Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 4 listopada 2015

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
- Kowalski... Chodź do kuchni, bo wdychanie ziółek cię czeka.
- Nie, proszę. - jęknął pingwinek. - To jest okropne.
- Ale katar ci po tym przechodzi. - odpowiedziałam, stawiając na stole w kuchni szklankę naparu. - Skipper, nie uciekaj, bo ciebie też chcę tu zaraz widzieć. wczoraj się wymigałeś, ale dzisiaj inhalacja cię nie ominie. - Skipper westchnął, ale posłusznie usiadł przy stole, obok przyjaciela. Kowalski już zaczynał płakać.
- O nie, mój panie, dzisiaj ten numer nie przejdzie. - powiedziałam. Pingwinek otarł łzy i widząc, ze nic nie da się zrobić, wziął się za wdychanie ziółek. Potem zwierzaki wypiły po kubku ciepłego mleka i zostały odesłane do łóżka. Kowalski położył się obok przywódcy. Dzisiaj chciał mieć obok kogoś bliskiego.
- Mogę mieć do ciebie prośbę? - spytał Kowalski, kiedy otulałam pingwiny kołdrą. - Poczytasz mi ba głos?
- Pewnie, tylko mi powiedz co. - odparłam. Pingwinek wyciągnął skrzydło w stronę niskiego stolika, na którym leżała książka.
- ”Saga księżycowa”? - spytałam, a Kowalski kiwnął głową. - Dobrze. - uśmiechnęłam się, otworzyłam książkę w miejscu założonym zakładką i zaczęłam czytać. Kowalskiemu coraz bardziej kleiły się oczka aż w końcu zasnął. zamknęłam książkę i dokładniej przykryłam pingwinka kołdrą.
- Dobranoc Skipper. - powiedziałam, gasząc światło.
- Dobranoc. - odpowiedział Skipper, wsuwając się głębiej pod kołdrę. Uśmiechnęłam się, widząc przytulone do siebie pingwinki i zamknęłam drzwi pokoju.
- Dzień dobry. - ziewnął Kowalski, wchodząc rano do kuchni. Przy stole siedziała już pozostała trójka. Skipper z apetytem zjadał słodką kaszkę. Cały był nią umazany.
- Co na śniadanie? - spytał pingwinek siadając obok. Przed Kowalskim wylądowała miseczka kaszki z plasterkami bananów. Naukowiec włożył sobie do dzioba pierwszą łyżeczkę.
- Smakuje ci? - spytałam. Kowalski z zapałem pokiwał głową.
- A mogłabyś mi coś kupić w KFC? poprosił.
- Mogłabym. - odpowiedziałam. - Szeregowy, spóźnimy się. - dodałam, wycierając Skipperowi dziób. Pingwinek westchnął ostentacyjnie, dając mi do zrozumienia, że wcale nie chce iść do szkoły i pobiegł za mną do korytarza.
- Miłego przedpołudnia. - rzuciłam jeszcze przez ramię, wychodząc z domu. Pingwiny dokończyły śniadanie i podreptały do pokoju Skippera, pograć w karty.
- Jestem! - zawołałam, wchodząc do domu sześć godzin później. - Siedzicie tutaj? - spytałam, zaglądając do pokoju Skippera. - Kowalski, zgodnie z zamówieniem. - podałam pingwinkowi hamburgera wziętego na wynos z KFC. Kowalski od razu zabrał się do jedzenia i uśmiechnął się, czując na języku cebulę, sałatę i majonez. Skipper patrzył na to z zazdrością. Przełknął ślinę. Też by chętnie zjadł coś pysznego.
- A ja? - spytał. - Co masz dla mnie? - dopytywał. - Ja też chcę!
- Dla ciebie to mam ciepłą zupę ziemniaczaną. - odparłam. - Pamiętasz co mówiła pani Ola. Masz być na diecie.
- Wiem. - westchnął Skipper. - Będzie teraz obiad?
- Będzie, chodź. - odpowiedziałam, schodząc na dół. - Szeregowy, lekcje! - przypomniałam, bo pingwinek pobiegł się bawić, zupełnie tracąc zainteresowanie zadanymi lekcjami. Kończyliśmy jeść, kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Cześć wujku. - przywitałam się, wpuszczając do domu pana Frankowskiego. - Właśnie jemy, przyłączysz się?
