Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 20 listopada 2015

Liczba wpisów: 2

abc.atlant
 

Patty wstała z ziemi i oparła się o kraty, kiedy straże wprowadziły do lochów Legolasa i Katrin.
- Precz z łapami! - warknęła Katrin, kiedy jeden ze strażników wyciągnął dłoń po jej miecz. - Nie macie prawa...
- Panienko, proszę Ne stawiać oporu i oddać nam broń.
- Zrób co każą. - polecił dziewczynie Legolas, podając strażnikom swoje sztylety, łuk i strzały. Katrin niechętnie odpięła od pasa miecz w pochwie i oddała najbliżej stojącemu. Chwilę potem zatrzasnęły się drzwi dwóch celi. Katrin opadła na pryczę.
- Przepraszam Legolas. - odezwała się. - To wszystko jest z mojej winy. Gdybym nie próbowała się tu dostać za wszelką cenę...
- Za późno na takie rozmyślania. - odpowiedział elf. - To nie twoja wina melisse. Gdyby mój ojciec miał chociaż namiastkę serca nie doszłoby do tego. - Legolas wysunął dłoń przez kraty. - Anta ranco Katrin. - poprosił. Dziewczyna przesunęła dłonią po podłodze. Ich palce splotły się mocno.
- Tylko co teraz? - zastanawiała się na głos Katrin.
Po zapadnięciu zmroku do lochów bezgłośnie weszła Tauriel. Klucze w jej ręce pobrzękiwały lekko, kiedy iłża wzdłuż cel, szukając właściwych. Wreszcie znalazła. Zamek w drzwiach celi Legolasa szczęknął cicho, gdy przekręciła klucz w zamku. Również drzwi celi Katrin stanęły otworem.
- Tauriel... - odezwała się dziewczyna. - Dlaczego nam pomagasz?
- Bo władca mylił się w swojej decyzji. - odpowiedziała elfka. - A ja stoję po stronie sprawiedliwych. - Tauriel podała Legolasowi łuk, kołczan ze strzałami i sztylety, a Katrin miecz. - Uciekajcie, póki cały pałac jest pogrążony we śnie. Weźcie wierzchowca i jedźcie na południe. - Legolas skinął głową i objął elfkę.
- Dziękuję. - powiedział. - Jesteś wspaniałym dowódcą straży.
- Tauriel, proszę zaopiekuj się Patty gdy nas nie będzie. - odezwała się Katrin. - Thranduil zrobi z nią co zechce gdy dowie się o naszej ucieczce.
- Nie dowie się, już moja w tym głowa. Ale obiecuję się nią zająć. - odpowiedziała elfka. - Jedźcie już. - ponagliła. Legolas jeszcze raz podziękował i pobiegł w stronę wyjścia z pałacu, a Katrin za nim.
- Powodzenia! - zawołała jeszcze Tauriel, zanim oboje zniknęli jej z oczu. Legolas i Katrin podążyli w stronę sypialni. Nakrapiany koń zarżał wesoło, kiedy elf zaczął go siodłać.
- Jedziemy do Gondoru. - odpowiedział na niezadane pytanie.
Legolas usiadł w siodle i pomógł Katrin usadowić się za nim. Potem wbił pięty w boki konia, a wierzchowiec pogalopował przed siebie. Droga do Gondoru miała trwać długie trzy dni, ale dziewczyna miała dosyć po jednej nocy. Było jej okropni niewygodnie, a jazda konna z pełnym pęcherzem była podwójnie uciążliwa. Katrin przekręciła się w siodle.
- Na kiedy planowany jest przystanek? - spytała.
- Jakieś późne popołudnie. - odpowiedział Legolas. - Musimy zmylić ewentualny pościg. - dziewczyna z westchnieniem oparła głowę na ramieniu elfa, ale niedługo potem odezwała się znowu.
- Legolas proszę, ja nie mam pęcherza ze stali.
- Oczywiście, przepraszam. - elf ściągnął wodze, zatrzymując wierzchowca. Katrin zgrabnie zsunęła się z siodła i pobiegła za krzaki, zapewniające odrobinę prywatności. Legolas też zsiadł z konia.
- Czy my teraz jesteśmy zbiegami? - spytała dziewczyna, przytulając się do elfa. - Takimi z których głowy wyznaczone są nagrody? - Legolas odetchnął.
- My się od nich bardzo różnimy Katrin. - odpowiedział. - Nie zrobiliśmy nic złego. - elf objął dziewczynę ramieniem. - A póki jesteśmy razem nic nie stanie nam na drodze. - stali tak dopóki przenikliwe zimno nie zaczęło dawać im się we znaki. Wtedy to Legolas zdecydował, że trzeba ruszać. Katrin usiadła w siodle przed elfem. Miała dosyć gnieżdżenia się z tyłu, gdzie cały czas drętwiała i było jej niewygodnie. Legolas uśmiechnął się, kiedy wtuliła się w niego.
- Próbowałeś kiedyś czekolady? - zagadnęła dziewczyna, wyjmując połamana tabliczkę i kawałek podała elfowi. Legolas dokładnie obejrzał czekoladę i powoli włożył sobie do ust.
- Słodkie. - stwierdził z namysłem. - Zbyt słodkie.
- Nie smakuje ci. - stwierdziła ze smutkiem dziewczyna.
- W Śródziemiu nie mamy czegoś takiego. - odparł elf. - Nie mamy tutaj mnóstwa rzeczy, które ty znasz ze swojego świata. - Katrin z westchnieniem schowała czekoladę.
- Nie chcę uciekać. - powiedziała. - To oznacza, ze się poddajemy. Powinniśmy być teraz gdzie indziej.
- My nie uciekamy tak po prostu harma. - odpowiedział Legolas. - My szukamy kogoś kto przerwie to zamieszanie. i jesteśmy dokładnie tu gdzie być powinniśmy. Przepowiednia powoli się wypełnia. - Katrin umilkła. wiedziała już, ze to o Patty mówiła tamta przepowiednia.

