Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 3 listopada 2015

Liczba wpisów: 2

abc.atlant
 
Następnego dnia zaryzykowałam i dałam kowalskiemu jogurt gruszkowy. Nie zwymiotował, brzuszek też go nie bolał, więc uznałam, że mamy mały sukces. Gorączka też powoli ustępowała. Wieczorem zmusiłam pingwinka do wypicia ciepłego mleka i do powdychania ziółek na katar. Nie obyło się bez płaczu, bo pingwinek chciał się tylko położyć, a siedzenie w kuchni było dla niego męczarnią. Po policzkach Kowalskiego płynęły łzy, a małe biedactwo pociągało nosem wdychając zapach naparu z ziół. Raz po raz wstrząsał nim szloch.
- Jeszcze chwileczkę. - powiedziałam, siadając obok. - Wiem, że się męczysz, ale obiecuję, że zaraz będziesz mógł się położyć. - pingwinek odsunął od siebie szklankę z naparem.
- Kochanie... Jeszcze dwie minutki. - Kowalski pokręcił głową przecząco. - No dobrze, chodź. - wzięłam go na ręce i zaniosłam do pokoju. Pingwinek zanurkował pod kołdrą i zwinął się w kłębek.
- Zostać z tobą czy zostawić ci lampkę nocną? - spytałam.
- Zostań. - poprosił Kowalski. Położyłam się obok niego na łóżku i gładziłam go kojąco po plecach dopóki nie usnął.
Kowalski obudził się w środku nocy  pilną potrzebą do toalety. Nie chciało mu się wstawać, ale pełny pęcherz nie dał o sobie zapomnieć i pingwinek musiał zwlec się z łóżka. Kowalski otulił się kocem w zeberkę i pomaszerował korytarzem do łazienki. Droga do toalety zajęła pingwinkowi trzy razy więcej czasu niż zwykle, ale wreszcie dotarł do drzwi łazienki. Kowalski załatwił potrzebę i miał wrócić do swojego pokoju, kiedy jego wzrok padł na schody na poddasze. Chętnie zobaczyłby co z Szefem. Najpierw Skipper był w szpitalu, a potem on zachorował. Pingwinek ostrożnie stanął na pierwszym schodku, a potem wyraźnie ośmielony pobiegł na górę. Skipper spał, wtulony w poduszkę, odwrócony dziobem do ściany, ale przebudził się, kiedy Kowalski władował mu się do łóżka. Nie wiedział co ma zrobić.
- Eee... Kowalski... - odezwał się niepewnie, a kiedy naukowiec przywarł do niego plecami, zrezygnował z odsyłania podwładnego  do jego pokoju i objął go skrzydłem.
- Jak się Szef czuje? - zagadnął Kowalski.
- O wiele lepiej. - odpowiedział Skipper. - Ale z wami nie bardzo.
- Ja też dobrze się czuję. Kasia się mną zajęła. - powiedział naukowiec, wtulając się w piórka przywódcy. - Mogę tutaj z Szefem spać? - poprosił.
- Śpij. - odpowiedział mu Skipper, układając się na poduszce.
- Kowalski, jesteś tutaj? - spytałam, zaglądając na poddasze. Pingwinek usiadł na łóżku. - Czyli jesteś. - stwierdziłam. - Słuchajcie, ja idę do szkoły, nadrabiać kolosalne zalęgłości. Poradzicie sobie sami przez te sześć godzin?
- Jasne, zajmę się nim. - Skipper objął Kowalskiego skrzydłem.
- Wmuś w niego śniadanie. I pamiętaj, ze jesteś po szpitalu. Nie pozabijajcie się. - powiedziałam. - Idę, cześć. - pingwiny popatrzyły po sobie i zgodnie zeszły na dół, do kuchni.
- Chcecie coś do jedzenia? - spytał Skipper, zaglądając do lodówki.
- Nie, nie bardzo. - odpowiedział Kowalski. Pingwiny przeniosły się do salonu przed telewizor. Zniosły na kanapę dwie kołdry i koc i umościły sobie z nich wygodne legowisko. Kowalski położył obok siebie paczkę chusteczek i pudełko herbatników. Skipper nie mógł jeść żadnych innych słodyczy i pingwinek postanowił, że dopasuje się do przywódcy.
- Masz. - powiedział Skipper, wybiegając z kuchni i włożył kowalskiemu w skrzydła miseczkę budyniu. - Wiem, że to akurat zjesz. Bez marudzenia proszę. - naukowiec włożył sobie do dzioba łyżeczkę budyniu waniliowego.
- Co oglądamy? - spytał.
- Bo ja wiem... - zastanowił się Skipper, stając przy półce z filmami na DVD. - ”Hobbit”, ”Piraci z Karaibów”? Możemy oglądać ”Szept serca”. - pingwinek odwrócił się.
- Szef ogląda romanse? - zdziwił się Kowalski. - Wolę ”Hobbita”.
- Wedle życzenia. - Skipper włożył płytę do odtwarzacza i umościł się obok przyjaciela. - Dla mojego chorego biedactwa wszystko. - Skipper potarmosił Kowalskiego po piórkach.
- Szefie! - zaprotestował gwałtownie pingwinek. - Nie jestem już małym dzieckiem! - Skipper zaśmiał się w odpowiedzi.
- Gdzie jest Rico? - spytał. - Może by się do nas przyłączył?
- Rico! - zawołał na cały głos Kowalski, zdzierając sobie gardło. - Idziesz na film?!
- Idę, idę! - wybełkotał Rico, zbiegając na dół, wskoczył na kanapę i wsypał sobie do dzioba całą zawartość pudełka z herbatnikami. Kowalski złożył skrzydełka na piersi.
- Rico... - odezwał się Skipper, kręcąc głową.
- No co? - Rico rozłożył skrzydełka w geście ”nic nie wiem”. Skipper westchnął tylko i zapatrzył się w ekran.
- Chłopaki, jestem! - zawołałam od progu. - Zrobiłam zakupy, będzie domowy obiadek!
- Nie krzycz. - poprosił Skipper, wybiegając do korytarza. - Kowalski śpi. Chyba mu już lepiej.
 

