Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 18 grudnia 2015

Liczba wpisów: 3

abc.atlant
 
Festiwal bożonarodzeniowy zbliżał się naprawdę szybko, a na dzień przed akademią wszyscy byliśmy zdenerwowani. Pingwiny do późna siedziały w salonie, aż wysłałam je do łóżek. Skipper długo nie mógł zasnąć, a kiedy w końcu zasnął dopadły go koszmary. Pingwinek przewracał się pod kołdrą z boku na bok. Jechali z powrotem do placówki ciężarówką wypełnioną amunicją, porcjami wieprzowiny i dwoma facetami z kompani Bravo. Samochód prowadził prywatny kierowca p[pierwszej klasy. Nie wiadomo skąd  nadleciała gwiazda i wybuchła na środku drogi z siłą supernowej. Skipper leciał. On, ptak, który nie umie latać. Naddźwiękowa fala uderzała w metal, szkło i ciała. Kruszyły się kości. Skóra eksplodowała. Nerwy urywały. Krew chlupotała i rozlewała się pod nogami. Tętnice tryskały jak węże ogrodowe pod wysokim ciśnieniem, malując świat na żywą, smutną czerwień. Płynął wśród dymu. Jego prywatny kierowca wciąż siedział za kółkiem. Skipper odsunął skrzydła od głowy. Starł krew z dzioba Abigail żeby pomóc jej oddychać. Chciał spojrzeć jej w oczy, ale ona nie miała już oczu. Nie miała już nic. Chłopaki odciągnęli go. Pomogli mu usiąść w tym kurzu i próbowali wyjąć kierowcę z ciężarówki. Ale w ich dłoniach zostało jego urwane ramię. Krew skapywała na ziemię. Serce pingwinka eksplodowało. Skipper poderwał się z łóżka z krzykiem. Zamknął oczy, zawodząc głośno.
- Nie! - wrzasnął, uderzając skrzydłem w kołdrę. - Nie, nie, mamo! Mamo! - zawył rozpaczliwie.
- Skipper, co się dzieje? - spytałam, przybiegając do pokoju. - Skipper, popatrz na mnie. Co się dzieje? - pingwinek schował w skrzydłach głowę i bujał się w przód i w tył. Oddychał ciężko. Wojna. Kolejny przyjaciel nie żyje.
- Musisz mi powiedzieć. - powiedziałam delikatnie. Skipper zaszlochał. Przytuliłam go mocno i spojrzałam na drzwi. W progu stała pozostała trójka. Pokręciłam przecząco głową. Potem kołysałam pingwinka, czekając aż burza minie.
- Cichutko. - szepnęłam. - Jestem przecież. Cichutko. - Skipper zakaszlał, wczepiając się mocniej w moją piżamę.
- Mamo... - odezwał się.
- Cichutko. - odpowiedziałam. - Ja wiem Skipper, wiem. Już, kładź się. - pingwinek wsunął się pod kołdrę, ale mojego rękawa nie puścił.
- Spokojnie, nigdzie nie pójdę. - powiedziałam, kładąc się obok niego. - Jestem tutaj, patrz na mnie. Jestem.

