Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 19 lutego 2015

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Kowalskiego obudził rano pan Frankowski. Pingwinek powoli otworzył oczy i rozejrzał się dookoła nieprzytomnie. Skipper i Abigail już nie spali, a dziewczyna suszyła włosy.
- Wstawaj śpioszku. - powiedział nauczyciel, - I chodź na śniadanie. - Kowalski zwlókł się z łóżka, przeciągnął i pomaszerował za panem Frankowskim na stołówkę.
- Co dzisiaj w planach? - zapytał Skipper smarując sobie bułkę pastą rybną.
- Muzeum Kairskie. - odpowiedział nauczyciel. - a po obiedzie pójdziemy na bazar. - śniadanie zniknęło w ekspresowym tempie i pingwiny z polonistą na czele pomaszerowały do muzeum. Kowalski rozglądał się wokół z zachwytem. Nareszcie był w swoim żywiole. Wyciągnął notes i długopis i szybko zaczął notować to, co mówił przewodnik, a potem zabrał się za szkicowanie złotej maski pośmiertnej Tutanchamona.
- Zobaczcie. - powiedział pan Frankowski. - Zaginiony naszyjnik królowej Nefertiti. Odnaleziony został kilka lat temu. - nauczyciel podniósł Abigail, żeby mogła lepiej widzieć. Kowalski podskoczył chcąc ujrzeć to cudo choć na chwilę. Polonista roześmiał się i wziął go na ręce.
- Pomogę. - powiedział. Pingwinek uśmiechnął się z wdzięcznością, a potem zaczął robić szkic naszyjnika. Zwierzaki chodziły po sali coraz bardziej zatapiając się w świat starożytnych. w notesie Kowalskiego zaczynało powoli brakować kartek.
- Chodźcie piętro wyżej, bo tutaj jesteśmy już półtorej godziny. - powiedział w pewnym momencie pan Frankowski. Kowalski otrząsnął się z zamyślenia. Naprawdę minęło już tyle czasu? Pingwinek powoli wchodził po schodach za swoimi przyjaciółmi i nauczycielem. Ta sala była o wiele większa niż poprzednia, a na środku stał duży złoty sarkofag. Kowalski powoli podszedł do zabytku ogrodzonego linkami. Rozejrzał się dookoła niepewnie, a potem przechylił się przez ogrodzenie i położył skrzydło na sarkofagu.
- Kowalski. - pingwinek odwrócił się gwałtownie słysząc swoje imię. Pan Frankowski pokręcił głową przecząco.
- Chodźmy już. - powiedział. - Bo nigdy stad nie wyjdziemy. Po drodze na bazar jest lodziarnia. - dodał, widząc, że pingwiny wcale nie maja ochoty opuszczać muzeum.
Nie minął kwadrans, a zwierzaki przeciskały się między ludźmi, liżąc lody i usiłując nie zgubić z oczu nauczyciela. Kowalski zlizał ze skrzydła roztapiająca się waniliową masę, a potem złapał za skrzydło Abigail, żeby się czasem nie zgubić. Na bazarze nie było aż takiego tłoku i pingwiny odetchnęły z ulgą. Teraz mogły sobie swobodnie biegać między stoiskami i nie bojąc się, ze zginął gdzieś w tłumie. Kowalski ściskał w skrzydłach książkę o piramidach kupioną przed chwilą i  teraz rozglądał się tylko dookoła z zachwytem. Najchętniej usiadłby gdzieś w cieniu i już teraz wziąłby się do czytania, ale uznał, że weźmie się za to wieczorem. Chciał mieć jakieś pojęcie o piramidach, które będzie oglądał następnego dnia. Na bazarze można było kupić rzeczy nie tylko z Egiptu. Na sąsiednim stoisku Abigail oglądała kolorowe hinduskie "sari".
- Im sorry. - zagadnęła po angielsku sprzedawcę. - Ile kosztuje?
- Dla panienki dwa euro. - odpowiedział mężczyzna i chwilę potem pomógł dziewczynie założyć różowe sari, które wybrała. Skipper za to stał przy stoisku z modelami egipskich czołgów, jeszcze z czasów drugiej wojny światowej.
- Decydujesz się na coś? - zagadnęła go miła sprzedawczyni.
- Nie, chyba nie. - odpowiedział Skipper i odwrócił się, ale kobieta zawołała go i dała mu pudełko z modelem czołgu, który pingwinkowi podobał się najbardziej.
- Nie mam tyle pieniędzy. - zaprotestował Skipper.
- Niech to będzie prezent. - sprzedawczyni mrugnęła porozumiewawczo.