Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 17 marca 2015

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Kate - Writes: W pociągu było duszno i z trudem dawało się oddychać. A przy moich słabych płucach to naprawdę był problem. Pewnie włączyli ogrzewanie na full. byłem tak zmęczony, że marzyłem jedynie o tym, żeby się przespać. Ułożyłem się wygodnie na fotelu, otuliłem szalikiem, bo nic innego nie miałem i starałem się zasnąć, nie zawracając uwagi na to, że mogę przegapić swoją stację. Usłyszałem brzęk naczyń. Myślałem, że śnię, ale dźwięk nie ustępował. Niechętnie otworzyłem oczy. w wejściu do przedziału tkwił niewysoki mężczyzna, ciągnący za sobą wózek z napojami. Poprosiłem o kawę i nagle uświadomiłem sobie, ze nie mam przy sobie drobnych. Na szczęście to nic nie kosztowało, to był prezent dla podróżnych od InterCity. Kelner uśmiechnął się nalewając mi kawy do kubka. Zastanawiałem się czy on wie, że zwiałem z domu i to po raz drugi, ale przestałem o tym myśleć kiedy objąłem skrzydłami kubek. Ładny mi prezent, za tyle pieniędzy to powinni mi przynosić kawę z ciastkiem co kwadrans przez całą drogę. Cena biletu naprawdę zbiła mnie z nóg i z moich oszczędności prawie nic już nie zostało. Dobrze, że nie zapomniałem o harmonijce. Może uda mi się uzbierać chociaż na jedzenie. Spojrzałem na pasażerów i podziękowałem sobie w duchu za to, że zdecydowałem się na przedział pierwszej klasy. Gdyby tu, w tym upale, siedziało siedem osób, chyba trafiłby mnie szlag. Kelner sprawnie obsługiwał wszystkich w przedziale i pociągnął swój bufet na kółkach dalej. parząc sobie język gorąca kawą starałem się o niczym nie myśleć. Patrzyłem w okno, na znikające światła mijanych domów, ulic i samochodów. Gdzie ja się zatrzymam, przecież nie znam Gdańska. Sięgnąłem po szalik, który zaklinował się między siedzeniami. Próbowałem go wydobyć jednym skrzydłem, bo w drugim trzymałem przecież kubek z kawą. Szarpnąłem raz i drugi, ale szalik uparcie tkwił między fotelami. W końcu pociągnąłem tak mocno, że szalik wreszcie wysunął się spomiędzy siedzeń i spadł na podłogę przedziału, a równocześnie oblałem się gorąca kawą. Syknąłem z bólu. Siedząca naprzeciwko dziewczyna, na oko siedemnaście lat, zdjęła z uszu słuchawki MP3 i spuściła na podłogę podwinięte pod siebie  nogi. Podniosła mi szalik i kazała odłożyć ta kawę, albo wreszcie ją wypić, bo znowu się poparzę. Podziękowałem trochę speszony całą sytuacją i nadal unieruchomiony kubkiem, który wciąż trzymałem w skrzydle. Było mi głupio, że tak siedzę, kiedy ta nieznajoma dziewczyna sprzątała cały ten bałagan. Spytała mnie skąd jestem, gdzie jadę, do kogo, po co. Oczywiście prawdy jej nie powiedziałem. Nagadałem, ze mieszkam w małej wsi pod Warszawą, że jadę do kolegów do Gdańska, rozglądać się za jakąś dorywczą pracą, co w sumie po części było prawdą. Za to ona powiedziała mi, że nazywa się Marysia, ale woli kiedy mówi się do niej Masza, że na weekend była u znajomych w Krakowie, a teraz wraca do domu. Dodała jeszcze, że było extra. Najwyraźniej Masza rekompensowała sobie pierwszą godzinę jazdy w milczeniu, kiedy nie odzywała się do nikogo ani słowem, tylko siedziała ze słuchawkami na uszach. Teraz gadała jak nakręcona, zajęta sobą i własnymi wspomnieniami. Pewnie dlatego nie zwróciła uwagi na moją dziwną minę i moje wyraźne zmieszanie. Prawdę mówiąc zrobiło mi się niezbyt fajnie kiedy zaczęła mówić jak to fajnie spędziła ten weekend. Ja w tym czasie leżałem w szpitalu i nie chciałem z nikim rozmawiać. Potem zaczęła mnie namawiać, żebym zatrzymał się u niej na kilka dni. I okazało się, że za dwadzieścia minut będziemy na dworcu Centralnym w Gdańsku. Cóż, zgodziłem się, bo i tak nie miałem się gdzie podziać, o tej historyjce o szukaniu pracy dorywczej chyba już zapomniała.
Zanim doszliśmy do przystanku autobusowego, byliśmy już kompletnie przemoczeni i zziębnięci, a przynajmniej ja, bo Masza nic po sobie nie pokazywała. Po słonecznym poranku nie zostało śladu. Znowu zaczął padać deszcz i zacząłem żałować, że w pociągu jednak nie wypiłem tej kawy. Mieszkanie mojej nowej znajomej było małe, ale przytulne. Gdzieś z głębi dobiegała muzyka, ale nikt si nie pojawił. Z pokoju wyjrzała mama Maszy, mocno uściskała córkę na powitanie. Patrzyłem na tę scenę i łzy zakręciły mi się w oczach. Nagle tak strasznie mocno zatęskniłem za swoją rodzinę. Matko, co ja wyprawiałem, przecież ja nie miałem rodziny. W sumie miałem szczęście. Nie dość, że całkiem niespodziewanie znalazłem nocleg w nieznanym mi mieście, to jeszcze gospodyni tego domu była zajęta i nie miała czasu na wypytywanie, kim jestem, po co przyjechałem, co tu będę robić i jak długo zamierzam zostać. Co prawda już w pociągu próbowałem wymyślić sobie jakąś prawdopodobną historyjkę do opowiedzenia, ale nic mi z tego nie wychodziło. Najlepiej byłoby powiedzieć prawdę. ale tego nie mogłem... Wiedziałem, że moja przygoda natychmiast by się skończyła i nic bym nie zrobił, musiałbym wrócić do domu. Poszedłem za Maszą do kuchni i już po chwili siedziałem przy stole, najedzony i wreszcie rozgrzany. Na szczęście Masza była gadułą, lubiła mówić o sobie i swoich przyjaciołach, a jej pytania, dotyczące tego co będę robił w Gdańsku, były dość powierzchowne i prawie retoryczne. Prawdę mówiąc wcale nie czekała na odpowiedzi. Ona nie pytała, a ja nie zamierzałem się zwierzać. I wszyscy byli zadowoleni.
Skipper
  • awatar Lisa Angels: Znam pare takich osób jak Masza, ech ale zawsze mnie fasynowało, że niektórzy od tak spraszają obcych do domu
  • awatar JJ: Super jak zawsze :D Czekam na następne <3
  • awatar gość: Skipper to czasem tak nie myśli, wszyscy się martwią a on znowu ucieka :<
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›