Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 6 marca 2015

Liczba wpisów: 2

abc.atlant
 
- Jesteście spakowani? - spytałam zaglądajac do pokoju. Pingwiny właśnie kończyły układać w torbie swoje rzeczy.
- No, już prawie. - odpowiedział Skipper.
- To streszczajcie się, bo o dwunastej mamy pociąg do Gdańska. I musimy zdążyć na ten, bo o siedemnastej odpływa nasz statek. Kowalski, chodź na słówko. - poprosiłam i zamknęłam za nami drzwi od kuchni.
- Cieszysz się? - spytałam.
- Jasne, że się cieszę! - zawołał pingwinek. - Taki prezent chciałby dostać każdy! Dziękuję! - Kowalski mocno się do mnie przytulił.
- Dobrze, puść mnie już. - poprosiłamn. - Rano kupiłam wam w piekarni babeczki. Weź do pokoju. - Kowalski wziął torebkę z ciastkami i wrócił do pokoju.
- Panowie, przerwa! - zawiołał Skipper. - Panowie... i Abigail. - zreflektował się widząc spojrzenie swojej dziewczyny. Zwierzaki z apetytem zabrały się za deser, a potem wróciły do pakowania. Właściwie wystarczyło tylko zwinąć śpiwory i koce, ale zmieszczenie tego wszystkiego do torby nie było już takie proste. Kowalski usiadł na bagażu, żeby dopiąć zamek i zerknął na uchylone drzwi. W korytarzy stał jego Szef czule obejmując Abigail i gładząc ją po kruczoczarnych włosach. Naukowiec z zażenowaniem odwrócił wzrok, kiedy Skipper pocałował dziewczynę. Pingwinek całował długo i namiętnie.
- Skipper. - odezwała się chwilę potem Abigail. - Nie zepsujmy radości Kowalskiemu. - Skipper kiwnął głową patrząc jej prosto w oczy.
- Idziecie czy nie?! - zawołałam zakładajac kurtkę. - Chodźcie, bo na dworzec mamy kawałek. - Skipper posłusznie owinął się szalikiem, Abigail założyła nauszniki, a z pokoju wybiegł rozemocjonowany Kowalski. Rico już stał przy drzwiach.
- Jesteście w komplecie? - spytałąm i szybko przeliczyłam zwierzaki. - To idziemy.

Podróż pociągiem minęła w miłej atmosferze, chociaż Kowalski był tak podekscytowany, że nie mógł usiedzieć na miejscu. Kiedy wreszcie wysiedliśmy z pociągu pingwinek zaczął skakać dookoła.
- Chodźcie, bo statek odpłynie bez nas. - powiedział.
- Kowalskim uspokój sie, mamy jeszcze czas, a Szregowy musi pójść do ubikacji. - odpowiedziałam Kowalskiemu zrzedła mina.
- Tylko szybko. - poprosił. Nieługo potem szlismy ulicami Gdańska kierując się do portu, gdzie już czekał na nas statek. Kowalski uśmiechnął sie na ten widok i mocniej ścisnął mnie za rękę.
- Dzień dobry. - powiedziałam podchodząc do panów z załogi. - Ja u państwa zamawiałam rejs do Australii.
- Panienka z pingwinami. Proszę, tu są karty pokładowe upoważniające do wszystkich atrakcji. Kajuta już czeka, zaraz ktoś się wami zajmie. - powiedział podając mi sześć lśniących kart.
- Diękuję. - odpowiedziałam i razem z pingwinami weszliśmy na pokład. Kowalski rozejrzał się dookoła z zachwytem.
- Zobaczcie, tu jest basen. - powiedział.
- I kawiarenka. - dodałą Abigail.
- Tak, a co wieczór są robione dyskoteki. Oprócz tego trzy, czy cztery restauracje, baseny z piłeczkami, wieczoty salsy, kasyno. - odpowiedziałam.
- Dzień dobry! - odwróciłam się. Kawałek ode mnie stał mężczyzna. - Miałem panience pokazać kajutę. Zapraszam więc. - powiedział. Pokój był śliczny: dwa łóżka, zawieszony w kącie hamak, niski stolik pomiędzy łóżkami.
- Dziękujemy. - odpowiedziałam. - Dalej sobie poradzimy. - mężczyzna zostawił nas samych.
Wieczorem, kiedy po kolacji kładliśmy się spać Kowalski uśmiechnął się.  Ponad trzy godziny temu wypłynęliśmy z portu. Czekało nas dziewięć dni rejsu.
  • awatar Seiti: Tak sobie myślę, ale czy Skipper nie ohajtał się z tą laleczką? Jak to jest umiejscowione w czasie?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

