Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 4 grudnia 2015

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
- Dobrze, dziękuję. Tak,  zaraz będę. - powiedziałam, odkładając słuchawkę. - Chłopaki, jadę na komisariat! - zawołałam, wkładając buty. - Skipper, najprawdopodobniej wiedzą gdzie jest Kowalski.
- Jadę z tobą! - powiedział natychmiast pingwinek.
- Dobrze, ale będziesz robić wszystko, żeby nie przeszkadzać.
- Obiecuję. - odparł Skipper, obwiązując się szalikiem.
Jeden z kluczy na sznurku pasował do kłódki i przekręcił się łatwo. Łańcuch spadł na ziemię z głośnym brzękiem. Czułam, ze serce wali mi jak młotem, a żołądek skręca się ze zdenerwowania, kiedy policjant otwierał drzwi. choć była zaledwie czwarta po południu, nawet po otwarciu drzwi w piwnicy było ciemno. Policjant wyciągnął zza paska pistolet, tak na wszelki wypadek. Na materacu pod oknem, zupełnie nieruchomo leżał pingwinek.
- Kowalski. - odezwałam się, przyklękając przy nim. - Żyjesz? - spytałam, próbując wyczuć tętno, ale nie czułam absolutnie nic. Skipper stanął obok mnie.
- Kowalski... - odezwałam się znowu. Skipper przyłożył sobie skrzydło do dzioba, oczy zaszły mu łzami. Czyli jednak się spóźniliśmy. Skrzydło Kowalskiego drgnęło pod moim dotykiem. Pingwinek z wysiłkiem otworzył oczy.
- To naprawdę ty? - wychrypiał. - Czy tylko piękny sen?
- Tak skarbie. - odpowiedziałam. - To naprawdę ja.
- No i jak tam? - spytał policjant.
- Niech pan dzwoni po pogotowie. - odpowiedziałam. - Kowalski, teraz już wszystko będzie dobrze. Patrz na mnie. Patrz na mnie cały czas. - przez chwilę wydawało mi się, że pingwinek znowu odpłynął. Ciężko było mu nawet oddychać, a co dopiero wstać i pójść z nami do samochodu.
- Wiedziałem, że po mnie przyjdziesz. - wyszeptał Kowalski, a jego głos był tak zachrypnięty, że ledwie go zrozumiałam.
- Nic nie mów, bo się męczysz. - powiedziałam. - Chodź. - wzięłam pingwinka na ręce.
- Kowalski... - odezwał się Skipper. - Wiecie, że prawie dołączyliście do Manfrediego? I Johnsona? Nie róbcie mi tego. - Karetka przyjechała kiedy już pozwoliłam Kowalskiemu napić się trochę wody. To zabawne, ludzie tak często twierdzą, ze umierają z pragnienia, chociaż nie mają pojęcia, jak to jest naprawdę. Zrozumiałam to choć trochę, kiedy patrzyłam jak Kowalski pije. Gdybym mu pozwoliła, wypiłby chyba z pięć litrów, albo i więcej, ale pamiętałam, że można umrzeć, jeśli wypije się za dużo naraz. Pingwinek leżał bezwładnie obok mnie, na fotelu samochodowym. Skipper trzymał przyjaciela za skrzydło, nie odzywając się. Wyczuwał powagę sytuacji. Potarmosiłam pingwinka po piórkach, a on podniósł na mnie wzrok.
- Teraz już będzie dobrze. - szepnęłam do niego.

Skipper usiadł przy Kowalskim, na łóżku. Wcześniej był ze mną na komisariacie, gdzie rozmawiałam z funkcjonariuszami, a on dostał od miłej policjantki kubek herbaty i kanapkę, a teraz po przyjeździe do szpitala przekonał siostrę oddziałową, żeby mu pozwoliła wejść do Kowalskiego. Na dworze nadal lało i było już zupełnie ciemno. Skipper wziął przyjaciela za skrzydło.
- Kasia zaraz przyjdzie. - odezwał się. Tyle chciał mu powiedzieć, ale kiedy znalazł się z nim wreszcie sam na sam, nie potrafił powiedzieć nic. Kowalski bezwładnie leżał na poduszce, w skrzydło miał wbita igłę kroplówki, a ranę nad lewym okiem opatrzono i zrobiono opatrunek. Wyglądał tak mizernie i blado, oczy miał zamglone. Skipper poczuł nagle straszliwą wściekłość, że ktoś mógł go tak z premedytacją zostawić, żeby umarł z głodu. Przeszedł przez piekło i pewnie minie sporo czasu, nim będzie mu w stanie o tym opowiedzieć. Szczerze żałował, że nie spotkał tam żadnego z ludzi, którzy mu to zrobili. Z radością urwałby mu łeb.
- To dobrze, że Szef tu jest. - odezwał się Kowalski. Kiedy się znalazł, jego głos był strasznie zachrypnięty, ale teraz, kiedy napił się kilka razy, brzmiał już o wiele lepiej. Siostra oddziałowa  powiedziała, że dali mu zupę i kleik z ryżu. Kowalski ciągle był głodny, ale pielęgniarka wytłumaczyła mu, że jego żołądek na nowo musi się przyzwyczaić do trawienia.
- Myślałem, że będzie mi Szef zadawać masę pytań. - powiedział pingwinek. - Nadal jest Szef na mnie zły?
- Dlaczego miałbym być zły? - spytał Skipper.
- Nasza ostatnia rozmowa zamieniła się w kłótnię.
- To było jedenaście dni temu. - odparł przywódca.
- Mnie się wydawało, ze dłużej. - Kowalski westchnął. - Nawet nie jestem pewien jaki dziś dzień.
- Wtorek. Spędziłeś w tej piwnicy tydzień, ale nawet mi wydawało się, że dłużej. Kasia ci powie, ja szalałem z niepokoju. Nawet płakałem, jak byłą tam ta burza.
- To prawda. - powiedziałam, wchodząc do sali. - Jak się czujesz? - spytałam, przytulając go.
- Na pewno lepiej. - odpowiedział Kowalski. - Mogłabyś mi przynieść jutro ciasto budyniowe? Mam na nie straszną ochotę.
- Jeśli lekarz uzna, że można, to oczywiście przyniosę.
  • awatar gość...: Kowalski długo będzie pamietał tą straszną przygodę. A to jest już koniec opowiadania?
  • awatar Kiedyś będzie nas więcej...: haha ten pingwin jest niemożliwy, ledwo uszedł śmierci a już myśli o cieście budyniowym. Tak trzymaj Kowalski :D
  • awatar frytki z majonezem.: Tak się cieszę, że wyszedł z tego cało! :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›