Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 8 stycznia 2015

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
W piwnicy było ciemno.
- Tu miejsca nie ma. - warknęła na Abigail kobieta w podeszłym wieku.
- A tam? - spytała dziewczyna, wskazując ciemny kąt oddzielony załomem muru od pozostałej części piwnicy.
- Tam jest węgiel. - węgiel. A więc to tak się kończy moja bohaterska wyprawa na ratunek ukochanemu. W piwnicy na kupie węgla. Czas jakby stanął w miejscu. Siedząc na węglu, Abigail to zapadała w niespokojny sen, to wybudzała się z niego w panice, czując, jak dręczące ją głód i pragnienie powoli wysysają z niej życie. Kiedy ostatnio jadła? Nie potrafiła sobie przypomnieć. Dwa dni temu? Może trzy? Na pewno jeszcze na Piątej Alei. Chwilami wydawało jej się, że znowu znalazła się w kanałach, a wtedy zaczynała się dusić i z najwyższym trudem powstrzymywała się, by nie wybiec na powierzchnię. Uspokoiwszy się trochę, próbowała sobie przypomnieć, czy kiedykolwiek wcześniej byłą na Wall Street. Chyba nie. Bo i po co? Abigail poczuła, że znowu się dusi.
Dziewczynę obudził przerażający huk. Piwnica drżała, tynk sypał się z sufitu, po czym nagle zapadła cisza. Ludzie poderwali się ze swoich posłań. Z zewnątrz dobiegał jakiś metaliczny, skrzypiący dźwięk.
- Słyszycie? Coś jedzie. Może czołg?
- Albo nasi?
- Oby. Żeby to byli nasi.
- Może wyjdziemy? Poddamy się normalnie, kto by to nie był.
- Ciii... - wszyscy umilkli. Słychać było kroki. W okiennej szparze raz za razem migały żołnierskie buty. Abigail wcisnęła się głębiej w swój kąt. Całym ciałem wtuliła się w murek oddzielający składzik na węgiel od pozostałej części piwnicy. Przez okna wpadło do piwnicy kilka granatów. I to był już koniec. Granaty wybuchły jeden po drugim. Huk eksplozji zagłuszył krzyki umierających. Gdy ucichł dziewczyna mimo głuchego dudnienia w uszach usłyszała rozpaczliwe jęki rannych, a po chwili poczuła z przerażeniem, że prawe skrzydło pulsuje jej tępym bólem. Wstała. Podeszła do rozświetlonego słońcem włazu. Uniosła drżące skrzydło do góry i w jasnych promieniach słońca zobaczyła tkwiący w nim spory kawałek metalu i krew skapującą na podłogę. Abigail chwyciła krawędź okrągłego otworu i z wysiłkiem wyczołgała się na zewnątrz. Dziewczyna przedostała się na sąsiednie podwórko i ruszyła w kierunku przemykających pod murami ludzkich sylwetek.
- Szpital! Którędy do szpitala?
- Tam. Niedaleko. - Abigail pobiegła we wskazaną stronę.