Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 16 lutego 2015

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Musimy się cofnąć do zdarzeń przed feriami, bo jestem trochę opóźniona.

- I co, podoba wam się? - spytałam siadając na dolnym materacu piętrowego łóżka, które właśnie dzisiaj przyjechało ze sklepu meblowego.
- To ja zamawiam dół. - powiedział Skipper rzucając na łóżko swój kocyk.
- Cieszcie się, że w ogóle je macie. - Trzy pięterka to dość niecodzienne zamówienie. - właśnie wtedy zadzwonił dzwonek do drzwi. Na progu stał pan Frankowski.
- Dzień dobry. - przywitałam się. - Proszę wejść. -
- Dziękuję. Pingwiny w domu? - spytał nauczyciel zdejmując kurtkę.
- Tak, zaraz je zawołam. - Napije się pan czegoś?
- Nie, nie, dziękuję.
- Kto przyszedł? - z pokoju wyjrzał Kowalski. - Aha, dzień dobry. - przywitał się, widząc polonistę.
- Zawołaj resztę. - poleciłam mu.
Chwilę potem siedliśmy przy stole w kuchni.
- Mam dla was propozycję. - zagadnął pan Frankowski. - Dziś wieczorem wylatuję do Egiptu i mogę zabrać kogoś ze sobą. Mam wolne trzy b9ilety. Co wy na to? - pingwiny wymieniły zachwycone spojrzenia.
- A mi się wydaje, że to nie jest dobry pomysł. - powiedziałam. - Będzie pan płacił za samolot, hotel, wyżywienie. no i przecież Kowalski będzie z panem spędzał drugi tydzień ferii. To odrobinę nie za dużo? Absolutnie się na to nie zgodzę. - pingwiny spojrzały na mnie z wyrzutem.
- No, weź no. - szepnął Skipper.
- Jeszcze nigdy nie byliśmy w Egipcie. - zauważyła Abigail, a Rico pociągnął mnie za koszulkę.
- Ja też chcę pojechać, proszę. - Kowalski złożył skrzydełka w błagalnym geście.
- Właśnie. - dopowiedział Szeregowy.
- Ty nie masz nic do gadania, ciebie i tak nie puszczę. - odszepnęłam.
- Nie musisz się o nic martwić. - pan Frankowski przerwał nerwowe szepty. - Samolot i hotel są już opłacone, bo to jest fundowana wycieczka. Wyżywienie jest wliczone w cenę, a pingwinami się zajmę.
- No, nie wiem. - odpowiedziałam.
- Proszę, zgódź się. - przymilał się Skipper.
- A jak coś im się stanie? - zaniepokoiłam się.
- Nic się nie stanie, nie bój się.
- Dobrze, zgadzam się. - poddałam się wreszcie.
- To kogo wezmę ze sobą do Egiptu?
- Kowalskiego, Skippera i Abigail. - pan Frankowski uśmiechnął się. - Możecie iść się pakować. - dodałam. Pingwiny pobiegły do pokoju. Wszystkie trzy były wniebowzięte. Pojada do Krainy Faraonów i to jeszcze dzisiaj. Kowalski wziął z pokoju kocyk i to właściwie było tyle. Rozejrzał się dookoła. Może przydałaby mu się lornetka? Chwilę potem zwierzak siedział przy biurku i pęsetą wydobywał pieniądze ze skarbonki. Niewiele tego było, ale mógł mieć nadzieję, że dostanie coś na wyjazd. kiedy pingwinek wyszedł ze swoimi rzeczami z pokoju, torba była już prawie spakowana, a pieniądze Skippera i Abigail w foliowym woreczku. Kowalski dołożył swoje oszczędności zostawiając sobie tylko dwadzieścia złotych i podreptał do kuchni.
- Mogę się przejść? - spytał.
- Tylko bądź z powrotem przed obiadem. - powiedziałam. - Żebyś się nie spóźnił. - pingwinek kiwnął głową. Miał półtorej godziny dla siebie. Mógł spokojnie zdążyć do księgarni i z powrotem. Kiedy Kowalski wrócił z nowa książką w skrzydle, kupioną specjalnie na podróż, akurat siadaliśmy do obiadu (a z nami pan Frankowski).
- Macie tam na siebie uważać. - powiedziałam po obiedzie. - Bądźcie grzeczni i nie sprawiajcie kłopotów. A gdyby coś się działo od razu macie mówić. Słyszysz Kowalski? - spytałam, a potem przytuliłam całą trójkę, która już nie mogła się doczekać lotu. Właśnie zaczynała się ich nowa przygoda.