Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 5 października 2015

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Kowalski już do reszty stracił humor. Musiał pójść do ubikacji. I to koniecznie. Pingwinek gorączkowo myślał, gdzie mógłby załatwić naglącą potrzebę. Szliśmy teraz przez las, wokół pełno było krzaków i zarośli, mógłby się na chwilę odłączyć od grupy, ale ktoś na pewno zauważyły jego zniknięcie. Kowalski stanął w miejscu i odetchnął głęboko. W oczach pingwinka zalśniły łzy, a skrzydła mimowolnie zacisnęły się w pięści. Co będzie jeśli nie wytrzyma?
- Skipper, w porządku? - spytałam pingwinka.
- Tak, ze mną wszystko ok. Ale na twoim miejscu spytałbym Kowalskiego. - odpowiedział Skipper.
- Już pytałam, powiedział, ze nic mu nie jest. Ale mogę spytać jeszcze raz. - powiedziałam. - Zostań z chłopakami. - dodałam, stawiając go na ziemi. Skipper wykrzywił się w grymasie bólu, ale nie odezwał się ani słowem.
- Kowalski... - przykucnęłam przy pingwinku. - Widzę co się dzieje, nie jestem ślepa. Jeszcze trochę czasu minie, zanim reszta nas dogoni. Chcesz odejść kawałek i na spokojnie to załatwić? Czy wytrzymasz? - spytałam.
- Wytrzymam. - odpowiedział Kowalski. Wolał nie przyznawać się, jak bardzo mu się chce.
- Ale gdyby coś było nie tak, masz mi powiedzieć. - zastrzegłam.
- Nie jestem już dzieckiem! - oburzył się pingwinek. do przystanku autobusowego gdzie mieliśmy czekać na pozostałych zostawał nam półgodzinny spacerek. Kowalski wpatrywał się w ziemię, maszerując za Rico i Szeregowym. Po kwadransie pingwinek stanął w miejscu. Zerknęłam na niego niespokojnie. Nie byłam pewna czy wszystko jest w stu procentach w porządku. Kowalski coraz bardziej nerwowo przestępował z nogi na nogę, gorączkowo zaczynał rozglądać się za jakimś ustronnym miejscem. Takowego nie znalazł, szliśmy teraz asfaltową drogą, pomiędzy domkami jednorodzinnymi.
- To tutaj? - spytał Szeregowy, pokazując na przystanek autobusowy po przeciwnej stronie ulicy.
- Aha. - potwierdziłam. - Wygląda tak samo jak opisał go wujek.
- Możemy iść do sklepu? - spytał Skipper. - Masz jakieś drobne? - wygrzebałam z plecaka portmonetkę.
- Po jednym batoniku i nic więcej. - powiedziałam, wciskając mu w skrzydło banknot dziesięciozłotowy. Trójka pingwinów pognała w stronę sklepu spożywczego. Z kostką Skippera było wyraźnie lepiej. Jak zdążyłam zauważyć, batoniki były lekarstwem na wszystko.
- Kowalski? - odezwałam się pytająco i posłałam mu znaczące spojrzenie. Pingwinek podniósł na mnie wzrok.
- Wytrzymam, naprawdę. - zapewnił mnie. - Zobacz, idą. - powiedział, pokazując na grupę kolegów i koleżanek z nauczycielami. Pokiwałam głową i odwróciłam się, słysząc wesołe śmiechy trójki pingwinów, idących w naszą stronę.
- Tu masz resztę. - powiedział Skipper, oddając mi drobne. Pan Frankowski pomachał do nas.
- Autobus już jedzie. - powiedział. - teraz pojedziemy się zakwaterować w domkach w Cisnej .I zjemy obiadokolację.
Kowalski rozglądał się z zaciekawieniem dookoła, podczas gdy wyjmowałam torbę z bagażnika. A autokarze siedział sztywno na swoim miejscu, prawie płacząc, kiedy autobus podskakiwał na wybojach, a teraz ostatkiem silnej woli powstrzymywał się przed sprintem do toalety, znajdującej się obok recepcji. Wreszcie na parkingu stanęła grupa młodzieży z dwóch szkół, a z recepcji wyszła młoda kobieta.
- Będziemy się dzielić po pięć osób. Osobno chłopcy, osobno dziewczynki. - zaczął pan Frankowski, a skrzydło Kowalskiego wystrzeliło w górę.
- Mógłbym najpierw do ubikacji? - spytał. Skipper i Rico popatrzyli po sobie, a Szeregowy otworzył dziób ze zdziwieniem. Kowalski oblał się rumieńcem, kiedy chłopcy z sąsiedniej szkoły zgodnie wybuchnęli śmiechem, ale nie odwrócił wzroku. W oczach pingwinka widać było nieme błaganie.
- Możesz, pewnie. - odpowiedział pan Frankowski, a pingwinek pognał do łazienki. Nauczyciel spojrzał na mnie, a ja uśmiechnęłam się w odpowiedzi. Czyżby Kowalski nam wydoroślał?
- Podzielcie się po pięć osób. - powiedział pan Frankowski, kiedy Kowalski wrócił do nas. - Resztę wytłumaczą wam panie z obsługi. - do naszej piątki, czyli mnie Ewki, Klary, Rozalii i Kim, plus oczywiście pingwinów, które nie odstępowały mnie na krok, podeszła młoda blondynka.
- Jesteście już gotowi? W takim razie zapraszam.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›