Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 31 grudnia 2015

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Cofniemy się w czasie dwa tygodnie, co wy na to?

Włożyłam pudełko z ciastem do bagażnika samochodu pana Frankowskiego i poszłam do kuchni po drugie. Pingwiny miały się pakować i właściwie powinny już kończyć.
- Gdzie ona jest? - niecierpliwił się pan Janusz. - Musimy niedługo wjechać, jeśli chcemy być na kolację.
- Na pewno zdąży, zobaczysz. - odpowiedziałam, wkładając do bagażnika swoja torbę. - No i widzisz, jest. - na podwórko wjechała ciocia Jola, ładnie zaparkowała i wysiadła.
- Cześć. - przywitała się. - Jedziemy? - spytała, całując pana Frankowskiego w policzek. - Wołaj pingwiny.
- Chłopaki, jedziemy! - zawołałam w stronę drzwi. chwilę potem na dwór wyszedł Kowalski, bez słowa podał panu Januszowi torbę i również bez słowa wsiadł do samochodu. Nie był specjalnie zachwycony perspektywą spędzania świąt Bożego Narodzenia w górach, u cioci Krysi. Szeregowy i Rico też do nas dołączyli i czekaliśmy tylko na Skippera.
- Skipper... - odezwałam się, zaglądając do pokoju. - Chodź już.
- Już idę. - pingwinek dopił sok i zupełnie zapominając o skorzystaniu z toalety przed wyjazdem, pobiegł za mną do samochodu. Pomogłam Szeregowemu zapiąć pas.
- Pierwszy przystanek za trzy godziny, na obiad. - poinformował nas pan Frankowski i ruszyliśmy.
Skipper zaczynał potrzebować ubikacji. Dopiero teraz przypomniał sobie, że przed wyjściem z domu nie poszedł do łazienki. Pęcherz pingwinka już od dobrych trzydziestu minut coś tam sygnalizował, ale teraz sprawa była naprawdę poważna.
- Kiedy będzie przystanek? - Skipper pociągnął mnie za rękaw.
- Za godzinę. - odpowiedziałam, patrząc na zegarek.
- Muszę do toalety. - wypalił pingwinek, pochylając się w przód.
- Nie pochylaj się. - powiedziałam, delikatnie popychając go, żeby oparł się o oparcie fotela. - I nie wierć się. A przynajmniej się staraj. Pomoże, naprawdę. - wyjęłam z torby komiks. - Masz. Zajmij czymś głowę, to może uda ci się zapomnieć, że musisz pójść do łazienki. - Skipper z lekkim wahaniem wziął ode mnie komiks i wziął się za czytanie, ale myśl o naglącej potrzebie do ubikacji uczepiła się go i pingwinek nie potrafił tak po prostu o tym zapomnieć. Po półgodzinie siedzenia bez ruchu Skipper oddał mi komiks i zapatrzył się w okno. pomimo tego co mówiłam, czuł, że coraz bardziej chce mu się do toalety. Pochylił się w przód, zupełnie mnie ignorując i nerwowo przełknął ślinę, kiedy minęliśmy stację benzynową. Do oczu napłynęły mu łzy, kiedy samochód podskoczył, wjeżdżając w dziurę. Pełny pęcherz pingwinka domagał się swoich praw. ”Daleko jeszcze?” kołatało mu się w głowie. Skipper spojrzał na mnie (akurat pisałam sms-a). Skrzydło pingwinka powędrowało w stronę podbrzusza. Skipper załzawionymi oczami wyglądał przez okno, wypatrując stacji benzynowej. Na stacjach są przecież toalety. Strasznie chciało mu się do ubikacji, przepełniony pęcherz pingwinka dawał wyraźne znaki, że Skipper powinien pójść do toalety. Pingwinek uczepił się mojego rękawa.
- Bardzo ci się chce? - spytałam, a Skipper pokiwał głową. - Wujku... - odezwałam się. - Możemy się zatrzymać na obiad wcześniej? Skipper musi do toalety i... No, nie bardzo może dłużej trzymać.
- Zaraz się gdzieś zatrzymam. - odpowiedział pan Janusz i chwilę potem auto zjechało na parking przy stacji benzynowej. Skipper wygramolił się z samochodu i pociągnął mnie za rękę.
- Idziemy zlokalizować toaletę. - poinformowałam ciocię i wujka i poszliśmy ze Skipperem do środka. Ubikacja była po prawej, tyle że... Zamknięta.
- Przepraszam... - odezwałam się, podchodząc do obsługi. - Mogę prosić klucz do toalety? - młody chłopak podał mi klucz i na nowo założył słuchawki  na uszy. Skipper podskakiwał nerwowo z podkuloną nóżką, ciągnąc mnie za płaszczyk. Zaraz nie wytrzyma. Przekręciłam klucz w drzwiach i pociągnęłam pingwinka za sobą, ale skrzydło Skippera wysunęło mi się z dłoni.
- Idziesz? - spytałam, oglądając się i znieruchomiałam z dłonią na klamce kabiny. Pingwinek stał obok umywalek, w sporej kałuży, spoglądając gdzieś w bok. Policzki go paliły.
- Skipper... - odezwałam się. Oczy pingwinka zaszły łzami, kiedy na mnie spojrzał. Wstydził się. Gdyby miał uszka, na pewno by mu oklapły. Przyklęknęłam przy nim i mocno przytuliłam.
- Ale nie płacz. - powiedziałam, kiedy zaczął szlochać mi w ramię. - Nie panikuj i nie denerwuj się. Czasem... Czasem się zdarza.
Skipper siedział na klapie od sedesu i ze wstydem przyglądał się, jak sprzątam ten bałagan. Wyrzuciłam mokre ręczniki do kosza na śmieci i umyłam ręce.
- Idziemy? - spytałam, wyciągając dłoń do pingwinka. Skipper pokręcił przecząco głową. - Chcesz siedzieć w toalecie? - potaknięcie. - Nikomu nie powiem, przecież wiesz. Znasz mnie. - pingwinek bez przekonania wziął mnie za rękę.
  • awatar frytki z majonezem.: Ojć, ten Skipper...Ale w miarę upływu czasu będzie coraz lepiej. Zawsze tak jest. ;)
  • awatar *Mordka*: Biedny Skipper...
  • awatar Another day: Ale pech, tyle wytrzymał a w toalecie... klops;) Ale ja nikomu o tym nie powiem ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›