Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 12 marca 2015

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Kapitan wycieczkowca by na tyle miły, że odstawił nas do Proserpine. Pokładowa pielęgniarka obwiązała nóżkę Skippera bandażem i przykazała mu na siebie uważać. Potem wróciliśmy do kampera. Ciocia Jola kupiła w pobliskim barze coś na obiad i chwilę potem siedzieliśmy na łózkach, z tackami z pieczonym mięskiem, frytkami i surówką.
- Dziś wieczorem wyjeżdżamy do Przylądka Udręki. - odezwała się ciocia. - Skipper, jak się czujesz?
- Dobrze. - odpowiedział pingwinek wybierając z mojej porcji ostro przyprawiony kawałek mięska.
- To dobrze. Kończcie jeść i możemy jechać. - chwilę potem ciocia Jola usiadła za kierownicą, my zapięliśmy pasy i ruszyliśmy. Kowalski otworzył książkę i natychmiast odpłynął, Abigail przeglądała kolorowe pisemka, a Skipper przyszedł do mnie na kolana i przytulony do mnie usnął.
- Jak długo zostaniemy na Przylądku Udręki? - odezwała się Abigail.
- Myślę, że kilka dni. - odpowiedział ciocia. - Zobaczymy czy będzie się wam podobać. - minęły dwie godziny jazdy, Skipper obudził się, przeciągnął i ułożył wygodnie na moich ramionach.
- Będziemy się zatrzymywać na stacji? - spytał.
- Toaletę masz w samochodzie. - odpowiedziała ciocia Jola.
- Nie chodzi o ubikację, głodny jestem. - pingwinek naprostował pomyłkę.
- Trzymaj Skipper. - powiedziała Abigail, podając zwierzakowi "kinder pingui".
- Kocham cię Abigail. - odparł Skipper rozrywając opakowanie. Za oknem powoli zaczynało robić się ciemno. Pingwiny po kolei zaczęły ziewać, a potem usnęły. Skipper dotknął obandażowanej nóżki.
- Boli? - spytałam. Pingwinek pokręcił głową, potem przytulił się do kocyka i zamknął oczy.

Na Przylądek Udręki dotarliśmy dopiero następnego dnia po południu. nie było tu nikogo prócz nas. Pingwiny wysiały z samochodu rozglądając się dookoła. Otaczał nas wiecznie zielony las równikowy. Kowalski poczuł się nieswojo. Przed chwilą znowu usłyszał ta dziwną muzykę. stanął przy najbliższym drzewie i zajrzał w głąb lasu.
- Co tam widzisz Kowalski? - spytała ciocia Jola.
- Wydawało mi się, że widziałem diabła tasmańskiego. - odparł pingwinek. Właśnie obiecał sobie, że o dziwnej melodii nikomu nie powie. Skipper pokuśtykał do prowizorycznej drewnianej ławki. Gdzieś w głębi lasu znowu zagrały bębny. Naukowiec potrząsnął głową i usiał pod drzewem z książką. Nie mógł się jednak powstrzymać od nerwowego zerkania w las.
- Też to słyszysz? - do Kowalskiego podszedł Szeregowy.
- A ty też? - zdziwił się pingwinek. - Myślałem, że to omamy szaleńca.
- Sprawdzimy co to? - najmłodszy pingwinek podskakiwał niecierpliwie. Kowalski obejrzał się.
- Ale przed kolacją musimy wrócić. - powiedział. Szeregowy pokiwał głową i razem z przyjacielem wszedł między drzewa lasu równikowego. Dziwna muzyka stawała się coraz wyraźniejsza, a pingwiny nawet nie zdawały sobie sprawy z tego jak bardzo oddaliły się od kampera.
- Kowalski, a gdzie my właściwie jesteśmy? - spytał w pewnym momencie Szeregowy. Naukowiec przystanął i rozejrzał się dookoła. Wszystkie drzewa wyglądały tak samo.
- Ciociu, nie wiedziałaś gdzieś Kowalskiego? - spytałam.
- Nie. Ostatnio siedział z książką na skraju lasu. - odpowiedział ciocia Jola.
- Szeregowego też nie ma. - powiedziała Abigail.
- Kowalski! - krzyknęłam.
- Szeregowy! - zawtórowała mi ciocia.
- Chłopcy, gdzie jesteście?!
  • awatar JJ: Super, super, super! Czekam na następne ^^
  • awatar SallyLou: Ciekawe :)Wyszło bardzo egzotycznie :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›