Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 22 lutego 2015

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Kto nie lubi ckliwych scen, niech opuści ten rozdział i go nie czyta.

Pingwiny zaczynały się robić naprawdę głodne i w końcu pan Frankowski zarządził przerwę na obiad. Restauracja "Pod lśniącym skarabeuszem" była najbliżej i serwowano w niej najlepsze egipskie przysmaki, więc szybko zdecydowano, że to właśnie tam zje się obiad. Nauczyciel podprowadził zwierzaki do jedynego wolnego stolika i zabrał się za przeglądanie menu. Kowalski z ulga opadł na krzesło. Na szczęście restauracja była klimatyzowana.
- Co zamawiacie? - zapytał pan Frankowski. - Wydaje mi się, że danie polecane przez szefa kuchni będzie najlepsze. - Skipper i Abigail pokiwali głowami. Kowalski za to obejrzał się na gablotkę ze słodyczami. Miał ochotę na ciastko z kremem i owocami, ale nauczyciel złożył już zamówienie. Chwilę potem przed każdym z nich kelner postawił talerz pełen brązowej brei.
- Co to jest? - spytała Abigail.
- Smażona szarańcza. - zidentyfikował potrawę Kowalski. - Ja chyba podziękuję. - dodał odsuwając od siebie talerz. skipper po krótkim namyśle spróbował trochę "robactwa", jak sam określił to w myślach i stwierdził, że jest całkiem niezłe.
- Kowalski, nie będziesz głodny? - spytał pan Frankowski. - Może masz ochotę na coś innego? - spojrzenie Kowalskiego mimowolnie powędrowało w stronę ciastka z kremem, a chwilę potem przed pingwinkiem stał talerzyk z deserem.
- Dziękuję. - powiedział Kowalski uśmiechając się do nauczyciela i zabrał się za jedzenie.
Po obiedzie i krótkim odpoczynku pan Frankowski zarządził pełną gotowość do wymarszu i pięć minut później pingwiny ochoczo szły chodnikiem w stronę miasta Luksor. Kowalski uzmysłowił sobie nagle, że nie poszedł w restauracji do toalety. I jak na zamówienie, poczuł potrzebę skorzystania z ubikacji.
- Proszę pana... - zagadnął. - Ja muszę do toalety.
- Tam jest publiczna. - Kowalski poszedł we wskazanym przez pana Frankowskiego kierunku do publicznego WC. Kabiny miały ściany, ale nie było drzwi. Pingwinkowi zbierało się na płacz. Obliczył w myślach, że będzie musiał wytrzymać ponad dwie godziny. a wystarczyło tylko obejść to cudeńko, bo za nim rzeczywiście byłą toaleta publiczna...
Minęła pierwsza godzina wędrówki przez pustynię. Dookoła był tylko piasek. Cały ten marsz był dla Kowalskiego torturą, bo każdy krok powodował, ze pingwinek czuł coraz silniejszą potrzebę skorzystania z toalety. Co chwilę musiał przystawać. Wcale nie było mu do śmiechu. Kowalski coraz bardziej czuł, że jego potrzeba fizjologiczna robi się nie do zniesienia. Myślał nawet, czy nie powiedzieć o tym nauczycielowi i nie pójść gdzieś w krzaki. Ale krzaków, jak na złość, nie było w tej okolicy wcale... O tym, aby gdzieś się schować i załatwić potrzebę nie było mowy. Serce biło mu jak oszalałe, oddech mimowolnie także przyspieszał, w oczach miał łzy... Pingwinek nie miał wątpliwości, że zaraz stanie się nieszczęście. z zdenerwowania i dlatego, że po prostu nie wytrzyma. Polonista zarządził krótki postój. Kowalski niecierpliwie podskakiwał, przestępował z nogi na nogę, i sam nie wiedział już co jeszcze mógłby zrobić bez zwrócenia na siebie uwagi. Po kilkudziesięciu kolejnych krokach potrzeba okazała się silniejsza od nieśmiałości.
- Proszę pana... - zaczął nieśmiało. - Musze pójść do ubikacji.
- Nie wytrzymasz do Luksor? - zapytał nauczyciel.
- Chyba nie... - pingwinek poczuł w tym momencie jeszcze silniejsza potrzebę i wiedział, ze jeśli czegoś nie wymyśli to nie będzie "chyba", a "na pewno".
- Nie wiem, czy to dobry pomysł, żebyś się oddalał.
- Muszę, bo inaczej zaraz się... - Kowalski urwał. - Proszę.
- No dobrze, tylko szybciutko. - pingwinek chciał odejść kawałek, ale już po dwóch krokach przystanął i zrobił co musiał. Nie mógł wytrzymać. policzki go paliły i doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że każdy mógł go widzieć. Tymczasem Skipper i Abigail taktownie odwrócili wzrok, a pan Frankowski zajął się wnętrzem plecaka.
  • awatar Lisa Angels: czy one takie ckliwe? Mam raczej wrażenie, że biedny Kowalski jest jeszcze bardziej biedny(podejrzewam go o potajemny fetysz zwiedzania toalet XD) Kurcze... z jednej strony spróbowałabym tych szarańczy, a z drugiej strony... ble... robale.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›