Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 24 października 2015

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Następnego dnia zgodnie z obietnicą wzięłam ze sobą do szpitala pingwiny. Zwierzaki nie mogły się doczekać spotkania z Szefem.
- Wiecie, że nie wolno wam go męczyć? - spytałam po drodze. - minął ledwo jeden dzień odkąd Skipper wylądował w szpitalu. - Nie wiadomo czy mu się nie pogorszy.
- Wiemy. - odpowiedział Kowalski. - Nie martw się, umiemy się zachować. - Będzie dobrze. - uśmiechnęłam się.
- O, jesteś. - powiedziała pani Ola, widząc, że idziemy szpitalnym korytarzem. - Nie za długo, dobrze? W nocy dostał gorączki, najprawdopodobniej przeziębienie.
- Coś groźnego? - spytałam, a weterynarz pokręciła głową.
- Nie, ale jest zmęczony. Pozwoliłam mu zjeść obiad, zobaczymy czy żołądek się nie zbuntuje. W razie coś, wołaj. - podziękowałam i razem z pingwinami weszłam do salki Skippera. Pingwinek podniósł głowę, widząc nas.
- Cześć skarbie. - przywitałam się. Skipper rzucił coś niewyraźnie w odpowiedzi. Usiadłam przy łóżku, to samo zrobiły pingwiny. Wzięłam Szeregowego na kolana.
- Jak się czujesz? - spytałam, przykładając mu dłoń do policzka. Naprawdę miał temperaturę.
- Źle. - odpowiedział pingwinek, pociągając nosem. - Chcę do domu. - pożalił się. - Mam już dosyć szpitala.
- Wiem. Jeszcze troszeczkę i wrócisz z nami do domu. Co było dzisiaj na obiad? - spytałam. Skipper zakaszlał.
- Spaghetti. - odpowiedział. - A co u was?
- Wszyscy za Szefem tęsknimy. - odezwał się Szeregowy i od razu zaczął opowiadać przywódcy co robimy, gdzie chodzimy, a nawet co jemy i co oglądamy w telewizji. Kowalski przysłuchiwał się temu w milczeniu, a w końcu w oczach zaczęły mu się zbierać łzy, które potem poleciały po policzkach, aż pingwinek rozpłakał się.
- To wszystko moja wina. - zaszlochał. - Gdybym ja nie rozbił tej szyby, to Szef nie poszedłby na boisko, a gdyby Szef tam nie poszedł, nie leżałby teraz w szpitalu.
- Kowalski - odezwał się Skipper. - Przecież ja was o nic nie obwiniam. Nic się takiego nie stało.
- Stało się, Szef ma przeze mnie krwotok wewnętrzny.
- Kowalski... Uspokój się kochanie. - poprosiłam łagodnie.
- Chodź tu. - Skipper wyciągnął skrzydełka do przyjaciela. - Tylko mnie nie ściskaj, bo nie chcemy pogorszyć mojej i tak beznadziejnej sytuacji. - Kowalski przytulił się do przywódcy. - To nie wasza wina Kowalski.
- Pójdziesz do łazienki? - spytałam. - Uspokoisz się? - pingwinek pokiwał głową, a ja wzięłam go za skrzydło i rzucając przez ramię, że zaraz wracam, poprowadziłam go do toalety.
- Hej, co cię napadło? - spytałam, sadzając go na krawędzi umywalki. - Skąd ci się to wzięło? - Kowalski spuścił głowę, zawstydzony swoim wybuchem. - No już. Zrobiłeś z siebie idiotę, to prawda, ale za dzień, dwa nikt nie będzie o tym pamiętać. - uśmiechnęłam się. - Wracamy? - pingwinek odważnie pokiwał głową i wziął mnie za rękę.
- Pani Olu! - zawołałam, widząc kobietę na korytarzu. - Ma pani coś na uspokojenie? Kowalski nam się rozżalił.
- Mam cukierki z melisą. - odpowiedziała pani weterynarz.
Chwilę potem Kowalski ssąc cukierka maszerował z powrotem do salki Skippera. Przed wejściem do środka zawahał się przez chwilę, ale w końcu przełamał się i wszedł za mną.
- Lepiej wam? - spytał Skipper, a Kowalski kiwnął głową.
- Możemy iść do sklepiku? - spytał Szeregowy.
- Proooszę. - wybełkotał Rico. Zgodziłam się i pingwiny zbiegły na dół po schodach.
- Tylko szybko, bo zaraz wracamy! - zawołałam za nimi.
- Idziecie już? - spytał Skipper. Był naprawdę niepocieszony.
- Tak. Pani Ola powiedziała, że nie wolno cię męczyć. - pingwinek przełknął ślinę, czując metaliczny smak krwi. - Trzymaj się. - dodałam, przytulając Skippera, a on pomachał mi, kiedy wychodziłam z sali. Pingwinkowi zaczynało kręcić się w głowie. Mało tego, miał mdłości i znowu czuł krew w dziobie. Ignorował to, ale kiedy o mało się nie zakrztusił, stwierdził, że coś jest naprawdę nie tak i zawołał panią Olę.
- Co się dzieje Skipper? - spytała weterynarz. Pingwinek zakaszlał. - Mam zadzwonić po Kasię?
- Nie. - odpowiedział Skipper. - Nie chcę, żeby się martwiła. - pani Ola zajrzała mu do dzioba, spojrzała w oczy i westchnęła.
- Przeziębienie i krwotok wewnętrzny to nienajlepsze połączenie. - powiedziała. - Jakaś infekcja, ale nic groźnego. Do jutra powinno przejść, ale nie jestem stuprocentowo pewna. Kładź się już spać, dochodzi dziesiąta.
  • awatar serpentard210: Super tło!!!
  • awatar frytki z majonezem.: O matko... Uwielbiam cukierki z melisą :D
  • awatar SallyLou: Infekcje w takich wpadkach bywają bardzo groźna. Ale Skipper jest przecież silny, więc na pewno się wyliże.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›