- Nie, ja jestem po obiedzie. wpadłem tylko zobaczyć co z pingwinami. - odpowiedział nauczyciel.
- Wujek Janusz! - wyrwało się Kowalskiemu. - To znaczy... Dzień dobry. - poprawił się, widząc jak wszyscy na niego patrzą. Pingwinek spuścił wzrok. - Przepraszam.
- Pierwszy raz powiedziałeś do mnie ”wujku”. - odezwał się nauczyciel, uśmiechając się. - Nie przepraszaj.
- Mam mówić przez ”pan”? - spytał Kowalski.
- Jeśli tak ci łatwiej, to mów ”proszę pana”. - pan Frankowski usiadł obok pingwinka. - Ale wiesz, ”wujku” też bym chciał czasem od ciebie usłyszeć. Zagramy w szachy? - Kowalski z zapałem pokiwał głową.

Skipper siedział obok mnie, na krześle, w poczekalni gabinetu weterynaryjnego pani Oli. Mieliśmy się zgłosić na badania. Byłam spokojna, bo pingwinek czuł się wspaniale i raczej nic mu nie dolegało, nie licząc oczywiście skrzydeł, które ciągle były zabandażowane.
- Chodźcie. - powiedziała pani Ola, wypuszczając z gabinetu pana z dużym psem rasy husky. Posadziłam Skippera na kozetce, a sama usiadłam obok. Pingwinek nerwowo przygryzł skrzydło.
- Jak się czujesz Skipper? - spytała weterynarz.
- Dobrze. - odpowiedział pingwinek. Pani Ola osłuchała Skippera.
- Nie miewasz bólów głowy? Mdłości? - zwierzak pokręcił głową. - A trudności z oddychaniem? - weterynarz odwinęła bandaże ze skrzydeł. - Ładnie nam się goi. Na pewno lepiej niż podczas jego pobytu w szpitalu. - pani Ola zrobiła Skipperowi świeży opatrunek, pobrała próbkę śliny i zaniosła do analizy.
- No to jeszcze jedno. - powiedziała, podając Skipperowi mały pojemnik. Pingwinek momentalnie się zaczerwienił.
- Ja nie chcę. - zaprotestował. - To naprawdę konieczne?
- Muszę wiedzieć jak się sprawy mają z tym krwotokiem. - odpowiedziała weterynarz. - Posłuchaj, wiem, że się wstydzisz, ale ani ja, ani Kasia nie będziemy się z ciebie śmiać.
- A ja nikomu nie powiem. - obiecałam. Skipper westchnął,  ale odwrócił się i wyszedł d toalety, a chwilę później wrócił z próbką moczu dla pani Oli. Pingwinek rzucił mi proszące spojrzenie, podając jej pojemnik, a ja odwróciłam wzrok. Weterynarz uśmiechnęła się.
- Poczekacie na wyniki? - spytała. - To nie potrwa długo. - usiedliśmy ze Skipperem w poczekalni i rzeczywiście nie musieliśmy długo czekać.
- Wszystko w porządku. - powiedziała pani Ola, wychodząc do nas. Uśmiechnęłam się, a Skipper przytulił się do mnie mocno.
- Teraz musisz mi obiecać jedno. - powiedziałam. - Nigdy więcej samotnych wypraw na boisko.
  • awatar serpentard210: Szeregowy jest jak moja siostra!!! Żuci plecak woła że idzie się bawić i już jej nie ma. Cieszę się że Skipper zdrowieje. Mam nadzieję że niedługo dowiemy się kto tak okaleczył mojego małego Skippera!!! Nie wiem kim jesteś koleś, ale jak Cię znajdę to pożałujesz że się wogule urodziłeś!!!
  • awatar SallyLou: No pingwiny wracają powoli do zdrowia. Cieszę się :D Kupowanie prezentu urodzinowego dla Juliana nie stanowi chyba żadnego problemu :P
  • awatar *Mordka*: Fajne! :D Ten obrazek mnie rozwala :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›