Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 4 marca 2015

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Kate - Writes: Obudziłem się rano tam gdzie straciłem świadomość, na przystanku pod wiatą. Trzęsąc się z zimna zwlokłem się z ławki i sztywno poszedłem przed siebie. Nie czułem ani skrzydeł, ani nóg, właściwie to nic nie czułem, żadnej części swojego ciała. Wszystkie ruchy wykonywałem mechanicznie, z pamięci. Kilka razy się przewróciłem zanim doszedłem do tej kawiarni gdzie powszedniego dnia jadłem naleśniki. Dzwonek przy drzwiach zadźwięczał, kiedy wszedłem do środka, a kiedy tylko kasjerka i kelnerki mnie zobaczyły od razu poderwały się od lady. Nie wiem w jakim stanie byłem, wiedziałem tylko, że się przejęły. Jedna z kelnerek wzięła mnie na ręce, zaniosła do toalety na zapleczu, a potem dokładnie natarła mnie ręcznikiem zmoczonym w gorącej wodzie. Powoli zacząłem odzyskiwać czucie w skrzydłach, a wkrótce cały zacząłem się rozgrzewać i już tak strasznie się nie telepałem. Pani od kasy znalazła gdzieś gruby koc, otuliły mnie nim i posadziły na krześle przy gorącym kaloryferze z kubkiem czekolady, a później dały mi też naleśniki, tak jak wczoraj. Zapytały czy uciekłem z domu, ale na to prytanie im nie odpowiedziałem. Zaczynałem sobie zdawać sprawę z tego w jakiej beznadziejnej sytuacji się znajduję. Tym razem cudem uniknąłem śmierci z wyziębienia, ale zdawałem sobie sprawę z tego, że więcej mogę nie mieć tyle szczęścia. Teraz było mi już całkiem ciepło, koc grzał, skrzydłami obejmowałem kubek z gorącą czekoladą, przede mną stały parujące naleśniki, ale wiedziałem, że nie mogę tu zostać zbyt długo. Zaczynało ciągnąć mnie z powrotem do domu. Tam by nie pozwolili, żeby coś mi się stało, ale znowu poczułem to samo co czułem w chwili, kiedy stałem w drzwiach sali szpitalnej gdzie leżał Kowalski. Podziękowałem za śniadanie, obiecałem paniom, ze będę na siebie uważać i wyszedłem z kawiarni. Nie bardzo wiedziałem co ze sobą zrobić, więc poszedłem tam gdzie wczoraj grałem na harmonijce. Było dopiero południe, ale przecież będę musiał coś zjeść na obiad. Stanąłem tam gdzie przewijali się ludzie i zagrałem skoczną melodię, która wpadła mi w ucho w kawiarni. Przez około trzy godziny uzbierałem niezłą sumkę i uznałem, że na dzisiaj dosyć, stać mnie było na porządny obiad i jeszcze zostanie trochę drobnych na kolację. Zrezygnowałem jednak z wejścia do restauracji gdzie na pewno zaczęliby mnie wypytywać skąd się urwałem i w budce z fast foodami blisko parku kupiłem zapiekankę, a potem usiadłem na ławce, żeby zjeść i odpocząć. Dzisiaj dało się wytrzymać na tej ławce, było odrobinę cieplej, a poza tym i tak nie miałem nic do roboty. Gdybym tak miał chociaż jakąś gazetę, którą mógłbym przejrzeć, czymś się zająć. Gazety nie miałem, miałem za to harmonijkę. Nie miałem tez nic do stracenia i szczerze mówiąc nie obchodziło mnie co pomyślą sobie ludzie przechodzący przez park, kiedy zobaczą grającego na harmonijce pingwina. Grałem co tylko podsuwał mi umysł. W końcu nie mogłem powstrzymać łez, które już płynęły po policzkach. Z tego wszystkiego zupełnie straciłem rachubę czasu i dopiero mój żołądek przypomniał mi, że wypadałoby skombinować jakąś kolację. Budka z zapiekankami była już zamknięta podobnie jak większość kawiarni w tym przybytku, ale uliczny sprzedawca jeszcze stał na swoim miejscu. Kupiłem u niego hamburgera i dużą porcję frytek. Zaczęło robić się ciemno i było zdecydowanie zimniej niż za dnia. Nie mogłem siedzieć bez ruchu, bo strasznie marzłem, więc wstałem i poszedłem przed siebie chodnikiem przez zupełnie wyludnione o tej porze ulice. Pamiętam, że telepałem się z zimna, nogi odmawiały mi posłuszeństwa, ale szedłem dalej nie zwracając na nic uwagi i mając nadzieję, że gdzieś znajdę miejsce, w którym będzie mi ciepło. Nadzieje okazały się złudne. Byłem tak wyczerpany chodzeniem po ulicach, było mi tak zimno, że nawet nie wiedziałem kiedy potknąłem się o jakąś wystająca kostkę z chodnika. Nie miałem siły się podnieść. Zwinąłem się tylko w kulkę. Czułem, ze dłużej tego nie zniosę, niemal widziałem jak otwierały się przede mną bramy nieba. Nie czułem nic a nic, powoli przestawałem się trząść, nie mogłem nawet kiwnąć skrzydłem, oddychanie też sprawiało mi trudność. Zaczynałem powoli tracić świadomość. Zanim osunąłem się w ciemność zdążyłem wyszeptać tylko jedno słowo. Ratunku...
Skipper