Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 25 października 2015

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Skipper niespokojnie kręcił głową przez sen. Śniła mu się ciemność. Biegł przez las, próbując uciec przed mrokiem. W oddali widział niewielką plamkę światła, ale im szybciej biegł, tym bardziej jasność się oddalała. W końcu pingwinek potknął się o wystający korzeń i wylądował na ziemi. Dopadła go ciemność.
Skipper poderwał się z lóżka bez tchu. Szpitalna aparatura wyła jak oszalała, kiedy pingwinek próbował się uspokoić. W pewnym momencie poczuł piekielne kłucie w podbrzuszu. Jakby ktoś wbijał mu tam tysiące igieł. Skipper zgiął się wpół. Prześcieradło w jednej chwili zrobiło się mokre i dziwnie lepkie. Wystraszony pingwinek wcisnął guzik przywoływania pielęgniarki. Z gardła wyrwał mu się krzyk bólu. Nie miał pojęcia co się z nim dzieje.
- Skipper? - do salki przybiegła pani Ola z dwoma pielęgniarkami. - Co się stało? - pingwinek pokręcił głową przecząco. Wiedział tylko, że piekielnie boli. Pani Ola zajrzała pod kołdrę i z przerażeniem przeniosła wzrok na Skippera.
- No pięknie. - westchnęła. - Na salę operacyjną.
- Pani Olu? - odezwał się Skipper. - Co się dzieje?
- Będę wiedzieć po prześwietleniu. - odpowiedziała weterynarz biegnąc do gabinetu. Pingwinek został w tempie ekspresowym przetransportowany na prześwietlenie, a potem na salę operacyjną. W skrzydło wbito mu igłę kroplówki, na dziób założono maseczkę i Skipper usnął. Pani Ola patrzyła przez szybę, jak chirurdzy biorą się do roboty i wyjęła z kieszeni fartucha telefon.
Niechętnie zwlokłam się z łóżka, słysząc w przedpokoju dzwoniący telefon. Podniosłam słuchawkę.
- Słucham? - odezwałam się nieprzytomnie, tłumiąc ziewnięcie.
- Przyjdź do szpitala. - usłyszałam panią Olę.
- Coś się stało? - spytałam. - Proszę pani, coś ze Skipperem?
- Po prostu przyjdź. - odpowiedziała weterynarz. - Jest bardzo źle, musieliśmy operować. - nie wierząc w to co słyszę odłożyłam słuchawkę. Najszybciej jak mogła wciągnęłam dżinsy, wyszorowałam zęby i przeczesałam włosy palcami. Narzuciłam na siebie kurtkę, włożyłam buty i miałam właśnie wyjść, kiedy...
- Co się dzieje? - spytał kowalski, przecierając oczy.
- Muszę iść do szpitala. - powiedziałam, przykucając przy pingwinku. - Nie wiem, kiedy wrócę. Odprowadź Szeregowego do klasy i po południu pomóż mu w lekcjach. Na stole w kuchni zostawiłam wam pieniądze na obiad. Poradzisz sobie, w końcu jesteś dużym pingwinkiem.

Skipper leżał w idealnie sterylnej sali pod kroplówką, z maseczką na dziobie. Nie mógł sam oddychać. coś się z nim działo. Coś okropnego. Wokół niego była ciemność... Ciemność, pustka i ból. Strach, pustka i ból. Przez głowę przelatywało mu tysiąc myśli na sekundę. I wszystko się urywało. Gubił poczucie czasu, tracił grawitację... Nagle poczuł, że znowu może oddychać i podniósł się... Nie wstając  łóżka?! Ledwo mógł ustać na nogach, kręciło mu się w głowie. Tylko jak to było możliwe? Stał przy szybie, a jednocześnie leżał w łóżku, przykryty plątaniną kabli obok równomiernie pikającej maszyny, odliczającej jego czas... Czyżby... Nie, to niemożliwe.
- Spokojnie. On wciąż żyje. - usłyszał panią Olę i znowu wyjrzał na korytarz. - Robimy wszystko, co w naszej mocy.
- A ja muszę tutaj być. Z nim. Bo co innego mogłabym zrobić? - spytałam, oddychając spazmatycznie.
- Módl się o cud... - dodała ciszej pani Ola. Spojrzała na niego. Na niego, a nie na jego bezwładne ciało... Patrzyła na niego, widziała go? Wiedziała, że takie rzeczy się dzieją? Mama!!! Nagle ta ostatnia myśl rozżarzyła mu umysł. I ciało. Ale czy umarłego może coś rozżarzyć? Rozżarzyć może nie, ale na pewno pobudzić do działania. Pingwinek wymknął się na korytarz, kiedy pani Ola otworzyła drzwi.
- Przepraszam... Przepraszam za to co zrobiłem i czego nie zrobiłem... - Skipper poczuł, że bardzo chce się do mnie przytulić, ale w porę się powstrzymał. A jeśli poczuję? Nie chciał bardziej mnie stresować.
- Kocham cię. Słyszysz mamo? - pingwinek uśmiechnął się mimowolnie. Tym razem już wiedział, ze to nie przypadek. Żyjący nie mogli go usłyszeć. I zobaczyć też nie.  Ale on musiał coś zrobić. Nikt nie chce, żeby ukochana osoba cierpiała jeszcze bardziej. Jeśli to w ogóle możliwe.
- Wrócę do ciebie, obiecuję. - szepnął Skipper. - Pomóż mi. Poradź co mam robić. - wstrzymałam oddech, słysząc jednostajne wycie szpitalnej aparatury, a potem wybuchnęłam histerycznym płaczem.
  • awatar serpentard210: Super rozdział, a ten obrazek mnie rozwala!!!
  • awatar SallyLou: Czytałam z łzami w oczach. Biedaczysko! Przestraszył mnie ten motyw ciemności. Bo przecież Skipper nie umrze, prawda?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›