Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 21 października 2015

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Pingwiny od rana korzystały z pięknej jesiennej pogody i spędzały niedzielę na podwórku. Najpierw siedziały w domku na drzewie Skippera, a teraz kopały piłkę. Stałam przy kuchennej szafce robiąc nadziewane pomidory na obiad i jednocześnie ucząc się na wtorkowy sprawdzian z fizyki, kiedy usłyszałam brzęk tłuczonego szkła, a piłka wpadła przez okno do kuchni. Kowalski przyłożył skrzydło do dzioba. Jeszcze nigdy nie zrobił nic takiego. Skipperowi albo Rico jakoś by się to upiekło, ale jemu? Temu zawsze najgrzeczniejszemu? Wyszłam z domu, niosąc w rękach piłkę.
- Który to? - spytałam łagodnie. Kowalski zaczerwienił się i spuścił wzrok. Bał się przyznać. Będą krzyki? Będzie szlaban i zakaz praktycznie na wszystko co najmniej przez miesiąc.
- No, chłopcy... Proszę się przyznać. - powtórzyłam. Kowalskiemu chciało się płakać. W oczach zalśniły mu łzy. Będzie musiał zapłacić za szklarza, a jego oszczędności są na wyczerpaniu. Zanim pingwinek zdążył się na dobre rozpłakać, Skipper podniósł skrzydło.
- To moja wina. - powiedział. - Zapłacę za szklarza.
- Nie grajcie więcej w ogrodzie, dobra? Od czego macie boisko obok szkoły? - spytałam, konfiskując piłkę. - Szeregowy pójdzie ze mną i pomoże mi sprzątać. - najmłodszy pingwinek bez słowa sprzeciwu pomaszerował za mną do środka. Kowalski nie ruszył się z miejsca.
- Po wszystkim. - westchnął Skipper. - Wisicie mi co najmniej roczne kieszonkowe. - powiedział, poklepując Kowalskiego po ramieniu. - Hej, Kowalski - po policzkach naukowca popłynęły łzy, a pingwinek rozpłakał się.
- Kowalski... - Skipper spojrzał przyjacielowi w oczy. - No co jest? Przecież już po wszystkim. - Kowalski zaszlochał jeszcze bardziej rozpaczliwie nić przedtem.
- O matko, nie przeżywajcie już. - Skipper mocno przytulił swojego podwładnego. - Kowalski, nic się nie stało przecież. No już. - uspokajał, gładząc go kojąco po plecach.
- Szef mi życie uratował. - odezwał się Kowalski.
- A tam zaraz uratował. - Skipper machnął skrzydłem.
- Dostałbym szlaban. - zaszlochał Kowalski. - A dzięki Szefowi mi się upiekło. - powiedział.
- Nie dostałbyś szlabanu. - odpowiedział przywódca, odsuwając się od przyjaciela. - Ja nie dostałem. Zapłacić musisz i tak, bo powiem Kasi jak było naprawdę, ale nic gorszego by cię raczej nie spotkało. Nawet nie krzyczała. - Skipper wytarł Kowalskiemu łzy. - Uspokójcie się i przestańcie przeżywać, bo zarobicie ode mnie w dziób.
- Chłopaki, obiad! - zawołałam, kiedy pomidory już się upiekły. - Dzwoniłam do szklarza, będzie z godzinę. - dodałam, kiedy pingwiny usiadły przy stole. Kowalski na nowo się zaczerwienił.
- Wiesz... - zaczął, rozgrzebując pomidora na talerzu. - Bo to nie Szef rozbił tę szybę, to... To ja. - powiedział, spuszczając wzrok. Odłożyłam widelec i wzięłam pingwinka za skrzydło.
- Lepiej późno niż wcale, ale dlaczego od razu nie powiedziałeś, co? - spytałam łagodnie.
- Bałem się. - odpowiedział Kowalski. Skipper spojrzał na podwładnego. - Bałem się, że będziesz krzyczeć. - Skipper uśmiechnął się do Kowalskiego, co znaczyło ”Czyn godny pochwały”. Naukowiec odetchnął ”Dziękuję”.
- Mam rozumieć, że Skipper uratował ci skórę? - spytałam. Pingwinek pokiwał głową. - Nie gniewam się, ale następnym razem to się nie bój. Nie ma czego.
- Idę na boisko. - powiedział Skipper po obiedzie. - Wrócę wieczorem. - dodał, łapiąc piłkę i już go nie było. O tym, że wieczorem kręci się tam mnóstwo podejrzanych typów nie zdążyłam pomyśleć.
- Chłopcy, Skipper jeszcze nie wrócił? - spytałam wieczorem. Dochodziła dziewiąta, a pingwinka jeszcze nie było. Zaniepokojony Kowalski podniósł wzrok znad książki. - Zostańcie w domu, dobrze? - poprosiłam, narzucając na siebie bluzę i jak najszybciej mogłam, pobiegłam na boisko. Skipper leżał na trawie oddychając ciężko. Po policzkach płynęły mu łzy. Pingwinek nie miał nawet siły wołać.
- Skipper! - zawołałam, widząc małe biedactwo i opadłam przy nim na kolana. - Skipper... - pingwinek leżał na trawie telepiąc się z zimna, dodatkowo co chwilę wstrząsał nim spazm szlochu. Oba skrzydełka były zmasakrowane, ze skroni lała się krew, a w prawej nóżce nie było czucia. Najprawdopodobniej była skręcona.
- Nie, nie płacz. Wszystko będzie dobrze.- powiedziałam, choć miałam co do tego duże wątpliwości i wyjęłam komórkę z kieszeni. - Już dzwonię na pogotowie.
  • awatar SallyLou: Dzielny Skipper wziął na siebie winę kolegi. Oj Kowalski powinien od razu się przyznać, a nie milczeć. Naraził tym szefa na niezasłużoną karę.... Szkoda mi Skippera. Mam nadzieję, że szybko wyzdrowieje.
  • awatar serpentard210: Dasz radę skipper!!!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›