abc.atlant
 
Dzisiaj graliśmy na zawodach hokejowych. Cztery mecze, w tym jeden z dziewczynami ze szkoły Kasi. Pierwszy mecz graliśmy zaraz na samiutkim początku. Mniej więcej w połowie drugiej części meczu Szef wykonał bezpośrednie podanie do mnie, robiąc tym samym miejsce między dwiema zawodniczkami obrony. Ruszyłem na przestrzał i walnąłem krążkiem prosto do bramki. Jeden do zera! Byłem tak podekscytowany, że zrobiłem gwiazdę przez lodowisko i oczywiście wywinąłem orła. Drugi mecz graliśmy z drużyną z sąsiedniego miasta. To już nie było łatwe. Przez całą pierwszą połowę moje wysiłki, aby podać krążek Szefowi, były skutecznie blokowane. Zaczynaliśmy drugą połowę, ale ja czułem, że zaczynam się zmuszać, żeby nadążyć za tempem gry. Nagle zorientowałem się, że mój przeciwnik oddalił się ode mnie i ruszył w stronę pola bramkowego bez pokrycia. Rzuciłem się w jego stronę, ale było za późno. W ostatnich sekundach zremisowaliśmy. Posłałem krążek w stronę Abigail, a ona energicznym machnięciem kija wrzuciła go prosto do bramki. Musieliśmy strzelać karne, żeby przeważyć. Było trzy do trzech, kiedy miałem strzelać. Zmyliłem bramkarza i skierowałem krążek w lewy róg bramki. Udało mi się, przeważyliśmy. To właśnie trzeci mecz graliśmy z dziewczynami z naszego gimnazjum. Pierwsza połowa zakończyła się totalną klapą. Druga zaczęła się dynamicznie i z nerwowym rozpędem. Widziałem, że sprzed bramki obserwuje mnie Szef. Podałem prosto do niego, a Szef skierował krążek prosto do bramki. Też chciałem mieć coś na swoim koncie, ale poczułem szarpnięcie za kij, zachwiałem się, straciłem równowagę i grzmotnąłem na lód. "Co z tobą Kowi?" zadrwiła Agnieszka, bo to przez nią się wywróciłem. Błyskawicznie poderwałem się z lodu i rzuciłem na nią. Nieźle ode mnie oberwała, ale musiałem odsiedzieć swoje na ławeczce karnej. Trudno. I tak wygraliśmy ten mecz. Ostatni miał być decydujący. Przegrywaliśmy dwa do zera, ale teraz graliśmy lepiej niż kiedykolwiek. Wręcz czytaliśmy w swoich myślach. Abigail wykonała do mnie precyzyjne podanie, a ja uderzyłem krążek. Poleciał dokładnie tam gdzie sobie życzyłem, czyli w bramkę. Zwycięstwo! Odebraliśmy dyplomy, puchar i zagraliśmy na nosie dziewczynom z klasy. Świętowaliśmy w kawiarni przy serniku i gorącej czekoladzie.
  • awatar TheKovalskyCrown: Poprzedni wpis: ,,Po policzkach Kowalskiego płynęły łzy, a małe biedactwo pociągało NOSEM wdychając zapach naparu z ziół.'' Ejże, chyba dzióbkiem ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›