Chyba rozumiał jak niekomfortowo się teraz czuję. Humoru nie odzyskałem nawet w Instytucie i do końca mojej wizyty tam chodziłem markotny. Nawet pani Sznuk nie potrafiła mnie rozweselić, a zwykle jej się to udawało.
  • awatar zaczarowana1997: świetnie napisane!
  • awatar Setton: Super! Uwielbiam czytać pamiętnik Kowalskiego! :D
  • awatar Lisa Angels: Ja ignoruję? Po prostu zbieram papkę mojego mózgu po rozdziale Seiti. Denaturacja białek jest nieodwracalna.... Dobra nadrobiłam rozdziały i widzę, że dodałaś TEN rozdział, a TO oznacza, że muszę napisać TO co miałam napisać XD Kowalski marsz mi do psychologa nabierać pewności siebie, bo kiedyś nie wytrzymasz!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›