Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 8 marca 2015

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Dziewięć dni rejsu minęło, według pingwinów zdecydowanie za szybko i zgodnie stwierdziły, że pomimo choroby morskiej(która przez ostatnie dwa dni męczyła Skippera) chciałyby jeszcze zostać na statku.
- Ciocia Jola! - zawołał Szeregowy pokazując na kobietę machająca do nas.
- Cześć. - powiedziała ciocia, biorąc na ręce najmłodszego pingwinka. - Kowalski, w samochodzie czeka prezent urodzinowy. - naukowiec uśmiechnął się. na parkingu, niedaleko Tasmańskiego portu czekał na nas kamper wycieczkowy z kuchenką, lodówką, prysznicem i WC, wynajęty przez ciocię jolę.
- Wszystkiego najlepszego Kowalski. - powiedziała ciocia, zdejmując z górnego poziomu łóżka piętrowego ładnie opakowaną paczkę. Kowalski usiadł na materacu i z uśmiechem zdarł z paczki kolorowy papier. W środku była trylogia "Czarnego Maga" - saga, na którą pingwinek polował od dawna i paczka jego ulubionych cukierków.
- Ciociu, jesteś najukochańsza na świecie! - zawołał Kowalski rzucając się cioci Joli na ręce.
- Jakie to słodkie. - rozczulił się Szeregowy.
- Taa, jasne... - skomentował Rico, Abigail westchnęła, a Skipper uśmiechnął się widząc podwładnego tak szczęśliwego.
- Nie trzeba było. - powiedziałam.
- Co ty mówisz, lubię rozpieszczać moje pingwiny. - odparła ciocia stawiając Kowalskiego na podłodze.
- To co, jedziemy? - Skipper nie mógł się doczekać wycieczki.
- Jasne! - ciocia Jola roześmiała się. załadowaliśmy do kampera ostatnie niezbędne rzeczy. Ciocia Jola sprawdziła zapasy wody (wolała się dwa razy upewnić, że są wystarczające) i upchnęła nasze walizki w bagażniku. Kiedy wszystko już było zapięte na ostatni guzik, ciocia zasiadła za kierownicą, odtrąbiła trzy razy i z wesołą miną ruszyła.
- Kowalski, ja was muszę przeprosić. - odezwał się skipper, kiedy pingwiny leżały już wieczorem w łóżkach.
- Za co Szefie? - spytał naukowiec.
- Byłem o was zazdrosny. - przyznał niechętnie przywódca. Kowalski spojrzał na przyjaciela.
- Nie chciałem, żebyście mieli Kasię tylko dla siebie. No i... ja nigdy nie dostałem od niej takiego prezentu.
- Szefie... - odezwał się Kowalski.
- Cie przerywajcie mi Kowalski. Chciałem chociaż raz poczuć się jak wy, jak ten najbardziej rozpieszczany... - Skipper westchnął. - Ten kochany. Dlatego właśnie ostatnio uprzykrzałem wszystkim życie. Ale już nie chcę tak dłużej żyć.
- Przecież Szef też jest kochany. - powiedział naukowiec.
- Ale nie tak jak wy. - Skipper zapatrzył się w sufit. Kowalski spojrzał na przywódcę, a potem mocno się do niego przytulił.
- A teraz zapomnijcie, że w ogóle o tym rozmawialiśmy. - polecił Skipper odwracając się do przyjaciela plecami.

Kowalski z radością chłonął tasmańskie krajobrazy. Wszystko było inne, nić widywał do tej pory. zarówno rośliny, jak i zwierzęta, których nie można spotkać nigdzie indziej na świecie. Pod koniec drugiego dnia wycieczki ciocia Jola zatrzymała kamper obok małej rzeczki. Pogoda akurat dopisywała i zapowiadało się ciepłe, miłe popołudnie. Kowalski usiadł na trawie, pod wiecznie zielonymi drzewami, na skraju lasu z książką od cioci, podczas gdy Szeregowy, Rico i Abigail ganiali się gdzieś obok, ja siedziałam ze Skipperem przy kamperze, a ciocia jola przygotowywała obiad. Pingwinek odłożył książkę na trawę i wstał, wsłuchując się w cisze panująca dookoła. Tylko mu się zdawało, czy rzeczywiście usłyszał muzykę? Nie, to nie była jego wyobraźnia, znowu to usłyszał. Zaintrygowany wszedł głębiej między drzewa, musiał sprawdzić co to.
- Kowalski, obiad! - usłyszał w oddali. Nie zdawał sobie sprawy, że wszedł tak głęboko w tropiki. Obejrzał się za siebie.
- Idę! - odkrzyknął.
  • awatar gość: Fajne :D Jak ja lubię twoje opowiadanie... Czekam na następne ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›