Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 11 października 2015

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Nastoletnia Hotaru po raz kolejny udaje się na wakacje do wujka na wieś. Góry, spokój, cisza – nuda, powiedzą niektórzy. Czegóż to dziewczyna z wielkiego miasta może szukać na prowincji? Powód jest całkiem prosty, ale i zrozumiały. Wszystko zaczęło się, gdy sześcioletnia Hotaru zabłądziła w lesie, w którym według lokalnych podań można spotkać dusze. Na ratunek przyszedł jej tajemniczy chłopak o imieniu Gin, noszący lisią maskę. Dziewczynka z miejsca zapałała do niego sympatią, jednak już na samym wstępie wybawca ostrzegł ją, by go nie dotykała, bo bezpośredni kontakt z człowiekiem sprawi, że chłopak zniknie. Czyżby Gin był duszą? Mniejsza o to, Hotaru znalazła niezwykłego przyjaciela, z którym zaczęła spędzać coraz więcej czasu. Skończyły się jednak wakacje, a kiedy przyszedł czas, żeby wracać do domu, dziewczynka obiecała, że wróci za rok. I faktycznie, oboje spotykają się ponownie każdego kolejnego lata.
eeaf174746b2f3ed207958a3a0845f-121.jpg

Całość jest niesamowicie prosta i zdecydowanie nie wymaga wytężania szarych komórek, ale oferuje unikalną prozę życia w krótkiej formie, w której tworzeniu autorka jest zdecydowanie mistrzynią. Z początku miałam pewne obawy względem ekranizacji, gdyż wydawało mi się, że ponad czterdzieści minut na taką miniaturkę może okazać się nieco za długie, ale na szczęście okazało się inaczej. Twórcy wywiązali się z powierzonego im zadania celująco. Fabuła rozwija się niespiesznie, śledzimy spokojne coroczne spotkania bohaterów, którzy coraz bardziej się do siebie zbliżają. Trudno tu mówić o głębokim i namiętnym uczuciu, bo to raczej opowieść o przyjaźni, cichej i bardzo stonowanej. Nie uświadczymy tu wielkich słów i czynów, bo to leniwa, letnia codzienność ze szczyptą magii. Niestety (a może i stety?) nie jest to jednak cukierek, który będzie smakował wszystkim. To danie lekkie, ale zdecydowanie słodko­‑gorzkie. Bardzo dobrze poradzono sobie z pokazaniem emocji, twórcy zawarli tu bowiem to, co było najistotniejsze, bez popadania w przesadny melodramatyzm i patos, zdając się na subtelność.
101895.jpeg

Hotarubi no Mori e to opowieść o związku Hotaru i Gina, tak powszednim, a jednocześnie unikalnym. Łączące ich uczucie jest niesamowicie naturalne, ciepłe, bardzo niewinne. Nie potrzeba tu dosłowności, bowiem wystarczy, że bohaterowie ze sobą przebywają i rozmawiają o rzeczach codziennych, bądź w ogóle się nie odzywają. Z jednej strony w oczy rzuca się niewypowiedziana bliskość, ale jednak całość naznaczona jest pewnym cieniem, gdyż nieważne ile lat minie, Hotaru i Gin nigdy nie będą mogli się do siebie zbliżyć tak do końca, zawsze jest między nimi dystans i obawa, by się nie dotknąć, bo wtedy chłopak zniknie. A co gorsza, kiedyś przyjdzie mu znowu żyć samemu, gdyż dziewczynka powoli dorasta, a on nadal pozostaje taki sam. Tym bardziej zaskakujące powinno być zakończenie, które zamyka historię w sposób prosty, ale przemawiający do wyobraźni. Czy satysfakcjonujący? Zależy, co do kogo przemawia.
101915.jpeg

Ta króciutka opowiastka to tak naprawdę teatr dwójki aktorów, ponieważ inni to zwyczajni statyści, bez których byłoby po prostu pusto. Zarówno Hotaru, jak i Gin, nie mają wybitnie rozbudowanych osobowości, ale to w żadnym wypadku nie jest wada. Na pewno gorzej wypadłaby na siłę wprowadzona głębia. Dostajemy za to bohaterów prostych i uroczych jak sama historia. Poznajemy ich poprzez codzienność, czasem z krótkich opowiadań, ale liczy się tu i teraz. Hotaru jest pełną energii, dorastającą dziewczyną, bardzo sympatyczną i taką zwyczajną. Gin jest cichy i nieco zdystansowany, ale po pewnym czasie również zaczyna okazywać emocje, choć znacznie bardziej stonowane. Oboje uzupełniają się znakomicie i, ponieważ nie znajdziemy tu jakichkolwiek przejaskrawień charakterów, od razu powinno się ich polubić.
101943.jpeg

Wisienką na tym nie do końca słodkim torcie jest oprawa wizualna, w którą, jak już na samym wstępie widać, włożono sporo pracy i pieniędzy. Grafika nie olśniewa i nie powala na kolana, ale znacząco wybija się ponad przeciętność, zwłaszcza w porównaniu do współczesnych serii telewizyjnych. Trudno oczekiwać tu zróżnicowanych krajobrazów, gdyż większość akcji dzieje się w jednym miejscu, można liczyć za to na dopracowanie szczegółów i soczyste, przyjemne dla oka kolory, przede wszystkim odcienie zieleni. Zadbano o płynność animacji i nawet nieistotne drobiazgi, które jednak łatwo wychwycić, gdy przyjrzy się nieco uważniej. Kreska jest prosta i zwyczajna, ale to jednak charakterystyczny styl pani Midorikawy i fanom jej rysunku powinno się to podobać. Do tego dodana została oszczędna, ale przyjemna i nastrojowa muzyka. Głównie pianino, doprawione kilkoma innymi instrumentami, raz mniej, raz bardziej żywiołowe. A wszystko z jak zawsze niezastąpionymi cykadami. Całości dopełnia melancholijny i spokojny ending "Natsu o Miteita" w wykonaniu Shizuru Ootaki o charakterystycznym głosie.
101891.jpeg

Hotarubi no Mori e to czarująca i niewymagająca zbyt wiele od widza historia, która zawiera sporo ciepła, ale nie jest również pozbawiona odpowiedniej ilości goryczy, przypominająca, że życie to nie cukierek, a „pełnosmakowa” mieszanka, którą zawsze trzeba przełknąć. Miłośnikom akcji i walk dziękujemy, zanudzą się na śmierć, za to smakosze okruchów życia będą się delektować tym tytułem i być może skuszą się na odrobinę niewymuszonej refleksji.
Uwaga, ściągamy maskę;
  • awatar Abstrakcyjny blog: oglądałam, bardzo fajnie ale za to strasznie krótkie...
  • awatar Setton: Opisałaś to w taki sposób, że muszę obejrzeć! ;)
  • awatar Potterwarta: Ja nie wierzę, że to anime tak się skończyło ;-;
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›