Melisse. - Kochanie.
Anta ranco Katrin. - Daj rękę Katrin.
Harma. - Skarbie.
legolas_x_reader__2_by_warriornerdz66-d8f4b43.png.jpg
  • awatar serpentard210: Szybko ci to idzie. ;) ale rozdział super, po co ją to piszę, one są zawsze super!!! ;D
  • awatar *Mordka*: Nie ma to jak pierwszy raz jeść czekoladę :D
  • awatar frytki z majonezem.: Nie dziwię się, mnie też czasami mdli od czekolady :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

abc.atlant
 
Mój polonista okazał się tak wspaniałomyślny i wymyślił najlepszy temat zadania domowego jakie w ogóle można zadać! Otóż pierwszego grudnia we wtorek każdy z nas ma zaprezentować na lekcji swoją własną, wykonaną przez siebie fotografię artystyczną. Nie ma żadnych ograniczeń! Temat jest dowolny, ilość zdjęć dowolna, format dowolny, cała reszta zresztą też dowolna! Jestem taka szczęśliwa! Ze zdjęciem nie będzie problemu, bo mam cały aparat artystycznych fotek, bo z aparatem chodzę absolutnie wszędzie i wszystkiemu robię zdjęcia. Problemem będzie to co pan uważa za fotografię artystyczną a mianowicie portrety, zdjęcia natury lub zwierząt, a ja mam na zdjęciach zupełnie co innego, ale też każdy o innego uważa za sztukę, nie? Więc mam prawo uważać inaczej. Co o tym myślicie?

