Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 2 marca 2015

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Kate - Writes: Już od jakiegoś czasu podejrzewałem, że z Kowalskim dzieje się coś niedobrego, ale nie sądziłem, że stać go na zrobienie aż takiej głupoty. Jest przecież inteligentny ponad przyjęte normy. Dlatego, kiedy znalazłem go dzisiaj w jego pokoju, nieprzytomnego, zakrwawionego, coś we mnie pękło. Nie wierzyłem w to, że Kowalski chciał się zabić. Oddychał, ale płytko, tętno też było wyczuwalne, ale tak słabe, że bałem się, że już nie da się go uratować. Z płaczem poleciałem po mamę, potem przyjechało pogotowie, zabrali Kowalskiego do szpitala na obserwację, powiedzieli, że jego stan jest krytyczny i nic nie obiecują, że dobrze będzie jeżeli w ogóle przeżyje noc. Chciałem z kimś porozmawiać o tym co się stało, do kogoś się przytulić, ale nikt nie miał dla mnie czasu. Wszyscy byli zajęci czymś innym. W końcu oberwało mi się za plątanie się pod nogami. Stanąłem tak jak stałem i rozpłakałem się. To było dla mnie zdecydowanie za dużo, po prostu puściły mi nerwy. Miałem stracić najlepszego przyjaciela? Nie zgadzałem się na to! W końcu ktoś się mną zainteresował, mama wzięła mnie na ręce, przytuliła, powiedziała, że ona rozumie jaki to musiał być szok, ale, że wszystko na pewno będzie dobrze. Nie wierzyłem w to, nic nie będzie dobrze! W końcu całą czeredą poszliśmy do szpitala (bez młodego i Rico, ich zostawiliśmy u Ewki), do Kowalskiego. A potem czekaliśmy, czekaliśmy, czekaliśmy... Na cokolwiek, na choćby jedno słowo o stanie Kowalskiego, na lekarza, na pielęgniarkę. Wreszcie z sali wyszedł lekarz. Powiedział, że to najprawdopodobniej nie była próba samobójstwa (też tak myślałem), że Kowalski musiał uderzyć się o coś ostrego, na przykład o kant biurka, a potem stracił przytomność i już nie miał siły wołać. Wpuścili nas do niego. Był przytomny, ale po lekach ledwo miał siłę się ruszyć. Uśmiechnął się tylko słabo. Na głowie miał bandaż, w skrzydło wbitą igłę kroplówki. Mama siadła obok niego i wzięła go za to drugie skrzydło. Abigail stanęła na stołeczku, w oczach miała łzy i strach. O mnie na pewno by się tak nie martwiła! Stanąłem w drzwiach, po policzkach ciekły mi łzy rozpaczy. Radość z tego, że Kowalski żyje zmieniła się we wściekłość. Dlatego uciekłem. Wyleciałem ze szpitala jak torpeda i popędziłem chodnikiem przed siebie. Gdziekolwiek, byle dalej. Przez łzy praktycznie nic nie widziałem, tylko pędziłem przed siebie na oślep i w końcu władowałem się w latarnię. Potarłem bolący dziób i dalej poszedłem już powoli, uważając na latarnie i słupy. Nie wiedziałem gdzie jestem, w tej części Warszawy jeszcze nigdy nie byłem. Ale nie bałem się. Wiedziałem, że jeśli będę chciał to wrócę. A nie chciałem. Doszedłem do jakiegoś parku, wdrapałem się na pierwsze lepsze drzewo i w rozwidleniu gałęzi zwinąłem się w ciasną kulkę. Było mi zimno, chciało mi się jeść, ale do domu nie zamierzałem wracać. Nie obchodziło mnie czy ktoś mnie szuka, czy w ogóle zauważyli, ze mnie nie ma. Nie liczyło się dla mnie kompletnie nic. W końcu, może przez to zimno, a może ze zmęczenia, albo z jeszcze innego powodu zasnąłem.
Skipper
  • awatar Josza Bez Kaloszaa :3: <3 !
  • awatar Lisa Angels: Ach ten Kowalski, usi bardziej na siebie uważać. A skiper chyba zapomniał, jak Abigail się o niego martwiła. Obstawiam, że Skiper trafił na park praski przy wileńskiem i ZOO ;D
  • awatar Paulai: Fajne! :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›