Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 16 marca 2015

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Kate - Writes: W szpitalu zostałem jeszcze kilka dni na obserwacji. Kowalskiego wypisali następnego dnia i od tej pory leżałem w salce sam. Przez cały czas czułem się beznadziejnie. Z każdym dniem uświadamiałem sobie, że mój problem nie zniknął. Z nikim nie chciałem rozmawiać, nawet z Abigail, chociaż tak bardzo się starała, żebym się na nią otworzył. Nie chciałem nikomu opowiadać co czułem, kiedy leżałem na chodniku nie mogąc się ruszyć. Nawet obecność mamy zaczynała mnie coraz bardziej drażnić, chociaż nie odzywała się tylko siedziała obok bez słowa. Najchętniej przegoniłbym wszystkich od mojego łóżka i zamknął pokój od środka. chciałem być sam, czy to tak wiele? Pogrążałem się w swojej beznadziei, nie wierząc, że ktokolwiek z tych, którzy przychodzili siedzieć obok mnie, może mi pomóc wybrnąć z mojej beznadziejnej sytuacji. Wtedy właśnie mama straciła cierpliwość. Sam nie wiem, dlaczego tak się wobec niej zachowywałem, ale chyba po prostu okropnie się wstydziłem. Cierpliwie czekała, aż będę chciał porozmawiać, a ja wciąż nie byłem gotowy. Przychodziła. Przeważnie odwracałem się tyłem, żeby na nią nie patrzeć i nie wiedzieć jej wzroku. To było okropne, ale z czasem to, że przychodziła, zaczęło mi sprawiać przyjemność. Nie rozmawiałem z nią, nawet na nią nie patrzyłem, ale jej obecność stała się dla mnie bardzo ważna. Była. Była mimo że zachowałem się jak kretyn! Była mimo że przecież ją zawiodłem... Kiedy usłyszałem co powiedziała, uświadomiłem sobie, że zaraz wyjdzie i pewnie już nie wróci. Przestraszyłem się. Nagle zrozumiałem, że mama jest jedyną osobą, której naprawdę mogę zaufać. Oczywiście była tez Abigail, ale ona wydawała mi się silniejsza, mądrzejsza... Nie chciałem, żeby sobie poszła i dlatego odwróciłem się w jej stronę, ale gdy tylko na nią spojrzałem mój dziób wykrzywił dziwny grymas, jakbym za chwilę miał się rozpłakać. Kiedy zobaczyła mój wzrok, zatrzymała się wpół kroku i spróbowała się uśmiechnąć, ale jej się to nie udało. Patrzyliśmy na siebie długo i nagle po moich policzkach zaczęły płynąć łzy. Otarłem je rogiem poduszki i skuliłem się gwałtownie, próbując powstrzymać spazm szlochu. Nie uspokajała mnie. Usiadła z powrotem na stołku i spokojnie czekała, aż się wypłaczę. Płakałem i płakałem. Od szlochu rozbolała mnie nawet głowa. Mama nic nie mówiła. Nawet na mnie nie patrzyła, tylko siedziała na stołku ze spuszczoną głową i czekała. Kiedy wydawało mi się, że powoli się uspokajam, zapytała cicho czy chce porozmawiać. Pokiwałem głową, wydmuchałem nos i usiadłem na łóżku. Podniosła poduszkę, żebym mógł swobodnie umościć się w pozycji półleżącej. Wszystko to działo się bez jednego słowa. Kiedy już siedziałem wygodnie, wcisnąłem plecy w poduszkę, jakbym szukał w niej ciepła i oparcia. Nie patrząc na nią, zacząłem opowiadać o tym, co działo się ze mną od chwili, gdy wybiegłem ze szpitala, wtedy, od Kowalskiego. Mówiłem cicho, tak cicho, ze z trudem łowiła wypowiedziane przeze mnie zdania. Dowiedziała się wszystkiego. Jak grałem na harmonijce, żeby zdobyć pieniądze na jedzenie, jak o mało nie zginąłem na tym przystanku, że uratowały mnie panie z kawiarni, aż do chwili, kiedy leżałem na chodniku i nie mogłem się podnieść, ani odezwać. Nie przerywała mi. Potem usnąłem, a kiedy się obudziłem jej już nie było. Zaczął wzbierać we mnie strach, paraliżujący, odbierający mi zdolność racjonalnego myślenia strach. Zagrzebałem się głęboko pod kołdrą i czekałem, żeby znowu przyszła. Ignorowałem pielęgniarki, przechodzące przez salę, chciałem, żeby wróciła mama. Wreszcie mogłem pójść do domu. Wszyscy strasznie się ucieszyli na mój widok,  najbardziej Abigail. Uścisnąłem ją na powitanie, ale to nie był ten sam uścisk, który zwykle wymienialiśmy. Nie chciałem ich wszystkich oglądać. musiałem znaleźć ustronne miejsce, gdzie będę mógł być tylko ja sam. Najpierw zamknąłem się w pokoju, ale bez przerwy ktoś do mnie przychodził i przeszkadzał mi myśleć. Poszedłem na dwór, na huśtawkę. Bujałem się lekko, patrząc w niebo. Nareszcie mogłem pozbierać myśli, nareszcie poskładałem sobie do kupy wszystko co się ostatnio ze mną działo. Na dwór wyszedł też Kowalski i znowu musiałem oglądać ten cały cyrk wokół niego. Przytulanie, przypominanie, żeby na siebie uważał, i tak dalej... Nie mogłem tego znieść, skrzydła mimowolnie zacisnęły mi się w pięści. Znowu naszła mnie ochota na ucieczkę. Ale gdzie dalej, tam gdzie mnie nikt nie znajdzie. Tęskniłem za tym wszystkim, czego doświadczyłem przez te kilka dni włóczenia się po Warszawie. To było życie... Wieczorem zagonili mnie do domu. Od razu poszedłem m do siebie i zakopałem się pod kołdra, udawałem, że jestem zmęczony. W głowie zaczął mi kiełkować całkiem niezły plan. Około czwartej nad ranem wygrzebałem z pudełka pod łóżkiem, gdzie trzymałem swoje rzeczy wszystkie moje oszczędności i po cichutku wymknąłem się z domu. Potem pobiegłem na dworzec kolejowy. Pociąg do Gdańska nie będzie czekał.
Skipper
  • awatar Lisa Angels: Skiper niczego sie nie nauczył, szkoda, że nie widzi tego, że inni się o niego martwią ;(
  • awatar boubouiagge: Tak. To opowiadanie zdecydowanie należy do moich faworytów. Chociaż jest strasznie smutne. Tak mi szkoda Skippera... Ale uwielbiam takie wyciskacze łez. Pogratulować!
  • awatar JJ: Moje ulubione opowiadanie, nie ma co :D Smutne, szkoda Skippera, ale uwielbiam te! Czekam na następne :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›