Wczoraj byłam z pingwinami na lodowisku (uwaga, strona fikcyjna), bo na początku grudnia są półfinały, do których moje chłopaki się zakwalifikowały. Pierwsze miejsce przecież zobowiązuje. Z początku patrzyłam tylko jak pingwiny grają, ale potem dołączyłam się też. rozgrzewkę tez robiliśmy, chociaż moim zdaniem nie miała sensu. Na dworze było przecież przeraźliwie zimno. Kilka skłonów, przysiadów i mogliśmy grac. Szło świetnie do momentu, kiedy na lodowisko nie przyszły dziewczyny z klasy. Też będą grały w półfinałach i przyszły poćwiczyć.
- Ja zarezerwowałam lodowisko na dziś. - zaczęłam.
- Ty serio myślisz, ze twoje pingwiny mogą wygrać? - spytała Iris. - Jesteście żałośni, to poważna rozgrywka, a one są niestety jakie są.
- Chcesz przez to powiedzieć, że moje pingwiny nie zasługują na udział w półfinałach?
- Tak, Iris dokładnie to chciała powiedzieć. - odpowiedziała Agnieszka. - Skoro nie możemy teraz potrenować, to życzymy powodzenia. Na pewno się przyda.
- Nie potrzebujemy waszego "powodzenia", damy sobie radę. - krzyknęłam za nimi.
- Idziesz grać? - spytał Skipper, przysłuchujący się rozmowie. Kiwnęłam głową.
Mijała pierwsza godzina treningu, pingwiny raźno ślizgały się po lodzie, krążek raz po raz lądował w bramce, ale widziałam, że Skipper zachowuje się inaczej niż zwykle. Nie upominał podwładnych, nie wytykał im błędów, a sam zaczynał grać coraz gorzej. Zrzucałam to na zmęczenie, ale teraz nie byłam już pewna czy to dlatego. Pingwinek stanął w miejscu nie zauważając krążka przelatującego obok.
- W porządku Skipper? - spytałam. Pingwinek kiwnął głową.
- Trochę się zmęczyłem. - przyznał. - No i dziewczyny wytrąciły mnie z równowagi.
- Nimi się nie przejmuj. Rób swoje, graj najlepiej jak potrafisz, a na półfinałach zgarnijcie przepustkę do finałów. To wystarczy, żeby utrzeć nosa Iris. - pingwinek potaknął, ale ciągle ruszał się sztywno, zrywami i w ogóle mu nie szło. Chodziło o coś zupełnie innego. Skipper wiedział, że złośliwymi uwagami nie ma się co przejmować, ale w tej chwili bardziej był przejęty swoją potrzebą do toalety. Nie chciało mu się bardzo, ale czuł, że kolejnej godziny na lodowisku nie wytrzyma.
- Źle się Szef czuje? - spytał Kowalski, zatrzymując się obok przywódcy. - Widać, że nie może się Szef skupić.
- Naprawdę musisz mi to wtykać? - warknął Skipper. - Staram się przecież.
- Nie musi Szef krzyczeć. Po prostu się martwię.
- Nie macie czym, naprawdę. - Skipper odetchnął. Naprawdę pilnie zaczynał potrzebować toalety. Zajęty sobą pingwinek nie zauważył krążka, który - wbrew zasadom podrzucony przez Rico w powietrze - uderzył Skippera w policzek. Pingwinek nie zdążył się uchylić. Najpierw poczuł uderzenie, a potem dopiero ból. Po policzkach popłynęły mu łzy, które za wszelką cenę próbował powstrzymać, a z gardła wyrwał się jęk bólu.
- Nic Szefowi nie jest? - spytał Kowalski, podbiegając do przywódcy.
- Sorry. - wybełkotał Rico.
- Boli? - spytałam, przyklękając obok. Skipper zaszlochał krótko w odpowiedzi. Bolało i to jeszcze jak.
- Nie ma co płakać, przejdzie. - pocieszyłam go. - Pokaż, nie masz rozciętego policzka? - Skipper powoli odsunął skrzydło od uderzonego miejsca. - No, na szczęście nie. Koniec treningu na dziś. Idziemy do kawiarni. - wytarłam Skipperowi łzy. - gdzie chcemy iść? Do której?