Na piętnaście minut przed koncertem piosenka wciąż nie była gotowa, za to w auli zbierały się tłumy.
- Wyglądasz rockowo. powiedział Skipper, uważnym spojrzeniem lustrując moją białą sukienkę mini, różowe legginsy, tenisówki i rękawiczki bez palców. Rozpromienił się i zdawał się nie pamiętać nocnego zdarzenia.
- Dzięki. - odpowiedziałam. - Ale to nie ma znaczenia. boję się, że piosenki i tak byśmy nie zaśpiewali.
- Oczywiście, że byśmy zaśpiewali. - odpowiedział Kowalski. - Pod warunkiem, że pewien członek zespołu nie robiłby z siebie gwiazdy za każdym razem, kiedy chcieliśmy ją zagrać.
- Hej! - Skipper złożył skrzydła na piersi. - Jeśli chcesz powiedzieć Kasi, że za bardzo się rozpycha, żeby być nowym liderem grupy, to nie musisz ta tego owijać w bawełnę.
- Ale on mówił o tobie. - wtrąciłam się.
- O mnie? Ja tylko robię wszystko, żeby moja kapela grała tak ostro jak powinna.
- Nasza kapela! Może i pomysł z jej założeniem był Szefa, ale zespół nie jest tylko Szefa!
- To ja piszę wszystkie piosenki!
- Ja też je piszę, tylko Szef nie pozwala nam ich grać!
- Żałuję, że w ogóle wziąłem was do mojej kapeli!
- A ja żałuję, ze zgodziłem się w tej kapeli być!
- Dość! - zawołałam. - Przestańcie się kłócić! Odkąd założyliśmy ten zespół, to ciągle kłócicie się o drobiazgi. Nie mogę uwierzyć, że to wszystko działo się pod moim nosem, a ja tego nie zauważyłam. To ja powinnam umieć rozwiązywać problemy.
- Nikt nie może znać rozwiązania wszystkich problemów. - powiedział Kowalski. - Reaktywujemy tę kapelę?
- Reaktywujemy naszą super kapelę! - poprawił go Skipper. - Którą wersję świątecznej piosenki chcemy teraz zagrać?
- Myślę, że to nie ma znaczenia co zagramy, o ile tylko zagramy to razem. - odpowiedziałam.
- Ja wiem co zagramy. - Skipper podniósł skrzydło. - Kowalski napisał świetny kawałek.
- No to na scenę! - zawołałam. - I dajmy z siebie wszystko!
 

abc.atlant
 
Trochę tą serię zaniedbałam, bo ostatni, czyli trzeci rozdział był... sześćdziesiąt siedem dni temu (sprawdziłam). Postaram się już pilnować.

