Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 26 lutego 2015

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Po długiej mordędze: trzy dni temu była recenzja, trzy dni temu byłam zajęta projektem z biologii, a wczoraj był pamiętnik Kowalskiego, ale wreszcie mam kolejny rozdział głównej historii. Proszę bardzo:

Po kolejnej godzinie mordęgi stanęli wreszcie na ulicy Luksor. Piasek był dosłownie wszędzie, wciskał się do oczu, ust, dziobów, pełno go było między piórkami i na ubraniu pana Frankowskiego. Przy niewielkim placu z ławeczką nauczyciel zatrzymał się i dał pingwinom wody, żeby mogły się napić.
- Stąd już niedaleko do bazy wojskowej. - powiedział, patrząc na zwierzaki wyczerpane upałem i długa wędrówką.
- Wie pan co, nie mam ochoty już jej oglądać. - powiedział Skipper. w tej chwili marzył już tylko o chłodnym prysznicu.
- Nie marudźcie. Odpoczywać będziecie wieczorem. - zrezygnowane zwierzaki powlokły się chodnikiem, a niedługo potem oczom Skippera ukazała się egipska baza wojskowa. W jednej chwili zmęczenie gdzieś zniknęło i pingwinek ślizgiem brzusznym pomknął do bramy, gdzie stał strażnik.
- Good morning. - przywitał się. - Mogę wejść? Ja z Armii Stanów Zjednoczonych.
- Zapraszamy. - uśmiechnął się strażnik. - Towarzyszy też. - Skipper odwrócił się z uśmiechem. Przyjaciele z panem Frankowskim stali obok.
chwilę później dwójka egipskich żołnierzy oprowadzała ich po wnętrzu bazy. Skipper był zachwycony - widział już punkt obserwacyjny, skład broni, a teraz szedł na pole treningowe.
- Mogę? - spytał, patrząc na karabin w reku jednego z ćwiczących. - Chcę zobaczyć czy nie wyszedłem z wprawy.
- Proszę. - mężczyzna włożył mu karabin w skrzydło. skipper ustawił się na wprost tarczy, odbezpieczył broń i strzelił. Sam środeczek. Trzy razy. Pingwinek uśmiechnął się. Za jego czasów strzelało się do puszek.
- Mogę też spróbować? - spytała Abigail.
- Panienka też chce? - zdziwił się żołnierz.
- Tak. - potwierdziła dziewczyna. - Ale jeśli można wolałabym pistolet.
- Proszę bardzo. - Abigail odbezpieczyła broń jednym szybkim ruchem. Odetchnęła głęboko. Kiedy ostatni raz to robiła? Chyba w Nowym Jorku, dwanaście lat temu. Dziewczyna wyciągnęła przed siebie skrzydło z pistoletem, drugie schowała za plecami. Tak jak kiedyś. Strzeliła. Ona również trafiła prosto w środek tarczy. Abigail oddała pistolet mężczyźnie od którego go wzięła i dumnym krokiem odeszła.
- No, no, no. - do pana Frankowskiego podszedł żołnierz, który ich oprowadzał. - Zdolna bestyjka. - Skipper uśmiechnął się.
- To moja dziewczyna. - powiedział.
- Dziękujemy za wszystko. - nauczyciel uścisnął dłoń przewodnikowi. - Będziemy się zbierać, ucieknie nam autobus do Kairu.
- Nie widzieliście jeszcze czołgów. - zaprotestował mężczyzna. Skipper spojrzał na polonistę.
- Ja chcę zobaczyć, proszę. - jęknął błagalnie.
- Odwiozę was potem. - przekonywał żołnierz.
- Ale tylko piętnaście minut. - pan Frankowski wreszcie uległ. Z kwadransa zrobiła się kolejna godzina i czas był najwyższy wracać do hotelu. Pingwiny usadowiły się wygodnie w helikopterze i patrzyły jak wzbijają się w powietrze. Kiedy ich przewodnik powiedział, że odstawi ich do hotelu Ramzes, żadne z nich nie spodziewało się czegoś takiego.
- Jak tam? - spytał pan Frankowski odwracając się do nich z przedniego fotela.
- Super! - krzyknął Skipper. - A będę mógł usiąść za sterami? - spytał podskakując.
- Oczywiście, że nie. - odpowiedział mu żołnierz. - za sterami siada tylko wykwalifikowana jednostka. - pingwinek nic nie powiedział. Nie chciał pokazać, jak bardzo jest zawiedziony. Pięć minut później dolatywali już do hotelu.
  • awatar Lisa Angels: "i pingwinek ślizgiem brzusznym pomknął" Kocham ten tekst. Rozdział bardzo fajny zwiedzanie bazy wojskowej musiało być niezapomnianym doświadczeniem.
  • awatar Setton: Świetny rozdział, jak zwykle z resztą :D
  • awatar zaczarowana1997: super piszesz! :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›