abc.atlant
 
Kowalski obudził się rano i pierwsze co poczuł, to zapach ciepłych naleśników z serkiem waniliowym i czekoladą. Takich jeszcze nigdy nie jadł. Powoli otworzył oczy.
- Wszystkiego najlepszego Kowalski. - powiedziałam.
- Moje urodziny były tydzień temu. - zauważył pingwinek siadając na łóżku.
- No to co? - spytała Abigail. - Sto lat. - powiedziała dając pingwinkowi bukiet bladoróżowych róż i mocno go przytuliła. Kowalski niepewnie spojrzał na swojego Szefa, a kiedy tamten przyzwalająco skinął głową, odwzajemnił uścisk dziewczyny.
- To od drużyny. - powiedział Skipper podając mu pudełko w srebrnym, błyszczącym papierze
- Szefie, ale pan sam chciał ją mieć. - odezwał się Kowalski wyjmując z pudełka nowiutką piłkę.
- Przecierpię. - odpowiedział mu Skipper.
- Zjadaj, bo wystygnie. - dodałam podsuwając mu talerz naleśników. - Później czeka cię jeszcze jedna niespodzianka. - pingwinek uśmiechnął się i sięgnął po widelec. Naleśniki naprawdę mu smakowały. Ciasto było takie miękkie, a serek rozpływał mu się w dziobie. Po śniadaniu poprowadziłam pingwinka na główny pokład, do kawiarni. Kelnerka uśmiechnęła się do mnie i poszła po wcześniej już złożone zamówienie. Po chwili przed pingwinkiem stał talerzy z babeczką z kremem,  w którą wetknięta była zapalona świeczka.
- Sto lat, sto lat... - zaczęła śpiewać Abigail, potem dołączyliśmy do niej, a w końcu wszyscy, którzy siedzieli na tarasie kawiarni śpiewali z nami. Kowalski rozejrzał się dookoła z uśmiechem i zdmuchnął świeczkę. Ludzie zaczęli bić brawo.
- Jeszcze raz wszystkiego najlepszego. - powiedziałam, mocno go przytulając.
- Dziękuję. - odpowiedział pingwinek pociągając nosem i wytarł łzy radości.
- Proszę pani. - zwróciłam się do kelnerki. - Sześć pucharków z lodami prosimy.

Całe popołudnie spędziliśmy na pokładzie przy basenie. Pingwiny taplały się w ciepłej wodzie i korzystając z pięknej pogody ganiały się po pokładzie ze śmiechem.
- Zmęczony? - spytałam, kiedy Kowalski podbiegł do mnie. Dałam mu szklankę z lemoniadą.
- Dzięki. - powiedział, kiedy wreszcie złapał oddech. - Zrobisz mi miejsce na leżaku? - spytał.
- Nie, przyniosę ci drugi. - odpowiedziałam i chwilę potem pingwinek siedział obok mnie z książką, która dostał od pana Frankowskiego na urodziny.
- Co czytasz? - zagadnęłam.
- "Władcę Piasków". - odpowiedział mi Kowalski,  nawet nie odrywając wzroku od tekstu.
- Kowalski, chodź do nas! - zawołał Szeregowy. - Delfiny! - naukowiec poderwał się z leżaka i już chwilę potem wychylał się przez barierkę.
- Doris! - zawołał, rozpoznając wśród delfinów swoją byłą dziewczynę. - Doris!!! Doris, słyszysz mnie?! - niestety, delfinica albo nie słyszała, albo nie chciała słyszeć.
- Przestańcie sobie zdzierać gardło, nie warto. - skomentował Skipper. Kowalski wychylił się jeszcze bardziej, zachwiał się niebezpiecznie i chwilę potem wylądował w zimnym oceanie. Pingwinek wpadł w panikę. Statek powoli się oddalał.
- Człowiek za burtą! - słyszał wołanie ze statku, a chwilę potem spuszczono mu sznurową drabinkę. Kowalski rzucił się w tamtą stronę, gorączkowo rozgarniając wodę skrzydełkami, ale drabinka zamiast się przybliżać, coraz bardziej się oddalała. W końcu złapał za jeden ze szczebli i pomknął na górę. Przeskoczył przez poręcz, rzucił mi się na ręce i mocno przytulił, mocząc mi słoną wodą całą koszulkę. Wzięłam od miłej pani puchaty ręcznik i otuliłam nim dygoczącego ze strachu pingwinka.
- Kowalski, nic wam nie jest? - zapytał Skipper podbiegając do nas. - Kowalski? - naukowiec spojrzał na przywódcę i przytulił się do niego. Skipper odwzajemnił uścisk.
- Nie róbcie tego nigdy więcej. - powiedział mu.
  • awatar Cooksi: Fajne opowiadanie *.*
  • awatar zaczarowana1997: ale fajne :D
  • awatar Seiti: "(...) a w końcu wszyscy, którzy siedzieli na tarasie kawiarni śpiewali z nami."- to mi się skojarzyło z pewnym skeczem :D Poprawiłaś mi humor.XD
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›