Rozdział czwarty
Skipper popłakiwał niespokojnie przez sen i chyba miał już mokro w pieluszce, ale wolałam poczekać aż sam się obudzi. Maluszek zaszlochał, otwierając oczka.
- Mamusiu... - odezwał się.
- Cześć. - przywitałam się, biorąc go na ręce. - Mokro w pielusi? - zagadnęłam, ale pingwinek nie przestał płakać. - A może ty głodny jesteś? Chodź, przewiniemy cię i zaraz damy jeść.
Chwilę później Skipper siedział w wysokim krzesełku w czystej pieluszce, ale dalej nie przestawał płakać. Postawiłam na stole miseczkę kaszki i wsunęłam mu łyżeczkę do dzioba. a raczej próbowałam wsunąć, bo maluszek odwrócił głowę.
- Skipper... - odezwałam się, ale nie powiedziałam nic więcej, bo z pokoju wołał mnie Kowalski. a kiedy wyszłam z kuchni maluszek zrzucił miseczkę z kaszka na podłogę.
- Skipper - westchnęłam, wracając z pozostałą trójką na rękach. - No i kto to teraz będzie sprzątał? - pingwinek odpowiedział mi cichutkim szlochem. Postawiłam maluchy na podłodze.
- Skipper, co się dzieje? - spytałam, przytulając go. - Rico, zostaw! - zawołałam, bo ,maluch zainteresował się kaszką na podłodze.
- Głodny! - zaprotestował pingwinek.
- Zaraz co zrobię. - odpowiedziałam, biorąc Skippera na ręce. Posadziłam maluszka na podłodze w salonie. - Pobawisz się klockami? Muszę dać jeść Kowalskiemu, i innym. - pingwinek nawet nie słuchał. Szlochał coraz głośniej i coraz bardziej rozpaczliwie. - Skippuś, co ci jest? - spytałam, sadzając sobie Skippera na kolanach. - Boli cię coś? - maluszek przytulił się do mnie, krztusząc się. Poklepałam pingwinka po plecach. - Siedź sobie tutaj, ja zaraz do ciebie wrócę.
Po śniadaniu wzięłam maluchy do sklepu ze słodyczami. W końcu im też należała się jakaś przyjemność. Skipper całą drogę do sklepu popłakiwał. Po policzkach płynęły mu łzy, a mi krajało się serce. Nie wiedziałam co mu jest, ani co zrobić, żeby przestał płakać.
- Dzień dobry. - uśmiechnęła się miła ekspedientka. - A wy pewnie po żelki w kształcie rybek. - spytała z uśmiechem na nasz widok. Odwzajemniłam uśmiech.
- A może dla odmiany coś innego? - odparłam.
-Słodziutkie jak zawsze. - przy pingwinkach przykucnęła asystentka, która właśnie wyszła  zaplecza. Ojej, czemu płaczesz? - spytała, zwracając uwagę na Skippera.
- Nie wiem co mu jest. - pokręciłam głową z rezygnacją. - Szlocha od rana, a ja nie potrafię go uspokoić.
- A może ma kolkę? - miła pani wzięła maluszka na ręce. - Zobacz jaki ma napięty brzuszek.
- Ooo... Tym nie pomyślałam. - przyznałam. - Mamy w domu lekarstwo na kolkę, ale... Chodź do mnie. - wzięłam od niej Skippera. - Boli cię brzuszek? - pingwinek przytulił się do mnie. - Wybraliście słodycze? - spytałam maluchów. Kowalski przytaknął. - no to pokażcie pani, które chcecie żelki. - chwilę potem maluchy trzymały w skrzydełkach, torebki ze słodyczami, a ekspedientka podała mi woreczek z kilkoma cukrowymi wężykami.
- To na pocieszenie. - uśmiechnęła się.
Po powrocie do domu wsunęłam Skipperowi do dzioba łyżeczkę lekarstwa na kolkę. Maluszek uspokoił się i przetarł oczka. Robił się śpiący.
- Prześpisz się? - spytałam. - Położymy cię do łóżeczka, chodź.
- Mamo - w korytarzu Kowalski pociągnął mnie za nogawkę.
- Za chwilę, dobrze? - odpowiedziałam, przechodząc obok. Położyłam Skippera do łóżeczka, okryłam kocykiem i wróciłam do przedpokoju, rozglądając się za Kowalskim.
- Kowalski, gdzie jesteś? - odezwałam się i dopiero wtedy go zobaczyłam. Maluszek stał obok drzwi kuchni w sporej kałuży. W oczkach zaczynały mu się zbierać łzy.
- Czemu nie wołałeś? - spytałam, przykucając przy nim, ale olśniło mnie. Wołał. Próbował mi powiedzieć, ze bardzo mu się chce. Pingwinek cofną się o krok.
- Nie bój się, nic się nie stało. - powiedziałam. - Zaraz sprzątniemy. - wyjęłam z szafki na buty ścierkę. Maluszek wyszedł kałuży, stając obok. Potem bez słowa patrzył jak ścieram podłogę. Było mu wstyd. Był już na tyle duży, że w ciągu dnia powinien zdążać na nocniczek. Kowalski rozpłakał się, przytulając się do mnie.
- Nie płacz, to nic złego, ze czasem nie zdążysz na nocniczek. - pocieszyłam go. - Ciągle się przecież uczysz. chodź, pomożesz mi zrobić obiadek. - potarmosiłam go po piórkach.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

abc.atlant
 
Kate - Writes: W domu panuje świąteczna atmosfera. Pingwiny już teraz biorą się za ubieranie choinki. Trochę za wcześnie, no ale... Do głowy by mi nie przyszło, żeby im czegoś odmawiać (Kowalski ma dziwna minę).
IMG_0249.JPG

Skipper uwielbia te złote i srebrne girlandy. Najbardziej chyba lubi się do nich przytulać. Nic dziwnego, są takie mięciutkie, a przy podwładnych trzeba się hamować z okazywaniem emocji.
IMG_0246.JPG

Rico też bardzo je lubi, chociaż nigdy w życiu by się do tego nie przyznał. No ale, jemu czasem też trzeba mięciutkiej, puszystej girlandy do zabawy (tudzież przytulania).
IMG_0251.JPG
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›