Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 30 października 2015

Liczba wpisów: 2

abc.atlant
 
Pani Ola przyjechała najszybciej jak mogła i potem długo siedziała przy łóżku Kowalskiego.
- Jak to się w ogóle stało, że on wpadł do tego stawu? - spytała, kiedy wreszcie wyszła do kuchni.
- Nie mam pojęcia. - odpowiedziałam. - Pani Olu, da się coś zrobić? Przepisze mu pani jakiś antybiotyk? Proszę.
- Antybiotyki nic tu nie dadzą. - odpowiedziała weterynarz. - To tylko przeziębienie, chociaż ciężkie. Ale na gorączkę mogę dać. - pani Ola wyjęła z torby butelkę syropu i podała mi. - Po jednej łyżeczce rano i wieczorem i po trzech dniach powinno przejść. A to na przeziębienie. - dodała, wypisując mi receptę. - Po jednej saszetce na kubek ciepłej wody. - kiwnęłam głową.
- Dziękuję.- odpowiedziałam.
- A Skipper jak się czuje? - spytała weterynarz. - Ręczę, że dobrze, bo gdyby coś się działo dawno już byś do mnie zadzwoniła.
- Ze Skipperem w porządku. - odpowiedziałam. - Jeszcze raz dziękuję.
Po wyjściu pani Oli przysiadłam przy Kowalskim. Pingwinek drżał przez sen i niespokojnie kręcił głową. Zimny okład zsunął mu się na poduszkę. Do pokoju zajrzał pan Frankowski.
- Może ja zostanę na noc. - zaproponował. - Bo widzę, że sama nie dasz sobie rady z Kowalskim i jeszcze trzema zwierzakami pełnymi energii.
- Zrobisz to dla mnie? - spytałam.
- Oczywiście. - pan Frankowski uśmiechnął się. - Przy okazji będę miał czas sprawdzić zaległe sprawdziany. A kiedy będę szedł do domu po swoje rzeczy, mógłbym wstąpić do apteki. - kiwnęłam głową podając nauczycielowi receptę.
- Kowalski jest chory? - spytał Skipper zaglądając do mnie. - Słyszałem o czym rozmawialiście. Co się stało? - pingwinek pochylił się nad śpiącym  naukowcem.
- Przeziębił się, to wszystko. - odpowiedziałam, próbując zachować spokój.
Do wieczora przesiedziałam w pokoju Kowalskiego. Pan Frankowski od czasu do czasu zaglądał do mnie, ale żadnego z pingwinów nie zobaczyłam. Wyraźnie rozumiały powagę sytuacji i nie chciały wchodzić nikomu w drogę, ani przeszkadzać chociażby swoją obecnością i wszystkie trzy siedziały w pokoju Skippera.
- Idź się położyć. - poprosił mnie pan Janusz około dwudziestej. - Widzę, że nie zaśniesz, ale przynajmniej odpocznij. Ja z nim posiedzę. - obiecał. - Widzę, że czeka nas ciężka noc. Kiwnęłam głowa i poszłam wziąć prysznic, a kiedy wróciłam do pokoju Kowalskiego już przebrana w koszulkę nocną pingwinek akurat się budził.
- Wujku... - odezwał się słabo. - Dasz mi wody? - poprosił. Pan Frankowski podał pingwinkowi szklankę i przytrzymał, kiedy Kowalski nieporadnie wziął ją w skrzydełka. Wydawało się, że znowu jest malutkim pingwinkiem, który potrzebuje opieki dwadzieścia cztery godziny na dobę, przez siedem dni w tygodniu.
- Weźmiesz lekarstwo? - poprosiłam, odkręcając butelkę syropu przeciwgorączkowego. Kowalski kiwnął głową, a ja wsunęłam mu do dzioba łyżeczkę syropu. Pingwinek skrzywił się.
- Niedobre. - powiedział.
- Wiem. - powiedziałam. - Ale pani Ola powiedziała, że pomoże. - Kowalski opadł z powrotem na poduszkę. Nie miał na nic siły, głowa ciągle go bolała, a w brzuszku czuł coś dziwnego, jakby zaraz miał zwymiotować. Przyłożyłam dłoń do zaczerwienionego policzka pingwinka.
- Wiesz co - odezwał się pan Frankowski. - Jak już wyzdrowiejesz to pojedziemy sobie gdzieś na weekend. Tylko we dwoje. - obiecał. - Wiesz jak będzie fajnie?
- Nad morze?- spytał pingwinek, zapominając, że Bałtyk jest oddalony o setki kilometrów stąd, a mamy właśnie środek jesieni.
- Nad morze raczej nie. - odpowiedział łagodni nauczyciel. - Ale do Instytutu jak najbardziej. Kowalski przechylił głowę i przekręcił się na bok znowu zasypiając.
Był środek nocy, ale w pokoju Kowalskiego ciągle świeciła się lampka nocna. Leżałam obok pingwinka na łóżku, kojąco gładząc go po pozlepianych od potu piórkach. Pan Frankowski siedział obok, na podłodze, sprawdzając jakieś sprawdziany. Co jakiś czas drzwi uchylały się i w ciemności widać było błyszczące oczka któregoś z pingwinów, ale żaden nie miał odwagi wejść za próg pokoju.
- Pierwszy raz powiedział do mnie ”wujku”. - odezwał się pan Frankowski, odkładając długopis. - Że też w takiej chwili. Pierwszy raz...
- Jeszcze będzie tak do ciebie mówił. - odpowiedziałam i podniosłam głowę, kiedy Kowalski poruszył się przez sen, ale tylko poruszył. Nie obudził się. Najwidoczniej coś mu się śniło, bo przebierał pod kołdrą łapkami, a skrzydełka zacisnęły mu się na poduszce.
- Chcesz coś do picia? - spytałam. - Kawy? - pan Frankowski pokręcił głową.
- Zrób mi herbaty. - powiedział. - I nie martw się ta strasznie o niego. Wyzdrowieje. - starał się mnie pocieszyć choć sam tak naprawdę nie miał pojęcia czy tak będzie naprawdę. Pozostawało tylko mieć nadzieję, że tak będzie.
  • awatar SallyLou: Nie jest dołujący, ale pięknie opisany. Gra na emocjach :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

abc.atlant
 
Kate - Writes: Moje słodziaki korzystały wczoraj z pięknej jesiennej pogody i wybraliśmy się do parku po liście. Skipper i Rico od razu stracili zainteresowanie tym co robimy i urządzili sobie w liściach zapasy.
IMG_0034.JPG

Kowalski najdłużej z nas wszystkich wybierał liście, które chciał wziąć do domu. Z uwagą przypatrywał się każdemu, który podniósł z ziemi.
IMG_0036.JPG

A Szeregowy przytaszczył do domu wielki bukiet liści opadłych z kasztanowca. Ciekawe co z nim zrobi, kiedy już uschnie? Bo nie zgodzi się na wyrzucenie jego "jesiennych skarbów".
IMG_0038.JPG