Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 4 października 2015

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Po odpoczynku w schronisku ruszyliśmy na Osadzki Wierch i na Przełęcz Orłowicza. Teraz trasa nie była już tak stroma i pingwiny biegały po wzgórzach, śmiały się i rozmawiały z ożywieniem. Od tyłu zaszedł mnie Piotr.
- Katie - odezwał się, kładąc mi dłoń na ramieniu.
- Nie strasz mnie idioto. - warknęłam. Skipper obejrzał się i widząc potencjalne zagrożenie podbiegł do mnie i wcisnął mi skrzydło w dłoń. - Idź sobie. - powiedziałam.
- Katie, wróć do mnie. Chcę z tobą chodzić. Przepraszam za ten kryzys, ale mnie i Aurelii nic już nie łączy.
- Nie dociera do ciebie? Ona nie chce się z tobą zadawać. - zareagował Skipper, mocniej ściskając mnie za rękę.
- Nie z tobą teraz rozmawiam. - odgryzł się chłopak.
- Nie. - odpowiedziałam. - Nie, nie możemy być razem. Widzę to choćby po tym jak traktujesz Skippera. Jeśli nie będziesz traktować pingwinów w przyzwoity w miarę sposób to nie chcę cię znać. - Piotr patrzył na mnie w milczeniu.
- Ja się nie poddam. - odpowiedział w końcu. - Kiedyś będziesz moja. - rzucił przez ramię, wyprzedzając mnie.
- Nie jestem niczyją własnością! - krzyknęłam za nim. Potem opadłam na trawę i ukryłam twarz w dłoniach.
- Jesteś smutna czy wściekła? - spytał pingwinek.
- Oczywiście, że wściekła. - odparłam. - Nie będę płakać z powodu kogoś takiego. Chodźmy, trzeba dogonić chłopaków. - dodałam. Kolejny postój zrobiliśmy w połowie drogi na Przełęcz Orłowicza.
- Skipper, jak lęk wysokości? - spytałam.
- W porządku. - odpowiedział pingwinek. - Nic mi nie jest.
- No to dobrze. - dodałam, wyjmując z plecaka butelkę wody, którą Kowalski wyjął mi z ręki.
- Idziemy, idziemy, koniec postoju! - usłyszałam pana Malinowskiego. - Na przełęczy zrobimy dłuższą przerwę. - pocieszył nas. Posłusznie podniosłam się z kamienia na którym siedziałam i ruszyłam dalej, przy okazji pilnując, żeby pingwiny nigdzie mi się nie zgubiły.
- Wujku... - Skipper pociągnął pana Frankowskiego za nogawkę. - Mi się chce do ubikacji.
- To biegnij gdzieś za krzaki. - odpowiedział nauczyciel, a pingwinek odbiegł od ścieżki. Na Przełęczy Orłowicza pan Malinowski zarządził pół godziny przerwy.
- Jeśli ktoś chce, to można iść na Smerek, to niedaleko. - powiedział pan Frankowski. - Ile osób będzie szło? - zgłosili się chłopcy, Ewka, Rozalia i kilka osób z sąsiedniej szkoły. Skipper patrzył na nich z zazdrością.
- Mogę też iść? - spytał, podnosząc na mnie wzrok.
- Możesz. - odpowiedziałam. - Tylko trzymaj się Ewy i nie zrób sobie krzywdy. - pingwinek pokiwał głową i pobiegł za grupą. Ja usiadłam na ławce obok Kowalskiego.
- Coś się stało? Jesteś jakiś taki przygaszony. - odezwałam się.
- Nie, w porządku. - odpowiedział pingwinek. - Dasz mi kanapkę?
- Dam, pewnie. - podałam Kowalskiemu kanapkę z łososiem, a sama wsunęłam do ust kawałek czekolady. Nie uszło mojej uwadze, że pingwinek zaczyna niespokojnie kręcić się na ławce. Coś było zdecydowanie nie w porządku.
- Kowalski - odezwałam się. - Tobie się czasem nie chce do toalety? - pingwinek pokręcił głową. - Na pewno?
- Tak, na pewno. - odpowiedział Kowalski. To nie była prawda. Pingwinek zdecydowanie musiał pójść do łazienki, ale tutaj nawet nie było gdzie tego załatwić. Musiał wytrzymać. Po półgodzinie podjęliśmy marsz, tym razem w dół. To miał być ostatni etap dzisiejszej trasy. Skipper zaczynał być naprawdę zmęczony i w pewnym momencie potknął się o kamień. Pingwinek usiłował złapać równowagę, ale nie udało mu się. Przewrócił się i jęknął czując przenikliwy ból w lewej nóżce.
- Nic ci się nie stało? - spytałam, pomagając mu wstać.
- Nie wiem. - odpowiedział Skipper i rozpłakał się, stając na lewej nodze. Posadziłam pingwinka na zwalonym pniu drzewa i delikatnie dotknęłam bolącego miejsca. Skipper stłumił krzyk bólu, a po policzkach popłynęły mu kolejne mokre strużki.
- Coś mi się wydaje, że kostkę skręciłeś. - powiedziałam, wyjmując plecaka bandaż elastyczny. - Ale nie płacz, jesteś przecież dzielnym pingwinkiem. - wytarłam Skipperowi łzy i posadziłam go sobie na plecach. - Trzymaj się tam. - dodałam. Pingwinek wtulił się w moją bluzę, ciągle pochlipując. Bolało.
  • awatar frytki z majonezem.: Biedny Skipper! Również mam lęk wysokości c:
  • awatar serpentard210: Ja źle stanełam i pękła mi najmniejsza kość w stopie, miałam szynę do kolana XD Trzymaj się tam skiper!!!
  • awatar SallyLou: Mój biedny Skipper, szkoda mi się go zrobiło. Zawsze albo on, albo Kowalski mają pecha.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›