- Do najbliższej. - odpowiedział Skipper, podnosząc swój kij hokejowy z lodu. Na szczęście blisko była kawiarnia "Słoneczko" otwarta - jak głosił napis na drzwiach - dwadzieścia cztery godziny na dobę.
- Siadaj. - posadziłam Skippera na krześle obitym materiałem w różyczki, a sama podeszłam do kontuaru. Pozostała trójka już stała przy oszklonej ladzie, wybierając ciasto, na które wszyscy mieliby ochotę. Jak zwykle się nie udało i jak zwykle każdy wziął dla siebie coś innego.
- Wzięłam ci ciastko czekoladowe z kremem śmietanowym, może być? - spytałam, siadając naprzeciwko pingwinka. Skipper kiwnął głową. Właściwie było mu wszystko jedno, co zje. Chciał do ubikacji. Kowalski usiadł obok przyjaciela.
- Moim zdaniem byliśmy dzisiaj super. - zaczął. - A za dziewczyny to trzeba wznieść toast, żeby były choć w połowie tak dobre jak my. Roześmiałam się.
- Tak, to prawda. - odpowiedziałam. - Co myślisz Skipper?
- Ja... Ja nie wiem... - odpowiedział pingwinek. Coraz bardziej czuł, że musi pójśc do łazienki, a kiedy wylądowało przed nim zamówione czekoladowe ciastko nie rzucił się na deser ze śmiechem tak jak jego przyjaciele. Zaczynał wpadać w panikę. Kręcił się na krześle, przebierał nogami, pochylał się do przodu. Bardzo starał się, żeby nie dać po sobie poznać, co się dzieje, choć ja zaczynałam już mieć pewne podejrzenia. Kompletnie nie obchodził go temat prowadzonej rozmowy, a jego nerwowe podrygiwania mówiły same za siebie. Do oczu napływały mu łzy. Był wzorem przywódcy i powinien świecić przykładem dla podwładnych, ale w tej chwili nie za bardzo świecił. Nie dawał dobrego przykładu, powstrzymując się przed przyznaniem jak bardzo chce mu się do ubikacji.
- Skipper... - odezwałam się. - Tobie się nie chce do toalety? - pingwinek zaczerwienił się słysząc pytanie.
- Chce mi się. - odpowiedział ledwo dosłyszalnie.
- No to na co czekasz? - spytałam. Skipper zerwał się z krzesła i szybkim krokiem ruszył korytarzem po lewej w stronę toalet. Ostatni odcinek przebiegł, czując, że za chwilę nie wytrzyma. Do toalety na szczęście zdążył i po załatwieniu naglącej potrzeby stwierdził, że ma ogromną ochotę na tamto ciastko, które ciągle na niego czekało.
- Jesteś? - spytałam, kiedy Skipper wrócił do nas w o wiele lepszym nastroju. - Zjadaj deser i pomóż chłopcom wybrać ciasto do domu, na jutro.
- Musimy coś jeszcze zrobić. - uśmiechnął się pingwinek, odgryzając kawałek ciasta i uśmiechnął się, czując krem. - Nie wznieśliśmy toastu za dziewczyny. - pingwiny wybuchnęły śmiechem.
  • awatar *Mordka*: Fajne opowiadanie ;) Tylko niech Skipper ma problemy toaletowe już z głowy :D
  • awatar frytki z majonezem.: Jejku, piękne zdjęcie *-*
  • awatar Kwas Pruski: Nigdy nie miałam takiej pracy domowej w szkole. Pewnie też bym się cieszyła. Z drugiej strony faktycznie - co jest artystyczne, a a co nie, to duży temat, nieograniczenie trochę dezorientuje. Tak swoją drogą uważam że to ciekawe że w końcu wybrałaś do szkoły tamte zdjęcia w tematyce "pisarskiej". Uważam że to cię bardzo wyraża i dużo mówi - z nieograniczonej puli tematów wybrać właśnie to. :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›