Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 20 grudnia 2015

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
- Idziesz Kowalski? - spytał pan Frankowski, podchodząc do nas po występie. - Lena jest już ubrana i uczesana. - Kowalski pokiwał głową i pomachał nam, oddalając się.
- Powodzenia! - zawołałam za nim. - Będę na widowni!
Kowalski nigdy nie czuł się w szkole tak źle, jak w tygodniu poprzedzającym premierę przedstawienia ”Na skrzydłach miłości”. Było ono ostatnim punktem festiwalu bożonarodzeniowego. Kowalski czuł wokół siebie wrogość, przynajmniej części dziewczyn, które trzymały stronę Iris i Olki, choć nie wypowiadały się w tej sprawie oficjalnie. Olka rozklepywała po szkole o tym, co wiedziała z odpowiednim chyba komentarzem, bo dziewczyny wpatrywały się w niego wymownie. Wiedział, ze jest tematem rozmów w klasie, bo kiedy któregoś razu wracał z toalety, usłyszał Olkę, wykładającą innym swoje racje. Kowalski nie odezwał się i tym samym nie dał Olce satysfakcji prowadzenia dalszej rozmowy. Kilka razy wiele dałby za to, żeby przedstawienie odwołano. Byli dobrze przygotowani, Pan Frankowski mówił, że świetnie. Nie mogło się nie udać. A jednak sytuacja była dla Kowalskiego podwójnie tremująca. wiedział bowiem, że publiczność szkolna patrzeć będzie na nich nie tylko jak na aktorów odgrywających określone role, ale także jak na zakochaną parę.
- I bardzo dobrze. - pocieszała go Lena. - Nie mamy się czego wstydzić i nikomu nie robimy krzywdy. Reszta to nie nasz problem. - pingwinek zaniemówił widząc dziewczynę. Lena była ubrana w zwiewną sukienkę z brokatem, włosy miała upięte i podkręcone, a we włosach pobłyskiwały kryształki.
- Łał. - Kowalski nie mógł wyksztusić nic więcej.
- Też się ubieraj i to już. - nakazała dziewczyna. - Za pięć minut wychodzimy na scenę. - Kowalski kiwnął głową i posłusznie wsunął skrzydła w rękawy białej koszuli. Potem zawiązał sobie muszkę pod szyją i chwilę potem był gotowy. Pan Frankowski poprawił pingwinkowi rękaw.
- Powodzenia. - powiedział. - Naprawdę dobrze szło wam na ostatniej próbie i teraz też pójdzie. - scena udekorowana była zieloną brzeziną. za kotarą, z jednej i z drugiej strony, ze scenariuszami w ręku dyżurowały suflerki, czyli Iris i Agnieszka.
- Wasza pomoc nie będzie potrzebna, jestem tego pewien. - powiedział nauczyciel. - ale aby tradycji stało się zadość, bądźcie w pogotowiu. - dodał, wracając na widownię.
Wszystko szło dobrze, zgodnie ze scenariuszem. Na sali zapanowała cisza taka, jakiej nigdy nie było na żadnej lekcji. Głos Kowalskiego w pierwszym monologu drżał lekko, ale to wyczuwał tylko on. Po ćwiczeniach ze Skipperem łatwo opanował tremę wyobrażając sobie, że jest sam, absolutnie sam. Kiedy doszli do kwestii, w których mówili do siebie, wystarczyło patrzeć w oczy Leny.
- Jeśli masz wobec mnie godne zamiary, jeśli chcesz mnie za żonę, chętnie złożę los mój u twych stóp, gotowa iść za tobą na kraj świata. - mówiła Lena. - Lecz jeśli mnie zwodzisz... - dziewczyna zawiesiła głos. Zamilkła. Usłyszała szept z sali, a sekundę potem szept Iris.
- Zaklinam cię. Zaklinam cię. - powtarzała Iris. Lena słyszała, co ma powiedzieć, zresztą bynajmniej nie zapomniała tekstu. Wydał jej się tylko obcy. Poczuła, ze nie chce Kowalskiego ”zaklinać” i nie chce mu stawiać warunków i mówić ”zaklinam, abyś więcej nie przychodził i abyś dał mi się smucić w samotności”. Ożywiła się. Wzięła głęboki oddech.
- Nie, ty mnie nie zwodzisz. Wiedziałam to od pierwszego spojrzenia. - powiedziała. - Dlatego nie stroiłam fochów, nie droczyłam się z tobą, nie udawałam, że nie chcę, bo chciałam. - Iris za kurtyną szybko przewracała kartki.
- Zwariowałaś. - szepnęła. - Mówisz coś, czego nie ma. - po przeciwnej stronie równie szybko kartki przewracała Agnieszka. Uczyniły kilka zrezygnowanych gestów i bezradnie odłożyły scenariusze. Tymczasem na sali znów zapanowała cisza.
- Świat nam nie sprzyja, drogi Romeo. - mówiła dalej Lena. - Nikt nie cieszy się naszym szczęściem. Czuję wokół wrogość i aż lękam się pomyśleć, jakie przeszkody przyjdzie nam pokonać. - Kowalski zaniemówił. Powinien jej odpowiedzieć, ale jego odpowiedź, ta zgodna ze scenariuszem, nie pasowała teraz do słów Leny. Pingwinek zerknął na widownię. Niewidzialna obręcz zaczynała mu się zaciskać na gardle, czyli innymi słowy działo się z nim to co zawsze. Łapała go trema.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›