Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 28 marca 2015

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Kate - Writes: Minął kolejny dzień od zniknięcia Szefa, a my dalej nie wiemy co z nim się dzieje. Policja o niczym nas nie informuje i mama  była na już dwa razy na komendzie, ale nic nie chcieli jej powiedzieć. Takich to my mamy funkcjonariuszy. Wczoraj wieczorem zostałem wysłany do sklepu po mleko, cukier, mąkę i jeszcze kilka niezbędnych (sarkazm) produktów, bo ktoś się opamiętał, że nie ma z czego zrobić naleśników. Jakby nie mógł pójść ktoś inny. No tak, ale kto? Szeregowy wszystko by jak zwykle pomieszał, Rico to Rico, sprzedawczyni by go nie zrozumiała, Abigail ciągle dochodziła do siebie po wypadku, do którego na szczęście nie doszło, a mama była zajęta. Z obrażoną miną wyszedłem z domu po drodze łapiąc czapkę (kazali mi wziąć, zupełnie nie wiem po co) i poszedłem do sklepu. Kawałek było, więc po drodze usiłowałem myśleć gdzie może być teraz Szef, ale nic nie przychodziło mi do głowy. Zrobiłem zakupy, zapłaciłem i wyszedłem na parking przed sklepem. Było już całkiem ciemno, a ja byłem zajęty sprawdzaniem czy o niczym nie zapomniałem i nie zauważyłem, że od tłu zaszedł mnie wysoki, potężnie zbudowany mężczyzna. Bez ostrzeżenia podniósł mnie do góry, mocno ściskając za skrzydła. Torba z zakupami wypadła mi na chodnik, butelka mleka potoczyła się po parkingu, torebka z cukrem rozdarła. Odwróciłem się i z przerażeniem popatrzyłem napastnikowi prosto w oczy. Mężczyzna przyjeżdżał mi się dokładnie ciemnymi jak węgiel oczyma i stwierdził, ze zabiera mnie do schroniska, że takie ptaszki jak ja powinny siedzieć w klatce. Zacząłem krzyczeć, nie mogłem nic zrobić, strasznie się bałem, a w końcu udało mi się wyrwać. Popędziłem przed siebie już nawet nie zawracając sobie głowy zakupami leżącymi na parkingu. Po policzkach płynęły mi łzy, raz po raz wstrząsała mną fala szlochu. Byle dalej, byle do domu. Wreszcie dopadłem furtki, potem drzwi. Miałem niemały problem, żeby je otworzyć, bo byłem naprawdę roztrzęsiony, a przez łzy widziałem niewiele. Wreszcie wpadłem do korytarza, zatrzasnąłem za sobą drzwi, a potem uwiesiłem się na klamce i przekręciłem klucz w zamku. Bezwładnie osunąłem się na podłogę pod drzwiami. W takim stanie znalazła mnie Abigail. Widząc ją poderwałem się natychmiast i z całej siły ją przytuliłem. Nie odezwała się, prawdę mówiąc nie wiem czy mogła oddychać z dziobem wciśniętym w moje piórka. Potem straciłem przytomność. Kiedy się ocknąłem leżałem na podłodze w korytarzu. Mama już o wszystkim wiedziała, od Abigail, ale o te napaści przed sklepem wiedzieć nie mogła. nie zadawała pytań, a ja nie zamierzałem się zwierzać. Zostawiły nie na podłodze, tam gdzie leżałem, bo nie byłem w stanie się podnieść, a one nie chciały mnie ruszać. Bolał mnie brzuch, pewnie z nerwów, ale nie wymiotowałem. Skończyło się tylko na silnych skurczach. Abigail przyniosła mi kocyk mi poduszkę i siedziała przy mnie do dziesiątej rano następnego dnia. Wtedy trochę doszedłem do siebie i o własnych siłach przeniosłem się na swoje łóżko. Jęczałem tylko,  że boli mnie głowa, ale szybko usnąłem i spałem długo, niespokojnym snem. Cały dzień Abigail kręciła się po domu, zaglądając co chwila do mojego pokoju. Zastanawiała się, czy nie wezwać pogotowia, ale za bardzo się bała. Robiła więc, co mogła, żeby mi jakoś pomóc dojść do siebie i w końcu jej się to udało. W nocy wróciła mi świadomość i cholerny ból głowy. Nie mogłem ruszyć karkiem, chciało mi się pić. Było mi strasznie niedobrze, a jednocześnie wiedziałem, że jestem okropnie głodny. To było straszne! Usiadłem na łóżku i świat zawirował mi przed oczami, ale zmobilizowałem się żeby utrzymać ciało w tej pozycji i kilka minut później poszedłem do łazienki. Wyglądałem koszmarnie. Wydawało mi się, że tak jak ja wyglądają umarli, ale nigdy nie widziałem żadnego nieboszczyka, więc nie wiem  tego na pewno. Obejrzałem dokładnie całe ciało i znalazłem pod piórkami kilka całkiem dużych siniaków. Oprzytomniałem zupełnie, ale było to przebudzenie z koszmaru w horror. Leżąc na łóżku, które pomimo upływu czasu co jakiś czas zamieniało się w rozkołysaną łajbę, usiłowałem sobie przypomnieć wszystko, co wydarzyło się poprzedniego dnia. To, co się działo ze mną od momentu wyjścia  z domu aż do chwili, kiedy znalazłem się w supermarkecie, było zupełnie jasne i oczywiste. Dobrze pamiętam też zrobione zakupy i napaść na parkingu. Pamiętam jeszcze jak nieludzko wystraszony gnałem do domu, ale co działo się dalej, nie potrafiłem sobie poskładać w logiczną całość. Uświadomiłem sobie, że może mi się dostać za te zakupy zostawione pod sklepem, ale skoro do tej pory nikt nie miał do mnie o to żalu, to uznałem, że nikt tego żalu mieć nie będzie. Liczyło się tylko to, że jestem cały i że w ogóle dałem radę wrócić.
Kowalski
  • awatar Lisa Angels: Kurcze Kowalski ma talent do kłopotów. Ale dziwi mnie reakcje domowników, czemu nikt nie pytał co się stało? Czemu nikt nic nie zrobił? Cisza czasem całkowicie wyniszcza ludzi...
  • awatar SallyLou: Biedactwo, faktycznie zawsze Kowalski musi wpakować się w jakieś kłopoty
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›